Fanfics

16. We Exist Together

23:01, 10 October 2019

Harry zauważył, że podczas robienia zdjęć z grupą młodych osób, był obserwowany przez blondyna, który ewidentnie czyhał, by od razu po odejściu tej grupy, podejść do niego. Ustawił się do zdjęcia z niską dziewczyną, po czym oddalili się, a czający się mężczyzna od razu podszedł.

Znał go.

- Witaj Harry – uśmiechnął się i połową ciała oparł się o ścianę zbyt blisko sylwetki bruneta. – Pamiętasz mnie?

Harry doskonale go pamiętał. Po przegranej walce z Hughem Jeromesem, kiedy dochodził do siebie po urazach, wielokrotnie otrzymywał od niego propozycje seksu. Wtedy był osobą, która ulegała prawie na każde takie żądanie i wspominając te czasy skrzywił się. Dawał się ponieść emocjom i pożądaniu, kiedy po wygranych walkach podekscytowani widzowie składali mu seksualne propozycje. Zapominał jak to wspaniale jest mieć tą jedyną zaufaną osobę, która darzy cię uczuciem i ty również możesz jej to ofiarować. Doceniał w swoim życiu znajomości, które nie rozpoczynały się seksem, ale z biegiem jego kariery, takich było coraz mniej. Kiedy ujrzał Louisa po raz pierwszy w pubie, siedzącego w garniturze przy ladzie, jego pierwszą myślą było złożenie mu tejże propozycji, ale zupełnie złamał się, kiedy chłopak zawołany przez Nialla usiadł i zaczął normalnie z nim rozmawiać. Bez żadnych propozycji, żadnego nalegania. Po prostu zadawał mu pytania mimo małego zainteresowania boksem. Ta świadomość niemożliwie mocno osadziła się w głowie bruneta.

- Jestem pewien, że teraz przypominałeś sobie jak było nam cudownie – odezwał się i wodził wzrokiem po całej twarzy Harryego. 

- Nie do końca – westchnął i odsunął się znacznie, kiedy zauważył, że dłoń tego mężczyzny zaczęła wędrować wprost do jego kosmyka włosów, które opadało mu na czoło. 

- Mogę odświeżyć ci te...

Zatrzymał się, a wtedy jego wzrok powędrował do osoby, która zbliżyła się do Harryego. 

***

Louis nie wytrzymał zbyt długo patrząc jak wysoki mężczyzna śledził zgłodniałym wzrokiem twarz Harryego. Wstał, kiedy nawet nie zdążył przeanalizować swoich ruchów, i podszedł prosto do bruneta, stając obok niego. Zauważył, że przerwał w trakcie zdania, ale zupełnie to zbagatelizował, kiedy oplótł Harryego w talii i przyciągnął do siebie w dość zaborczym geście. Zdziwił się, gdy brunet posłał mu pełen uczucia uśmiech i nie odsunął się nawet na milimetr. Fala spokoju przelała się przez jego ciało, kiedy był już blisko Harryego i wiedział, że ten był bezpieczny. 

- Może innym razem – nieznajomy posłał uśmiech, obrzucając Louisa chwilowym spojrzeniem i odbił się od ściany idąc w przeciwnym kierunku. 

- Co innym razem? – zapytał Louis, nie mogąc powstrzymać swojej ciekawości. Patrzył jak sylwetka mężczyzny oddalała się powoli i zmrużył oczy, wyobrażając sobie jakie propozycje mógł otrzymać od niego Harry. 

- Porozmawiamy – odparł zwyczajnie. Louis zauważył, że chłopak starał się ominąć ten temat, kiedy zaczął iść w stronę lady. 

- Odpowiesz mi szczerze? – złapał jego nadgarstek. Wzrok Harryego powędrował na palce Louisa, a potem patrząc w jego oczy, niepewnie kiwnął głową. – Czy on właśnie zaproponował ci seks? 

Nie potrzebował odpowiedzi, bo zielone oczy, które spojrzały z prędkością światła w dół, powiedziały mu wszystko. 

- Harry... – zaczął, żeby wyrzucić z siebie kilka słów, które mogłyby uspokoić bruneta. Cała zazdrość opadła i Louis potrafił normalnie funkcjonować, ponieważ Harry był tu z nim, utrzymywał ciągły kontakt cielesny i to właśnie w jego oczy patrzył. Był spokojny. 

- Nie chcę po prostu, żebyś myślał, że nadal utrzymuję kontakt z tymi, z którymi kiedyś spałem... To przeszłość, naprawdę nie mam teraz z nią nic wspólnego – tłumaczył się. 

- Wcale tak nie pomyślałem, kochanie – pogładził dłonią jego policzek. Znajdowali się pośrodku przejścia, co chwilę pojedyncze osoby zawadzały o nich swoim ciałem, ale potrafili skupić się tylko na sobie. – Ufam ci i wierzę, że odmawiasz, kiedy proponują ci seks.

- Cóż mi więcej potrzeba, gdy mam ciebie? – rzucił retorycznie wywołując na twarzy Louisa niemożliwie szeroki uśmiech. 

***

Częstotliwość treningów Harryego wzrosła wraz z powrotem Nialla do Londynu. 

- Nabrałem energii na dalsze treningi, mam nadzieję, że ty też – powiedział do Harryego, kiedy w dzień jego powrotu, razem z Liamem, Louisem poszli do pubu, gdy Zayn odbywał swoją zmianę. Był to zwykły dzień w tygodniu, dlatego chłopak nie miał tyle na głowie – jak co tydzień, kiedy na walki przychodzi więcej ludzi, niż ten pub mógłby pomieścić – dlatego czasem siadał z nimi dołączając się do rozmowy.  

- Raczej na wydawanie mi rozkazów – rzucił zaczepnie Harry. 

Walka z Hughem zbliżała się niemiłosiernie szybko, ale każdy zdawał sobie sprawę z tego, jak bardzo temat odbiegał od chcianych dlatego kwestia ta była pomijana w rozmowach, choć prawdopodobnie każdy miał ją w myślach. Louis czuł zapadające się serce, kiedy nagle ten fakt uderzał w jego świadomość z ogromną siłą. Starał się myśleć pozytywnie; wierzył, że Harry jest potężny w ringu i powalił niezliczoną ilość przeciwników, ale obawa nie potrafiła opuścić jego głowy. Za każdym razem, kiedy Harry przechodził przez liny na ring, jego serce opadało na podłogę i potrafił podnieść je tylko wtedy, gdy Harry padał w jego ramiona będąc kompletnym, z niewielką ilością uszkodzeń. 

Wiedział jak wszyscy oczekiwali tego starcia. Nagłówki w Internecie, strony, które prowadzili fani (oczywiście wczytywał się tylko w te, kiedy idolem był Harry) rozbrzmiewały coraz głośniej o ,,walce wszechczasów", co tylko potęgowało stres Louisa i zamartwianie się o Harryego. 

W głowie miał również scenę, w której Harry został osłabiony jakimś dziwnym środkiem na walce w pubie. Brunet zapewniał Louisa, że przy zawodach, które odbywać się będą na hali poza Londynem, nikt nie dopuści do tego typu rzeczy, ponieważ każdy bokser jest sprawdzany przed walką. 

- Ty się denerwujesz bardziej niż ja – Harry zawsze żartował, kiedy Louis rozpoczynał swoje marudzenie. Zdawał sobie sprawę, że to pasja bruneta i szatyn nie miał serca by zmuszać go do przerwania swojego zawodu, ale cholernie pragnął, by brunet zawsze w swojej pracy był bezpieczny. Jednak zawsze jest to niebywałe ryzyko, o którym Louis doskonale – czasem zbyt bardzo – pamiętał.

- Jest szansa, że kiedyś to zostawisz? – zapytał szatyn, gdy odprężeni leżeli na łóżku. Harry miał zamknięte oczy, napawając się palcami w swoich włosach, które przyjemnie pobudzały każdą komórkę w jego ciele. 

- Louis... – jęknął, wciąż nie otwierając oczu. 

- Pytam potencjalnie – wzruszył ramionami, nieprzerwanie bawiąc się ciemnymi kosmykami Harryego. – Inaczej. Myślałeś kiedyś, żeby z tego zrezygnować? 

- Być może miałem takie myśli, ale lubię to robić – odpowiedział leniwie. Mruczał w jego szyję, a przez ciało Louisa przechodziło stado dreszczy, które ożywiały go za każdym razem. Był pewien, że gdyby nie odzywał się do Harryego, ten by z łatwością zasnął. 

- Co by się musiało stać, żebyś to zostawił? 

Louis nie chciał być natarczywy. Chciał jedynie uzyskać możliwie najwięcej informacji, by dowiedzieć się jak wielkie plany co do boksu miał Harry. Osiągnął już tak wiele, a zapewne będzie walczył o jeszcze więcej. 

- Sam nie wiem – mruknął, nabierając powietrza. – Może kontuzja? 

Louis zakrztusił się własną śliną i obruszył, kiedy usłyszał słowa mężczyzny. Harry podniósł się zdziwiony z jego ciała i śpiącymi oczami wpatrywał się w jego twarz. 

- Naprawdę? Aż tak? – Louis lekko oburzył się. 

- Co się oczywiście nie stanie. Uważam na siebie – Harry posłał uśmiech w celu uspokojenia szatyna, jednak niezbyt to poskutkowało. 

- Sam mówiłeś, że każda walka jest inna. Nie wiesz co cię może spotkać. 

- Tak, ale sądzę też, że jestem już na tyle doświadczony, że potrafię przewidzieć kolejny ruch przeciwnika w ringu, a potem łatwo znokautować. Technika, która działa. Od lat – wzruszył ramionami. Louis nie potrafił zachować kamiennej twarzy, kiedy słyszał ten pewny głos Harryego, który z łatwością opowiadał o swoich umiejętnościach. Uwielbiał go słuchać i nie ukrywał, że takie podejście - pewne i stanowcze - nieco go uspokajało. 

- Okej. A skutki po kilkunastu latach boksu? 

- Chcesz mi powiedzieć, że...

- Tak, czytałem o tym – Louis przerwał Harryemu, a ten wywrócił oczami. – Kontuzje, encefalopatia bokserska, a do tego dochodzi śmierć na ringu. 

- Chyba muszę zabronić ci wchodzić na pewne strony – zaśmiał się Harry.

- Ciebie to bawi? – zapytał lekko rozdrażniony, gdy widział z jakim spokojem chłopak podchodził do tych tragicznych wieści. Martwił Louisa fakt, że Harry zdawał się nie przejmować swoim stanem zdrowia na przyszłość. 

- Tak, bawi – uśmiechnął się. – Lou, musisz się uspokoić. – Harry ponownie opadł obok szatyna i poprawił mu opadający na oczy kosmyk. – Jeśli martwisz się o to, co będzie działo się za kilkanaście lat... Szczerze? Nie obchodzi mnie to. Chcę wykorzystać najbardziej jak się da to, że jestem w tej chwili sprawny, chcę czerpać całymi garściami z życia i z tego, co zostało mi dane. Będę martwić się później, jeśli pewnego dnia nie będę mógł wstać z łóżka. 

- Pomogę ci, to oczywiste – uśmiechnął się Louis. – Zajmę się tobą, jeśli tylko mi pozwolisz. 

Oczy Harryego wyrażały niemożliwie ogromną wdzięczność. Louis kochał widzieć w nich radość, troskę i wrażliwość, które poprzez wspólną mieszankę stawały się pięknym, kompletnym uczuciem, które rozgrzewało najciemniejsze zakamarki ciała Louisa. Pragnął już nigdy go nie opuszczać i być przy jego boku w najgorszych jak i tych najlepszych momentach życia. Kochał fakt, że Harry zaufał mu, mając za sobą doświadczenie z dość przykrego związku – a raczej jego zakończenia – i przywiązał się do niego w sposób, w jaki nie potrafił z nikim innym po rozstaniu z Jeremym. 

W ten pamiętny dzień, kiedy widział Jeremyego po raz pierwszy, ten powiedział mu, że Harry łatwo przywiązuje się do ludzi, ale szybko też o nich zapomina i analizując jego słowa, które niegdyś nie miały dla niego sensu, nagle je zrozumiał. Przypominając sobie wyznanie Harryego o jego byłym związku pojął to wszystko. Jeremy odniósł wrażenie odrzucenia ze strony Harryego, ponieważ chłopak odtrącał go, nie chcąc być w tym toksycznym związku, jednak nadal starał się pomóc mu przezwyciężyć jego własne słabości. Ale były chłopak Harryego pragnął mieć go całego, nie zdając sobie sprawy z bólu, jaki mu sprawiał i dlatego odnosił wrażenie, że chłopak o nim zapomniał, choć zupełnie odbiegało to od prawdy. 

- Pozwalam – wyszeptał tuż przy ustach Louisa momentalnie do nich przylegając. 

***

Louis zamknął wszystkie karty otwarte w przeglądarce i odłożył laptopa, kiedy usłyszał pukanie do drzwi. 

- Mamo, miałaś zadzwonić jak będziesz – wywrócił oczami, przypominając sobie jak bardzo kobieta potrafi być uparta. 

- Chciałam zrobić ci niespodziankę – uśmiechnęła się słodko i oddała w ręce Louisa swoją walizkę.

- Przecież wiedziałem, że przyjedziesz, więc jaka to niespodzianka? – uniósł brew, otrzymując karcące spojrzenie od swojej matki.

- Oj przestań już – zganiła go. Louis pokręcił tylko głową i wpuścił kobietę do środka, a ta rozejrzała się dookoła. – Synu, czy ty właśnie masz porządek w mieszkaniu? – niedowierzająco patrzyła po półkach, podłodze i wnikliwie wpatrywała się nawet w sufit. – Utrzymujesz go przez cały czas, czy tylko na mój przyjazd zdążyłeś posprzątać?

- Staram się cały czas – wzruszył ramionami. Nawet nie pamiętał kiedy zaczął dbać o własne mieszkanie. Kiedyś, nim wyszedł na jakąś imprezę powierzchownie ogarnął to, co na pierwszy rzut oka było widoczne, na wypadek, gdyby zapragnął zaprosić niespodziewanie gościa. Lecz teraz automatycznie sprzątał to, co mu przeszkadzało i miał nadzieję, że nie podchodziło to pod pedantyzm.

- Spotykasz się z kimś – stwierdziła Jay, patrząc na Louisa. Mimo rzadkiego widywania się, potrafiła wiele wyczytać z jego oczu, więc i tym razem nie było zbyt trudno.

- Um. Taa – mruknął i posłał jej połowiczny uśmiech. Wiedział, że prawdopodobnie w tej chwili mama zasypie go stadem pytań i będzie próbowała wycisnąć z niego najwięcej informacji jak się da.

- Od razu wiedziałam, gdy zobaczyłam ten porządek. Nie sprzątałbyś z własnej woli, bez przyczyny – rzuciła pewnie i ustała na palcach, by złożyć uroczego, matczynego całusa na Louisa policzku. Wtedy oprzytomniał i zdał sobie sprawę, że nie przywitał się z nią należycie. Natychmiastowo owinął ramiona wokół jej sylwetki i przymknął oczy na to ciepło, które zawsze tak bardzo kochał. – Tak się cieszę kochanie. Kim on jest?

Louis nie byłby sobą, gdyby nie wykorzystał faktu, że jego mama prawdopodobnie słyszała kilkakrotnie to nazwisko. Wiele razy opowiadała mu, że koleżanka z pracy ma fioła na punkcie boksu i zna imiona i nazwiska większości bokserów, a Jay nie potrafi spamiętać ich wszystkich, pomimo wielokrotnego słyszenia ich.

- Harry Styles – powiedział tylko.

- Harry Styles? – powtórzyła i zmarszczyła brwi. Jej wyraz twarzy wyrażał jedynie konsternację, kiedy łatwo dało się zauważyć jak wyszukiwała w swoim umyśle sytuacji, w której mogła o nim słyszeć. – Kojarzę to nazwisko. Tylko gdzie ja je słyszałam...

- No, dawaj – Louis uśmiechnął się i zwinął ręce na klatce piersiowej.

- Powiesz mi? – rzuciła niemal błagalnie wywołując chichot u szatyna.

- Zaprosiłem go dziś na kolację. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko. Bardzo chciał cię poznać – powiedział.

- Oh, świetnie – jej uśmiech poszerzył się. Louis kochał ten widok. – Nie powiesz mi o nim nic do tego momentu?

Louis pokręcił głową i czuł się jak podczas rozmowy z przyjaciółką – co chyba dobrze świadczyło o jego relacjach z matką – kiedy przekomarzali się. Louis nie zdradzając większych szczegółów wszczął rozmowę o charakterze Harryego, zupełnie otwierając się przed Jay, opisując swoje uczucia co do Harryego. 

There are no comments yet. Log in to be the first to leave a review!

Similar stories