14. I Don't Need Anything Else When I Have You
15:01, 24 September 2019Te kilkaset metrów, które Louis przemierzył w zawrotnym tempie, zdawały się być znacznie krótszą odległością, kiedy idąc myślał jedynie o tym, aby zastać Jeremyego w Cake & Kisses. Nie miał zamiaru tolerować dłużej towarzystwa tego człowieka obok Harryego. Jeśli chciał go odurzyć jakimś środkiem, Louis był pewien, że nie był on do końca zdrowy umysłowo. Szlag go trafiał, kiedy wyobrażał sobie nieświadomego Harryego, który zostaje wywożony w nieznane miejsce przez Jeremyego.
Ustał przed budynkiem, który miał szklane okna, co znacznie ułatwiało spostrzeżenie, kto znajdował się w środku. Kiedy ujrzał tę sylwetkę, nie mógł powstrzymać podekscytowania z powodu znalezienia go, ale również wzburzenia, które było naturalną reakcją na jego widok. Jeremy siedział oparty o krzesło i patrzył w jeden punt. Jedyny ruch, który się od niego wywodził, to miarowe uniesienia klatki piersiowej i powolne mruganie.
Tomlinson wszedł do środka i nawet kiedy ustał nad Jeremym, ten nie poruszył się. Był zdezorientowany, kiedy mężczyzna nagle wstał, i jakby nie zauważając stojącego człowieka nad nim, udał się do wyjścia. Szatyn poszedł w jego ślady, obserwując jak skręca w lewo. Nie miał zamiaru tak skończyć tego spotkania, bez żadnego ostrzeżenia.
- Jeszcze raz się do niego zbliżysz... – zaczął Louis, a wtedy Jeremy zatrzymał się.
- To co? – odwrócił się w jego stronę i podszedł bliżej. Nawet w ciemności mógł ujrzeć jak czarne były jego oczy, które teraz go przeszywały. Louis zrozumiał, że zły nawyk, który miał zostać pochłonięty przez przeszłość dzięki terapii, nie dał mu spokoju. Nadal był obecny w jego życiu, niszcząc go fizycznie i psychicznie.
- To, kurwa, pożałujesz – syknął w jego stronę. – Harry do ciebie nie wróci, musisz się z tym pogodzić – dodał, chowając dłonie w kieszeniach spodni. Swoją złość próbował ukryć gdzieś głęboko i być jak najdłużej opanowanym, lecz nie był w stanie przewidzieć ile da radę znieść to wszystko w spokoju.
- Skoro się ze mną spotkał, to chyba tego chciał, nie? – zapytał, posyłając w stronę Louisa sztucznie przyjazdy uśmiech. Tomlinson zacisnął pięści i zęby, powstrzymując się przed zaciśnięciem dłoni na szyi mężczyzny. Szatyn nigdy nie był typem, który załatwiał tego typu sprawy przemocą, ale jeśli chodziło o osobę, na której mu cholernie zależało, Louis panował nad sobą do pewnego momentu.
- Zaufał ci, kiedy powiedziałeś, że to ostatnie spotkanie. W dodatku chciałeś go wykorzystać, wsypując mu coś do kawy – rzucił, nie panując nad podniesionym głosem.
- Nigdy bym go nie skrzywdził – pokręcił głową.
- Co za ironia, czyż nie? – zapytał kpiąco Louis.
Jeremy wbił swój wzrok w szatyna, jakby przygotowując się do ataku, głęboko przy tym oddychając.
- Znajdę idealną okazję i sprawię, że znikniesz z życia Harryego – wymamrotał.
Louis czuł, że Jeremy chciał coś jeszcze powiedzieć, jednak był tak pochłonięty przez swój gniew, że jedyną reakcją na jego słowa, było odepchnięcie go od siebie. Odzew był szybki, gdyż Jeremy niemalże od razu wymierzył solidny cios w policzek Louisa, przez co zachwiał się w tył. Bagatelizując niemiłosierne pieczenie, Louis rzucił się na mężczyznę przewracając go na ziemię. Zaczął okładać go pięściami, ale również jemu samemu oberwało się kilka razy w klatkę i twarz, gdy broniący się Jeremy ciskał rękoma w powietrzu.
- Zasługujesz na to chuju – syknął Louis, gdy jego dłoń zacisnęła się na szyi chłopaka, a druga zmierzyła się z jego twarzą. Jeremy również swoje palce owinął na szyi szatyna i zacisnął, co spowodowało głośny krzyk Tomlinsona.
Szatyn wyczuł, że ktoś zaraz ich rozdzieli, dlatego mocniej zacisnął swoje dłonie na ciele Jeremyego. Chwilę później, jakby przez mgłę, słyszał kobiecy pisk, i poczuł jak postawny mężczyzna z silnymi rękoma odciągnął go od leżącego na ziemi ciała.
- Dzwonię na policję – usłyszał gruby głos za sobą. Louis spróbował wyrwać się z silnych rąk, które go trzymały, gdy Jeremy zaczął podnosić się z ziemi, jednak ponownie został zatrzymany.
- Niech pan nie dzwoni – powiedział słabo Jeremy, walcząc o powietrze w jego płucach. – Proszę.
Mężczyzna stanął między nimi i mierzył ich wzrokiem. Louis wiedział, że Jeremy bał się policji ze względu na jego oczywisty nietrzeźwy stan. Być może miał przy sobie również coś, co mogłoby go pogrążyć bardziej.
- W porządku – westchnął mężczyzna. – Ale w tej chwili, każdy z was dzwoni po kogoś, kto was stąd zabierze.
Louis wypuścił powietrze, ale wyjął telefon i postanowił zadzwonić do Harryego. Wiedział, że chłopak nie będzie zadowolony na wieść o bójce. Bez zbędnego przeciągania, poprosił by przyjechał pod tę kawiarnię i rozłączył się, aby uniknąć dociekliwych pytań przez telefon. Jeremy w tym samym momencie zakończył rozmowę i wytarł krew cieknącą z nosa.
Louis ucieszył się, kiedy po niedługim czasie po Jeremyego przyjechał jakiś mężczyzna pomagając mu wsiąść do samochodu. Ostatnie czego chciał, to żeby Jeremy ujrzał Harryego i na jego oczach zaczął błagać go o jeszcze jedną szansę. Musiał zmienić tor jego myśli, bo ponowne wrzenie w jego żyłach podsycało tylko jego niepokój.
٭٭٭
Louis miał wrażenie, że Harry wychodząc z samochodu dokładnie zdawał sobie sprawę z powodu, z jakiego został wezwany w to miejsce. W ciszy przemierzył dzielący ich dystans obserwując twarz Louisa. Podziękował mężczyźnie, który przerwał walkę Louisa z Jeremym, na co on wywrócił oczami, bo nawet w takiej chwili potrafił okazywać wszystkim uprzejmość. Chwycił dłoń Louisa, prowadząc w stronę samochodu i otworzył mu drzwi. Najgorsze, co mógł zrobić Harry, to właśnie zachowywać się w ten sposób. Louis nienawidził tej ciszy; miał milion myśli na sekundę, które wprawiały go w wyrzuty sumienia i powodowały chęć wypadnięcia z samochodu na ulicę.
- Harry...
- Nic nie mów, Louis – odparł cicho. – Wolałeś iść mu przyłożyć, niż porozmawiać ze mną.
Ból był oczywisty w głosie bruneta i przyprawiał go o dyskomfort emocjonalny. Patrząc na swoje zakrwawione kostki, myślał o tym, jak bardzo ich role się odwróciły. Nadal był zły na Harryego za spotkanie się z Jeremym w tajemnicy przed nim, ale to brunet teraz zdawał się być na wygranej pozycji, kiedy mierzył Louisa tym zawiedzionym wzorkiem. Chciał dojść do jakiegokolwiek porozumienia i spekulował jak udobruchać Harryego.
W ciszy przemierzyli schody do mieszkania Stylesa. Chłopak przepuścił go w drzwiach i od razu skierował się do łazienki, jednak nie zamknął za sobą drzwi. Louis stał w progu rozważając próbę ucieczki, ale w głębi duszy wiedział, że nieważne jak bardzo zły był na Harryego, nie zostawiłby go.
- Przyjdziesz tu? – usłyszał stłumiony głos, kiedy zdał sobie sprawę, że wciąż stał korytarzu. – Usiądź.
Louis posłusznie usiadł na brzegu wanny, kiedy Harry delikatnie przetarł wacikiem jego policzek. Dotyk był delikatny i bardziej niż ból, poczuł dreszcze przechodzące przez całe jego ciało. Obserwował zielone oczy, kiedy w skupieniu ocierał jego rany. Ani razu wzrok Harryego nie skrzyżował się z tym Louisa i ledwo mógł usiedzieć w tej niekończącej się ciszy.
- Harry, porozmawiajmy – starał się opanować zdenerwowanie w swoim głosie, kiedy chłopak nie przerwał swojej czynności. – Harry, do cholery. Nic mi nie jest – odsunął od siebie dłoń bruneta z gazikiem. Mężczyzna zaczął pakować z powrotem wszystkie rzeczy do apteczki, potem schował ją do szafki i bez słowa opuścił łazienkę. Louis z pośpiechem umył swoje ręce aby pozbyć się z nich zaschniętej krwi i podążył za Harrym.
- Nie mogę pozwolić na to, żeby ciebie tak traktował. Próbował ci coś, kurwa, wsypać! Pomyślałeś o tym, co by się stało, gdybyś tego nie przewidział? – krzyknął Louis, nie siląc się na spokojny ton. Harry odwrócił się w jego stronę, przez co szatyn prawie na niego wpadł. Piękno jego rysów było pochłonięte przez smutek i troskę, kiedy patrzył na Tomlinsona.
- Ale nic się nie stało – westchnął Harry. – Nie możesz mnie przed wszystkim chronić.
Louis nie mógł uwierzyć w opanowanie w jego głosie. Ich spotkanie mogło zakończyć się tragedią, ale brunet najwyraźniej nie zdawał sobie z tego wystarczającej sprawy.
- Wiem – silił się na tak samo łagodny ton. – Doświadczam tego już podczas twoich walk, więc pozwól mi chociaż w tej kwestii.
Widział z jaką siłą słowa uderzyły w Harryego, kiedy zamrugał kilkakrotnie oczami i spuścił głowę. Brunet dokładnie wiedział, z jakim dystansem Louis podchodził do jego walk, szczególnie po ostatnim wydarzeniu.
- Ten człowiek jest niebezpieczny. Mam nadzieję, że choć trochę to dostrzegasz – powiedział cicho Louis. Przez jego głowę przeszła nieproszona myśl, że Harry może tęsknić za Jeremym i chcieć do niego wrócić. Pragnął odrzucić tę możliwość, ale uparcie zaprzątała jego myśl. – Jeśli chcesz, wyjdę w tej chwili – dodał słabo, odsuwając się nieco. Miał wrażenie, że jego obecność była ostatnim czego Harry potrzebował w tym momencie, dlatego gdy zimne palce chłopaka oplotły jego nadgarstek, bardzo się zdziwił i spojrzał w zielone oczy. Lekkie światło odbijało się w jego tęczówkach, a nogi Louisa uginały się pod jego pięknym spojrzeniem. Nie sądził, że kiedykolwiek będą działy się z nim takie rzeczy, ale jeśli chodziło o Harryego, Louis był gotów na wszystkie możliwości.
- Nie wychodź, proszę – wyszeptał. – Nie bądź na mnie zły za to, że się z nim spotkałem. Naprawdę chciałem to zrobić dla nas, nie sądziłem, że...
- Już dobrze – przerwał Louis, dotykając kciukiem jego policzka. Styles przymknął oczy na ten czułostkowy dotyk, a szatyn lekko przygryzł wargę na sposób w jaki ciało chłopaka na niego reagowało. – Ja też przepraszam, że wyszedłem. I za bójkę – dodał z lekkim uśmiechem. Niesamowicie mu ulżyło, kiedy atmosfera między nimi zdawała się polepszać.
- Wciąż nie podoba mi się to, że się biłeś – Harry zmarszczył brwi i przejechał palcami po lekko zaczerwienionym policzku Louisa.
- Mi nie podoba się to, że się bijesz.
- Louis...
- Harry – przedrzeźniał go. Uśmiechnął się, kiedy na twarzy bruneta pojawił się grymas i wyglądał jakby miał ochotę tupnąć nogą. – No już, dobrze. Wiem, że to twój zawód, po prostu będę czasem dokuczał ci na ten temat – wzruszył ramionami, a Harry zaśmiał się, kończąc krótkim 'aha'.
Louis poczuł się jak w cholernym, ckliwym i romantycznym filmie, kiedy ich wzroki spotkały się ze sobą, a brunet w uroczy sposób zrobił krok do przodu, stykając swoją klatkę z tą Tomlinsona. Podziwiali nawzajem swoje tęczówki, gdy Louis przeniósł dłoń na podstawę szyi Harryego i kciukiem gładził jego pięknie zarysowaną szczękę. Mógł trwać tak przez wieczność; czuć ciepły i delikatnie drżący oddech jego chłopaka i patrzeć jak przymyka swoje powieki. Louis wiedział, że zaraz Harry zacznie błagać o więcej dotyku i przyznał szczerze, że czekał na ten moment, powolnie się z nim drażniąc.
- Kochaj się ze mną – wyszeptał Harry, czego Louis zupełnie się nie spodziewał. Patrzył w zielone oczy, które zostały już zasnute pożądaniem.
- Czego tylko zapragniesz, skarbie – odpowiedział, będąc szczerze podekscytowanym na myśl o kochaniu się z Harrym. Musnął wargi bruneta, jednak ten już trwale do niego przylgnął, prowadząc go w stronę sypialni. Louis w zupełności mu zaufał, w pełni zatracając się w smakowaniu ust Harryego. Pocałunek był rozlazły, ale obaj byli tak pochłonięci i liczył się fakt samego połączenia i bliskości.
Dotarli do łóżka, a Harry oderwał się od Louisa, zapalając małą lampkę i popatrzył na niego, czekając na jego dalszy ruch. Tomlinson przytykając dłoń do klatki bruneta, odsunął go nieco od siebie. Chciał mieć trochę przestrzeni na zdjęcie swoich ubrań i gdy to zrobił wdrapał się na pościel, zostając w samych bokserkach. Zawadiacki uśmiech zagościł na jego twarzy, kiedy patrzył na dezorientację obecną na twarzy chłopaka, który po chwili zagryzł wargę skanując ciało szatyna.
- Rozbierz się dla mnie powoli – powiedział Louis, a jego głos był lekko zachrypnięty.
Oparł się na łokciu, aby mieć lepszy widok na Harryego, który właśnie zdawał się przetwarzać to, co do niego powiedział. Chciał patrzeć jak mężczyzna obnażał się przed nim, robiąc mu mały pokaz. Chciał widzieć smukłe palce, które pozbywały się zbędnych materiałów z jego pięknego ciała. Nieprzerwane jak dotąd spojrzenie zostało urwane na moment, kiedy Harry przeciągnął czarną koszulkę przez głowę i odrzucił ją w bok. Klatka Harryego została pięknie wyeksponowana i unosiła się ciężko pod wpływem nabieranych oddechów. Uwielbienie, z jakim brunet wpatrywał się w Louisa, powodował żar, który zaczął płonąć wewnątrz jego ciała. Harry na pewno zdawał sobie sprawę o swoim pięknie, a Louis po raz kolejny nie mógł uwierzyć, że ten ambrozyjski chłopiec pragnął go tak samo, jak on jego.
Palce Harryego skierowały się do guzika jego spodni, piekielnie powolnym ruchem obracając go w palcach. Louis zapragnął wziąć rozebranie go do końca w swoje ręce, jednak opanował się, gdyż przypomniał sobie, że sam Harryemu nakazał to zrobić. Był niesamowicie rozerotyzowany, gdy widział jak Harry posłusznie stosował się do jego poleceń. Spodnie opadły wokół kostek Stylesa, a on pospiesznie je zdjął wraz ze skarpetkami. Zahaczył kciuki o krańce bokserek i boleśnie powolnym ruchem – Louis wiedział, że sam zarządził sobie te tortury – zsunął je ukazując swój naturalny kunszt. Jego postawna sylwetka z delikatną skórą, na której widniały cudowne tatuaże, zniewalała Louisa. Jego perfekcja doprowadzała go do szału sprawiając, że pragnął zamknąć go w swoich ramionach i chronić przed całym światem.
- Podejdź tu – odparł na bezdechu Louis.
Harry wdrapał się na łóżko i zawisł nad szatynem. Chłopak nie pozwolił mu długo być w tej pozycji, gdyż przekręcił ich tak, że to Harry był na dole. Wskazał Louisowi drugą szufladę od góry w szafce, z której wyjął lubrykant i prezerwatywę.
- Wypnij się, kochanie – powiedział szatyn i nie mógł powstrzymać się przed uszczypnięciem pośladka Harryego. Brunet zaśmiał się i ułożył swoje ciało według poleceń Louisa. Uwielbiał być mu posłuszny i dawać się prowadzić.
Wylewając lubrykant na swoje palce, nieco go ogrzał, następnie zbliżył palec wskazujący do dziurki chłopaka. Robił to niespiesznie, chcąc dać Harryemu wystarczający czas na oswojenie się. Kiedy zaczął wykonywać stałe ruchy wprzód i w tył palcem, pochylił się i składał mokre pocałunki, zaczynając tuż nad jego tyłkiem, idąc w górę kręgosłupa. Dodał kolejnego palca, kiedy słyszał wydobywające się z ust Harryego sapnięcia. Nie powstrzymywał się przed zagryzaniem skóry jego pleców, gdy pięknie się wypinał i reagował dreszczem na Louisa dotyk.
- Lou, wystarczy – wydyszał Harry, kiedy chłopak wciąż pieprzył go dwoma palcami. Pochylił się nad nim, ustami prawie dotykając jego ucha i na chwilę zaprzestał ruchów w jego wnętrzu. Harry jęknął potrzebująco i wzdrygnął się na ciepły oddech przy jego twarzy.
- Nie dodałem trzeciego, a ty już jesteś gotowy? – zacmokał Louis i uśmiechnął się nieco na szybkie potwierdzenie Harryego w postaci kilkukrotnego kiwnięcia głową. – Nie wydaje mi się, skarbie.
Wznowił ruchy palców dodając trzeciego, co było minimalnie utrudnione, gdyż nie wyprostował się, a wciąż przylegając do pleców bruneta, zaczął wysysać malinkę na jego szyi. Czuł jak ręce Harryego się trzęsły, musząc znosić dodatkowy ciężar, jaki Louis na nim wywoływał, jednak szatyn był pewien, że tu nie chodziło o brak siły – co było oczywiste, że Harry posiadał ją aż nad to – a o przyjemność, jaka kumulowała się w jego organizmie. Kończąc naznaczenie Harryego wyprostował się i wykonał jeszcze kilka mocnych pchnięć palcami w jego wnętrzu, nim wycofał je, nakazując przenieść się Harryemu na plecy. Chłopak miał subtelnie zaczerwienione policzki, które w cudowny sposób współgrały z kolorem opuchniętych warg.
- Jesteś taki piękny – uśmiechnął się szatyn i pochylił, by prześledzić palcami jego ciemne włosy.
- Ty też, Louis – odpowiedział Harry z uznaniem i pocałował go w rękę, którą zaczął wycofywać z jego loków. Czułość tego gestu sprawiła, że Louis musiał ponownie przywrzeć do jego warg, by wyrazić całe uczucie, które do niego żywił. Spragnione palce Harryego zaczęły ściągać bieliznę szatyna, więc ten podniósł się i zsunął z siebie ostatnią część garderoby. Zielone oczy przez cały czas, kiedy Louis nakładał na swojego członka prezerwatywę i rozprowadzał na nim lubrykant, śledziły jego poczynania. Szatyn uśmiechnął się pod nosem, patrząc jak Harry chętnie rozkłada przed nim nogi. – Proszę.
Louis umieścił nogi bruneta na swoich ramionach i złożył słodkiego całusa na łydce, kiedy powolnym ruchem przyłożył główkę do jego dziurki. Harry zagryzł wargę i przymknął oczy, kiedy Louis zaczął wsuwać całą długość w jego wnętrze, dając kilkusekundową możliwość na przyzwyczajenie się. Kiedy Harry poruszył swoimi biodrami i otworzył oczy, Louis zaczął wykonywać płynne pchnięcia. Robił to powoli; chciał poczuć tę nastrojowość i fantastyczny klimat, kiedy miał pod sobą tego wspaniałego mężczyznę, który wyglądał tak grzesznie i tak niewinnie za jednym razem. Uwielbiał przejmować nad nim kontrolę – wciąż uwielbiał ten kontrast między Harrym w ringu, a tym Harrym, który kochał być prowadzony i zawsze czekał na pierwszy krok Louisa w ich intymnych zbliżeniach.
Louis podsunął Harryemu swoje palce do ust, a chłopak posłusznie je poślinił, nie odmawiając sobie kilkukrotnego zassania ich. Wyjął je po chwili i przyłożył do sutków bruneta, wykonując intensywne kółka. Harry westchnął, odrzucając głowę do tyłu, a jego plecy wygięły się mimowolnie w łuk.
Oh, kurwa.
Wyglądał tak zniewalająco, a Louis nieco przyspieszył ruchy bioder. Harry będąc zupełnie zatraconym w swojej rozkoszy chciał chwycić swojego penisa w dłoń, jednak Louis strącił ją, nim zdążył położyć na sobie palce.
- Nie dotykaj się – skarcił go, pełnym napięcia głosem. Momentalnie Harry wycofał rękę i położył płasko na pościeli, skanując półprzytomnym wzrokiem Louisa z dołu.
- Chcę cię pocałować – Harry wysapał po chwili.
Tomlinson od razu przystał na jego słowa, zsuwając jego nogi ze swoich ramion, które swobodnie opadły po obu bokach jego ciała. Czuł, że napięcie w jego ciele gromadziło się z każdą chwilą coraz intensywniej, kiedy pochylił się nad Harrym i oparł swoje dłonie po obu bokach jego głowy. Przyłożył usta do jego rozgrzanych warg, całując go niespiesznie, co było znaczną różnicą do tempa, które wyznaczał, gdy mocnymi pchnięciami sprowadzał ich na skraj. Czuł, że z każdym dosunięciem swoich bioder do tych Harryego, uderzał w jego prostatę, gdyż słodkie dźwięki, jakimi raczył go brunet, dawały doskonale o tym znać. Uwielbiał go słuchać, kiedy jęczał, nie powstrzymując się.
Dłonie Harryego zacisnęły się na plecach Louisa przysuwając do swojej klatki najbliżej jak się dało, kiedy szatyn nieco odchyli głowę, aby widzieć jak mężczyzna osiągał swój szczyt. Harry z całej siły starał się utrzymywać otwarte oczy, kiedy pchnięcia Louisa stały się szybkie, sprowadzając go na sam skraj. Jęki i imię szatyna na przemian wydostawały się z różowych warg Harryego, kiedy z jego penisa – który był dodatkowo stymulowany poprzez brzuch Louisa, o który się ocierał – wypłynęła biała ciecz.
- O mój Boże – wysapał brunet. – Dojdź we mnie, proszę.
Louis uwielbiał, kiedy partner pozwalał mu skończyć w swoim wnętrzu i był podekscytowany faktem, że właśnie Harry tego pragnął. Kilkukrotne pchnięcia i ten piękny wzrok, który obserwował go z dołu sprawiły, że chwilę później wypełnij prezerwatywę i opadł na Harryego jęcząc mu do ucha.
There are no comments yet. Log in to be the first to leave a review!

![Dust Bones [Harry Styles]](https://fanficsread.net/media/fs-stories-1/1198/conversions/a640cdb809d084e5d20475eedbf3c663.jpg)



