13. For Our Good
14:16, 20 September 2019Harry pomijał fakt, jak bardzo nie chciał tu być. Czuł się jak na spotkaniu, które musi odbyć jako karę. Zdecydowanie bardziej wolałby siedzieć na kanapie z Louisem, pod ciepłym kocem, kiedy w tle leciałyby programy telewizyjne, podczas gdy oni i tak byliby zajęci sobą. Te uczucia były nieporównywalne.
- A więc kawę? – zagadał Jeremy i posłał dosyć fałszywy uśmiech. Harry tylko przytaknął, skupiając swój wzrok na rozszerzonych źrenicach, które zakrywały niemalże całą niebieską tęczówkę. Nie mógł uwierzyć, że to znów się działo. Główny powód rozpadu ich związku. To narkotyki sprawiły, że nie było już czego ratować.
Jeremy składał zamówienie, a Harry zastanawiał się do czego miało prowadzić to obiecane ostatnie spotkanie. Czy Jeremy wtedy pogodzi się z teraźniejszością i zaakceptuje brak Harryego w jego życiu? Brunet chciał wierzyć, że właśnie tak miało się to potoczyć.
- Przykro mi z powodu twojej ostatniej przegranej – powiedział Jeremy. Oboje skupiali wzroki na telefonie w dłoni Harryego, który bez przerwy był obracany między palcami.
- Zdarza się – odparł i posłał słaby uśmiech.
- Louis chyba słabo cię wspiera – rzucił poważnie.
- Słucham? – w głosie Harryego było słychać oburzenie. – Co Louis ma do tego?
Jeremy wciąż wpatrywał się w dłonie Harryego, podczas gdy wzrok bruneta był utkwiony w nim.
- Na początek: odłóż ten telefon. To wygląda jakbyś czekał na wiadomość, czuję się nieswojo. Bądź tu dla mnie – powiedział, uśmiechając się lekko. Harry zacisnął swoją szczękę, ale posłusznie odłożył urządzenie na stolik między nimi. Miał nadzieję, że jeśli będzie zachowywał się chociaż w połowie tak, jak Jeremy tego oczekuje, jego były będzie zadowolony ze spotkania i da jemu i Louisowi spokój. – Po drugie. Pamiętaj, że to ja zawsze najbardziej cię wspierałem.
- Możemy nie wracać do tego co było bardzo dawno temu? – Harry westchnął i spojrzał w stronę Jeremyego, lecz chłopak utrzymywał jedynie na nim wzrok, nie dając żadnego potwierdzenia.
Styles spędził jedynie kilkanaście minut w jego towarzystwie, a już czuł przeszywający go dyskomfort. Był przytłoczony, a obecność Jeremyego niegdyś wprawiając jego ciało w pozytywne drżenie, teraz odcinała mu dopływ powietrza. Musiał znaleźć się choć na chwilę z dala od tego człowieka, bo był zdolny do ucieczki w każdej chwili.
- Skorzystam z toalety – rzucił, z impetem odsuwając się wraz z krzesłem od stolika. Gdy wszedł do łazienki oparł się rękoma o umywalkę. Mógł zadzwonić do Nialla i poprosić, aby przyszedł do tej kawiarni i wyrwał go z tego spotkania, ale to nie miałoby sensu, bo Jeremy mógłby zarzucić mu niedostosowanie się do obietnicy. Po chwili również przypomniał sobie, że jego przyjaciel był poza Londynem, a on sam zapomniał zabrać telefonu ze stolika. Niech to szlag. Mógłby zadzwonić do Louisa, ale nie chciał, by ten widział go w tej sytuacji. Dodatkowo postanowił, że szatyn nie dowie się o tym spotkaniu.
Wydawało mu się, że spędził zbyt dużo czasu w łazience, ale na nowo zdobył siły by zmierzyć się z Jeremym. Wychodząc, momentalnie zmarszczył brwi, kiedy siedzący tyłem do niego Jeremy, nieświadomy zbliżającej się sylwetki Harryego, pospiesznie mieszał w jego kawie, którą zapewne zdążył przynieść kelner. Czy on planował...? Harry teraz zdał sobie sprawę, że Jeremy nie mógł mieć dobrych zamiarów poprzez to spotkanie. Nie dawało mu spokoju – co planował w takim razie zrobić? Czy rzeczywiście był zdolny do tego, aby coś Harryemu dosypać do picia?
Nie wierzył, że to już druga osoba, która miała w planach go osłabić. Był wdzięczny losowi, że obrał ten moment na wyjście z toalety i nie chciał dopuszczać do siebie myśli, co mogłoby się stać, gdyby zupełnie nieświadomy wypił tę kawę.
- O, już jesteś – powiedział Jeremy. Harry podszedł do ich stolika dopiero wtedy, kiedy mężczyzna przestał mieszać w jego kawie i schował drewniany patyczek. Usiadł, zerknął na telefon, gdzie nie było żadnych wiadomości ani połączeń, a potem przeniósł wzrok na Jeremyego. Chłopak poprawił się niespokojnie na siedzeniu, odchrząknął, a na końcu posłał Harryemu nerwowy uśmiech. Jego dłonie drżały i brunet czuł się strasznie widząc go tracącego kontrolę.
- Denerwujesz się czymś? – zapytał Harry spokojnym tonem, uważnie mu się przyglądając.
- Marzyłem o tej chwili od dawna – powiedział dość tajemniczo, a Harry dla niepoznaki objął dłonią naczynie, jakby przygotowując się do spożycia. – Po prostu nie mogę uwierzyć, że jesteś tu ze mną.
Widział ten błysk w szaleńczo czarnych oczach; ten uśmiech, który rósł, kiedy zbliżył naczynie do ust. Mógł niemal wyobrazić sobie, jak Jeremy odlicza do momentu, w którym Harry weźmie łyka parującej kawy, a po jakimś czasie zacznie tracić kontrolę nad swoim ciałem i umysłem.
Szok uwidocznił się na twarzy niebieskookiego, kiedy brunet odłożył naczynie na stolik.
- Wiem co chciałeś zrobić – westchnął. Czuł żal, że w jakimś sensie ośmielił się ponownie okazać człowieczeństwo Jeremyemu, a ten po raz kolejny go zawiódł.
Harry widział jak człowiek przed nim zdawał sobie sprawę, ze swojej klęski. Schował twarz w dygocących dłoniach, a pojedynczy szloch wydobył się z jego ust.
- Proszę, Harry – spojrzał na niego rozpaczliwie. – Ja nie mogę bez ciebie żyć.
- Nie myślałeś o tym wcześniej? – zapytał z wyrzutem. Ich rozemocjonowana wymiana zdań zaczęła przyciągać wzroki ciekawskich ludzi.
- Byłem na terapii. Zmieniłem się i wróciłem, by cię odzyskać – wykrztusił.
- Nadal bierzesz – Harry rzucił twardo, nieustępliwie patrząc w oczy Jeremyego, które były zalane łzami. Fakt, ranił go ten widok, ale musiał pamiętać, że on cierpiał tak samo, jak nie bardziej. Jeremy zdradzał go, a potem za każdym razem prosił o wybaczenie, będąc naćpanym.
- Już dłużej nie mogę – pokręcił głową. – Bez ciebie sobie nie radzę.
- Pomogę ci, naprawdę ci pomogę – powiedział szczerze.
- Znów odeślesz mnie do rodziny – fuknął. – Potrzebuję ciebie, nie żadnej terapii.
Harry westchnął, odczuwając bezsilność. Jeremy był jak dziecko – zupełnie uparty, nieprzyjmujący żadnych argumentów.
- Mówiłem ci, że to, co było między nami już dawno zostało zakończone. Jeremy, mam nowe życie. Musisz się z tym pogodzić, tak samo jak ja pogodziłem się z tym, że zostawiłeś mnie, kiedy nadarzył się pierwszy problem. Nie potrafię cię już kochać, moje serce należy do kogoś innego – wstał, podsuwając po sobie krzesło i skierował się do wyjścia. Usłyszał szmer za sobą i wiedział, że Jeremy ruszył za nim.
- Nie możesz tak po prostu mnie zostawić – mężczyzna jęknął rozpaczliwie.
- Ty mogłeś – rzucił, wyrywając się od jego dotyku.
- Uwielbiasz przeprosinowy seks. Pamiętasz? Wróćmy do domu – uśmiechnął się. Harry pokręcił głową wiedząc, że czas to skończyć.
- Mam dość tego, że wciąż myślisz, że możemy nadal coś zbudować. Nie nachodź ani mnie, ani Louisa. To koniec. Nie zbliżaj się do nas, rozumiesz? – wykrzyczał.
- Harry – błagał rozpaczliwie.
Odwrócił się, by szybkim krokiem oddalić się od miejsca, w którym Jeremy upadł na kolana i krzyczał za nim.
٭٭٭
Był w totalnym szoku, a lekkie zakłopotanie zaczęło tworzyć się w jego ciele, kiedy podchodząc bliżej jego bloku, ujrzał znajomą sylwetkę. Louis stał oparty o ścianę i niewyrażającym żadnych emocji wzrokiem patrzył w jego stronę.
- Hej, kochanie – postanowił się odezwać, gdy podszedł bliżej. Mężczyzna nie odpowiedział uśmiechem, nie podszedł i nie pocałował go. Stał ciągle w tym samym miejscu, teraz nawet na niego nie patrząc. Harry poczuł, jak ogromna gula zaczęła tworzyć się w jego gardle, a towarzyszył jej drżący oddech.
- Wiesz, że Nialla nie ma w mieście? – Louis zapytał lekko oschłym głosem, a oczy utkwione były w obszarze przed nim.
- Wiem – brunet odpowiedział wolno, nie będąc pewnym, czemu Louis do tego nawiązał. Przez myśl przeszło mu, że widział go w kawiarni z Jeremym, ale szybko odsunął od siebie tę myśl.
- Więc czemu mnie oszukałeś? – zapytał z wyrzutem. – Nie pomyślałeś, że mogę o tym wiedzieć, tak? – zmartwienie i ból był doskonale widoczny w niebieskich tęczówkach Louisa.
- Przepraszam, ale nie wiem o co chodzi – odpowiedział lekko zmieszany Harry. Wyrzuty sumienia zaczęły go zżerać, kiedy widział szatyna w tym stanie, nawet jeśli nie miał on pojęcia o spotkaniu jego z Jeremym.
- Dzwoniłem do ciebie, a ty krótko po tym odpisałeś, że jesteś u Nialla – odpowiedział Louis z westchnieniem. Harry zmarszczył brwi, przypominając sobie, że gdy spojrzał w telefon po powrocie z toalety, nie było żadnych połączeń ani wiadomości. Zamknął oczy, gdy zdał sobie sprawę, że Louis musiał dzwonić do niego, kiedy Jeremy miał dostęp do jego telefonu. Mężczyzna zapewne usunął wszystkie wiadomości, które napisał do Louisa, żeby Harry się nie domyślił. Wiedział, że wpadł. Już teraz nie było ucieczki, musiał wyjawić wszystko przed Louisem.
- To... – zająknął się Harry. – Nie... to... wejdźmy do środka – dokończył cicho, bojąc się reakcji swojego chłopaka na to, co miał zamiar mu powiedzieć. Wpisał kod i po pokonaniu w ciszy schodów, znaleźli się w mieszkaniu Harryego.
- Zanim ci powiem co zrobiłem... Wiedz, że zrobiłem to dla nas – westchnął brunet. Louis zmarszczył brwi i Harry mógł doskonale zobaczyć, jak niecierpliwość i zdenerwowanie szatyna wzrosło.
- Mów szybciej.
- Dobrze – kiwnął głową. – Byłem na spotkaniu z Jeremym.
٭٭٭
Słowa wypadły z ust Harryego jak z armaty i uderzyły prosto w Louisa. Cisza, która panowała była prawie tak samo ogłuszająca jak krzyki.
- W sensie, zmusił cię do tego, tak? – zapytał. Chciał upewnić się, że jego Harry nie poszedł na to spotkanie z własnej woli, a spotkali się przypadkiem.
- Tak jakby, ale nie do końca – westchnął.
- Jak to? Możesz jaśniej? – wywrócił oczami. Tomlinson był bliski opuszczenia mieszkania Harryego, ale ciekawość i chęć wyjaśnienia wszystkiego dominowała. Był wkurwiony, a świadomość, że Jeremy był w pobliżu bruneta tylko podsycała to uczucie.
- Jeremy powiedział, że jak się z nim spotkam, da spokój tobie i mi – odparł ze spokojem, nieprzerwanie utrzymując wzrok na Louisie.
- Uwierzyłeś mu? – prychnął. – Człowiek, który tak mówi, zazwyczaj nie ma tego na myśli. Szczególnie Jeremy – dodał pewnie.
- Nie znasz go – powiedział Harry. Louis spojrzał na niego z niedowierzaniem.
- Bronisz go?
- Nie, Louis. Nie bronię – westchnął Harry, wyciągając rękę, aby chwycić tę szatyna, jednak on odsunął się. – Zaufałem mu.
- Po raz kolejny, Harry – pokręcił głową. – Co zrobił, że tak nagle wyszedłeś? Nie mów mi tylko, że grzecznie się z tobą pożegnał i dał ci wyjść.
Styles spuścił głowę i Louis wtedy zrozumiał, że jego chłopak nie powiedział mu wszystkiego. Bolał go fakt, że Harry okazywał swoją dobroć takiej osobie jak Jeremy, który zupełnie na to nie zasłużył.
- Nic się nie stało – spojrzał w bok.
- Jeśli nie powiesz mi w tej chwili, wychodzę – powiedział bez cienia emocji Louis. Dokładnie mógł zobaczyć jak słowa wpłynęły na Harryego, kiedy uniósł swoją głowę i desperacko nią pokręcił.
- Wyszedłem do łazienki, wtedy dzwoniłeś i to Jeremy napisał do ciebie te wiadomości. Jak z niej wyszedłem, zobaczyłem jak miesza w mojej kawie. Zrozumiałem, że czegoś mi dosypał – odparł z westchnieniem. Po raz kolejny próbował zbliżyć się do szatyna, ale ten odsunął się, próbując przyswoić do siebie to, co powiedział mężczyzna. Ból w oczach spowodowany odtrąceniem był niemalże namacalny.
- Właśnie o to chodzi – zaczął z wyrzutem. – Ty próbujesz mu pomóc, kiedy to i tak nie działa, a on cię wykorzystuje. Martwię się, bo on jest niezrównoważony psychicznie, próbował ci coś wsypać, a ty i tak powiesz mi, że go nie znam. Widziałem ten szał w oczach, kiedy przyszedł do mnie po pracy i powiedział, że cię odzyska.
Widział niewątpliwy smutek w oczach Harryego, w których po chwili zabłyszczały łzy. Louis był bliski złamania się i przytulenia go, by po chwili zapewnić, że wszystko jest w porządku. Jednak złość i żal, które emanowały w jego organizmie, blokowały chęć jakiegokolwiek kontaktu z brunetem.
- W dodatku nie miałeś zamiaru powiedzieć mi o tym spotkaniu, prawda? – zapytał, jedynie po to, by otrzymać kolejny cios prosto w serce, kiedy Harry milczeniem potwierdził jego założenie. – Tak myślałem – kiwnął głową. – Gdzie się spotkaliście?
Louis widział w spojrzeniu Harryego wahanie. Był pewien, że chłopak nie zdradzi mu miejsca, jednak widząc brak emocji w oczach Louisa, zapewne nie chciał pogarszać swojej sytuacji.
- W Cake & Kisses – rzucił. Przez moment w zielonych oczach pojawiła się dezorientacja, kiedy szatyn ruszył do wyjścia. – Louis... gdzie ty idziesz?
- Muszę coś załatwić – odparł, wychodząc z mieszkania Harryego. Słyszał za sobą jego wołania, jednak nic nie było w stanie go zatrzymać.
∞
Miłego dnia wszystkim! Dziękuję za wszystkie gwiazdki! ♥
There are no comments yet. Log in to be the first to leave a review!

![Dust Bones [Harry Styles]](https://fanficsread.net/media/fs-stories-1/1198/conversions/a640cdb809d084e5d20475eedbf3c663.jpg)



