Fanfics

15. Hold Up

13:35, 27 September 2019

Louis uwielbiał tę wewnętrzną harmonię i beztroskę, kiedy trzymał Harryego w swoich ramionach, oddychając przy tym miarowo, kiedy leżeli w łóżku po wspólnym prysznicu. Uspokajające palce bruneta co jakiś czas dotykały opuszkami jego torsu, gdzie momentalnie tworzyła się gęsia skórka.

- Naprawdę zostajesz? – wymruczał Harry prosto w skórę szatyna, wysyłając tam przyjemne ciepło.

- Tak – uśmiechnął się Louis. – Dostałem wczoraj maila, że mam dwa dni wolne. Plus weekend, więc cztery dni z rzędu.

- Więc jak jutro się obudzę, będziesz tutaj? – Harry podniósł głowę, by spojrzeć w niebieskie oczy. Kiedy kiwnął głową, twarz Harryego rozpromieniła się i wyglądał tak uroczo i niewinnie, a po chwili uniósł się, by złożyć krótki pocałunek na wargach Louisa. – Masz jakieś plany na te dni? – zapytał po chwili i opierając głowę na łokciu patrzył nieustannie w niebieskie oczy.

- Prawdopodobnie odwiedzi mnie mama na weekend. Robi to raz na jakieś trzy miesiące – wyjaśnił.

Rozpoczęli długą rozmowę o swoich rodzinnych domach, o rodzinie, rodzeństwie. Harry wytłumaczył, że bardzo rzadko widuje się z mamą, bo ta praktycznie cały czas podróżuje i czasem zahaczy o Londyn. Schodzili na różne tematy; Louis uwielbiał swobodę między nimi w porozumiewaniu się. Nigdy z nikim nie rozmawiał po seksie, bo po prostu nie odczuwał takiej potrzeby. Z Harrym wychodziło to tak naturalnie, kiedy jego dłoń spoczywała na jego klatce, a on czasem schylał się, by złożyć krótkiego buziaka na Louisa ustach.

- Chodźmy spać – powiedział sennie Louis, nie mając pojęcia ile czasu leżeli pochłonięci rozmową. – Ten dzień był cholernie długi.

- Dobrze – przytaknął Harry, opuszkiem palca dotykając zaczerwienionego policzka szatyna. – Boli cię nadal? – zapytał z troską.

- Zapomniałem już o tym, kochanie – uśmiechnął się, mówiąc zgodnie z prawdą.

٭٭٭

- Kurwa, Harry. On tam wszedł – rzucił Louis uniesionym głosem, a laptop spoczywający na jego kolanach zaczął się ześlizgiwać.

- Widzę, też to oglądam – zauważył Harry ze śmiechem, poprawiając laptopa.

Po śniadaniu wrócili do łóżka i ustalili, że obejrzą wspólnie horror. Louis nie był fanem żadnego typu filmów więc w wyborze dał Harryemu wolną rękę. W połowie filmu zaczął bardziej zwracać uwagę na Harryego niż na ekran. Bawił się jego włosami, kiedy chłopak był oparty o jego klatkę i ciągnął czasem mocniej, by usłyszeć głośniejsze westchnięcie, bądź nawet jęk. Ale Harry wciąż był zajęty akcją filmu bardziej niż czynnościami Louisa, a przynajmniej jemu tak się wydawało.

Nagle zaczął dzwonić telefon i Louis musiał się nieco wygiąć, żeby go dosięgnąć. Dzwoniła Danielle, żeby dopytać jak bardzo Louis marnuje swój wolny dzień.

- Mamy leniwy poranek w łóżku – poinformował ją i pocałował Harryego w czubek głowy.

- Jest piętnasta, Louis – zauważyła Danielle i niemal potrafił wyobrazić sobie, jak przewróciła oczami.

- No dobra, ale niedawno wstaliśmy.

- Ugh, ty szczęściarzu – westchnęła. – Ja swój urlop mam dopiero za dwa tygodnie.

Doskonale mógł zauważyć, jak Harry wytężał swój słuch, żeby zrozumieć co mówiła dziewczyna. Na myśl wpłynęło mu wspomnienie, kiedy chłopak pomyślał, że Danielle była jego dziewczyną. Te czasy zdawały się być tak odległe, kiedy pędził prosto z pracy, aby zdążyć na wywiad Harryego. Ten nieszczęsny wywiad.

- Wtedy to ja będę patrzył jak wychodzisz w swój ostatni dzień przed weekendem, wspominając swój własny – westchnął.

Danielle zaczęła opowiadać ciekawe historie z pracy, przedtem pytając czy nie przeszkadza. Jąkając się spojrzał na Harryego, który kiwnął głową i ściszając laptopa powrócił do oglądania horroru w pojedynkę. Louis nie sądził, że chłopak mógł skupić się całkowicie, gdy ze słuchawki wciąż słychać było dość głośne gadanie Danielle.

- I wtedy z torby wyleciały mu kajdanki. Czaisz to? K a j d a n k i – zaakcentowała.

- A ty oczywiście zamiast zająć się pracą podsłuchiwałaś i obserwowałaś go – wywrócił oczami, bawiąc się ciemnymi lokami Harryego.

- Wypadły dosłownie przed moimi oczami – broniła się. – Nie sądziłam, że z niego taki perwers.

- Może nie były jego? – zapytał, sam nie wierząc w swoje słowa.

- Jasne, gdybyś był tego dnia w pracy, pomyślałabym, że miał je od ciebie – zaśmiała się, a Louis momentalnie zesztywniał, wiedząc, że Harry to odczuł, dodatkowo słysząc każde słowo. – A może wyciągnął je z twojego biura, hm? – dociekała.

- Nie mam żadnych kajdanek, uspokój się – powiedział lekko uniesionym głosem, słysząc i czując na sobie cichy chichot bruneta.

- Zapytaj Harryego, czy...

- Chyba właśnie kończy ci się lunch – rzucił szybko, nim Danielle zaczęłaby mówić większe głupoty, które usłyszałby chłopak leżący na nim.

- Nie do koń...

- Tak? W takim razie nie przeszkadzam ci już i wracaj do pracy – uciął szybko, słysząc jeszcze śmiech dziewczyny i słowa ,,dokończę, jak się spotkamy", po czym zakończył połączenie. Wypuścił z siebie powietrze, które nieświadomie musiał wstrzymać i poczuł jak Harry uniósł się z jego klatki.

- O coś miałeś mnie zapytać? – chłopak zatrzymał film, patrząc na Louisa tymi swoimi dużymi, zielonymi oczami z dołu i, Boże, szatyn poczuł te pieprzone ciepło w dole jego brzucha. – Mogłoby być całkiem... fajnie – dodał cicho, racząc Louisa małym uśmieszkiem i mrugnięciem oka. Wpatrywał się w bruneta nieco skonsternowany, analizując to co właśnie powiedział, ale po chwili podłapał te rozbawione i lekko tajemnicze uniesienie warg ku górze, odwzajemniając ten gest.

٭٭٭

Czwartek upłynął szybko, gdy Louis i Harry spędzili go w swoim towarzystwie. Brunet nie musiał iść wieczorem na trening, więc cały dzień mieli do własnej dyspozycji, nie mając niczego co mogłoby im przeszkodzić w spędzaniu go w dość leniwy sposób. Louis zadzwonił do mamy zapraszając ją na ten weekend, jednak kobieta była lekko przeziębiona i obiecała, że odwiedzi swojego syna w następnym tygodniu.

W piątek postanowili pójść do pubu, gdzie odbywały się walki. Harry dziś nie walczył, jednak Louis doskonale wiedział, jak kocha boks więc nie mógł odmówić mu choćby patrzenia na rozgrywającą się walkę swoich przeciwników.

Tłumy zebranych widzów zalegały niemalże każdy kąt pubu, a niektórzy zaczęli szeptać, gdy ujrzeli Harryego, co było dość zwyczajną reakcją. Louis chciał nie koncentrować się na ludziach, którzy pożerali jego chłopaka wzrokiem, jakby zaraz mieli ochotę podejść i wyrwać dłoń bruneta z jego uścisku. Harry wydawał się nie zwracać na nich uwagi, gdy co chwilę zerkał w stronę Louisa, jakby upewniając się, że to nadal jego dłoń znajdowała się w jego uchwycie. Kierowali się w stronę lady, gdzie stał Zayn przygotowując drinki, co jakiś czas zerkając na ring, gdzie już odbywała się walka, a przed nim Liam, który nie odwracał wzroku od dwóch bokserów.

- Już myślałem, że zmieniłeś ulubione miejsce z pubu na sypialnię – rzucił Zayn, gdy tylko ujrzał idących Harryego i Louisa, którzy nie zdążyli się nawet przywitać.

- Też miło cię widzieć w sumie – wymamrotał Louis, siadając na wysokim krześle, zaraz obok Harryego. Klepnął Liama w bark, przerywając tym samym jego hipnotyzację. – Cześć, Liam.

- Harry! – krzyknął, gdy tylko się odwrócił. – Tak mi przykro z powodu twojej przegranej. Słyszałem co się stało – rzucił współczująco, na jego twarzy momentalnie wymalowała się troska.

- Aha – rzucił Louis, będąc zupełnie pominiętym.

- Taa, zdarza się – powiedział lekko. – Szybko się pozbierałem – dodał z uśmiechem zerkając na Louisa.

- Nie wątpię – odparł Liam z rozbawieniem, wertując wzrokiem między dwójką przyjaciół.

Harry razem z Liamem byli pochłonięci walką. Z tego co udało się Louisowi zauważyć walczył Arcady, z którym wcześniej walczył Harry. Kiedy rywalizacja zakończyła się brakiem nokautu, czekano na wyjawienie wyników; wygrał Arcady.

- Idę z nim pogadać, dobrze? – Harry zwrócił się do Louisa i pocałował go w policzek. Szatyn kiwnął głową, chcąc odrzucić od siebie przypływ zazdrości. To tylko jego przyjaciel, ma prawo z nim porozmawiać.

Louis bacznie obserwował zachowanie tej dwójki. Arcady uśmiechnął się i uścisnął z Harrym dłoń pokazując na swoje spocone ciało, po czym poszli razem w stronę korytarza. Arcady weźmie prysznic, a potem na pewno się uścisną. Louis wziął głęboki oddech i odwrócił się w stronę Zayna, zagadując go, aby odwrócić swoje myśli od zazdrości, która emanowała w jego umyśle.

Mijała kolejna walka, runda za rundą, a Harryego wciąż nie było. To było do przewidzenia, że przychodząc tutaj brunet ujrzy mnóstwo znajomych, z którymi będzie potrzebował porozmawiać i Louis chciał być przykładnym chłopakiem, nie chcąc za bardzo go przytłaczać swoją antypatią do każdego, z kim rozmawiał Harry.

- Ktoś podrywa ci chłopaka – powiedział nagle zaczepnym tonem Zayn, wydobywając Louisa z własnych myśli o samokontroli.

Harry stał oparty o ścianę, gdy rozmawiał z grupką ludzi. Byli dość młodzi i wpatrzeni w niego jak w obrazek, słuchając go ze świecącymi oczami i podekscytowaniem wymalowanym na twarzy. Chłopak był czarujący; słodkość i przemiła aura promieniowała od niego na odległość kilkunastu metrów, docierając prosto do Louisa. Nie chciał okazywać swojej zaborczości, ale gdy docierał do niego fakt, że Harry posiadał fanów, którzy go niemal wielbili, zazdrość włączała się w nim automatycznie i nie potrafił jej powstrzymać.

- Kurwa... - wymamrotał. – Mam podejść?

- Zooostaw – rzucił przeciągle Zayn, będąc gotowym, by złapać Louisa za rękę, gdyby zaczął odchodzić. – Liam mówił, że często rozmawia z fanami. Nie odbieraj mu tego – wzruszył ramionami.

- Harry wspomniał mi kiedyś, że często otrzymuje propozycje seksu. Myślicie, że to dzieje się właśnie teraz? – zapytał szatyn lekko przerażony tym faktem, a kiedy spojrzał w bok, zobaczył jak niska blondynka ustała obok Harryego, prosząc swojego kolegę o zdjęcie. Grupka odeszła, a w to miejsce pojawił się blondyn, który nonszalancko oparł się bokiem ciała o ścianę, o którą oparty był brunet i to wyglądało dla Louisa niepokojąco.

- Teraz pada propozycja seksu – zaśmiał się Zayn, ukradkiem obserwując Harryego z wyższym od niego mężczyzną.

- Ja pierdolę – wysyczał Louis i wywrócił oczami, będąc gotowym do podejścia, jednak tym razem chwycił go Liam.

- Możesz usiąść i ogarnąć hormony? – rzucił, nadal obserwując ring. Stoicki spokój, który był obecny w jego głosie sprawił, że Louis ponownie przewrócił oczami. – Nawet jeśli to seksualna propozycja Harry odmówi.

Louis poprosił Zayna o szota, którego pochłonął od razu. Nie wiedział ile wytrwa patrząc jak jakiś chłoptaś próbuje poderwać mu Harryego. 

There are no comments yet. Log in to be the first to leave a review!

Similar stories