12. Be Yours
22:12, 18 September 2019Postanowili wrócić do domu, kiedy całkowicie się ściemniło. Jesienne powietrze było orzeźwiające i bardzo przyjemne, kiedy delikatnie chłodziło ich policzki. Po przekroczeniu progu mieszkania Harryego, cała czwórka wzięła się za przygotowywanie kolacji. Louis uwielbiał tę luźną atmosferę, kiedy przechodzenie z tematu na temat nie sprawiało żadnego problemu.
Między nim a Harrym – od momentu wstania chłopaka z kolan Louisa – można było wyczuć wyraziste napięcie. Przedłużone spojrzenia, które zawieszali na sobie, kiedy jeden z nich nie patrzył; miękkie dotyki, którymi raczyli siebie przypadkiem. To wszystko potęgowało poczucie bezpieczeństwa i chęci bycia jak najbliżej tej drugiej osoby.
٭٭٭
Kiedy osiągnęli swoje orgazmy, jęcząc sobie w usta, Harry zszedł z kolan Louisa i upewnił się, że łazienka jest pusta.
Gorąca kąpiel, którą postanowili wziąć razem, była tym, czego obaj potrzebowali. Zapewne głównie chodziło o bliskość tej drugiej osoby, o ten intymny sposób w jaki nagie ciała do siebie przylegały, bez żadnego podtekstu seksualnego.
Harry opierał się swoimi plecami o klatkę Louisa, stopą jeżdżąc po jego nodze. Szatyn miał doskonały widok na bok twarzy bruneta. Obserwował piękny zarys jego szczęki i kości policzkowych; piękny kształt nosa i długie rzęsy. Nie mógł uwierzyć w swoje szczęście – dla niego Harry był perfekcyjny w niemal każdym calu, w dodatku miał również piękne wnętrze. Do Louisa nie dochodził fakt, że Harry zainteresował się właśnie nim – pracował w korporacji, zupełnie przez przypadek zjawił się na jego walce. Gdyby nie ring, który został postawiony w pubie, do którego uczęszczał, prawdopodobnie nigdy by się nie spotkali. Chciał myśleć, że z góry zostało to ustanowione i nie dopuszczał możliwości, by mogło stać się inaczej. Pragnął być z Harrym, oddać mu się całkowicie i otrzymać to samo.
- Wychodzimy? – cichy głos Harryego z lekką chrypką wyrwał go z jego zamyślenia.
- Jeszcze chwila – mruknął, całując jego ramię, rękoma mocniej obejmując jego ciało. Musiał to zrobić teraz. Jeśli będzie odkładał to z każdym dniem na później, może stać się to znacznie trudniejsze. – Harry?
- Tak? – chłopak spojrzał na niego z dołu, na jego rzęsach osadziły się maleńkie kropelki wody. Wyglądał urzekająco i Louis wiedział, że już teraz się nie wycofa.
- Wiem, że nasza relacja dość szybko posuwa się do przodu – zaczął, odgarniając mokre włosy z czoła Harryego. Co chwilę zerkał w zielone oczy, które nieprzerwanie wpatrzone były jego. – Uwielbiam spędzać z tobą czas, każde nasze pożegnanie rozpoczyna odliczanie do kolejnego spotkania. Kiedy pierwszy raz cię zobaczyłem, nawet nie śniłem o tym, co jest teraz. W tej chwili nie potrafię uwierzyć, że mam cię przy sobie, że to właśnie ja mogę cię dotykać, całować. I może to zbyt wcześnie, nie wiem, nie umiem tego stwierdzić, ale proszę. Bądź ze mną – dokończył szepcząc. Jego dłoń wciąż snuła się w okolicach twarzy Harryego, kiedy ten bez przerwy utrzymywał na nim swój wzrok. Louis próbował cokolwiek odczytać z jego oczu, jednak poddał się, kiedy na twarz bruneta wpłynął mały uśmiech.
- Jesteś jedynym, któremu udaje się powoli składać mnie w całość po wydarzeniach z przeszłości. Chcę, abyś naprawił mnie zupełnie i wziął mnie całego. Jestem twój, Louis – powiedział cicho Harry, przysuwając się do twarzy szatyna. Nie powstrzymywali uśmiechów. Oboje zahipnotyzowani wyznaniami, które w końcu potrafiły ulecieć z ich myśli i sprawić, że stali się sobie jeszcze bardziej bliżsi, tonęli we własnych spojrzeniach, napawając się niesamowitą bliskością.
Louis był tym, który pierwszy złączył ich usta, odgarniając włosy Harryego w tył. Wierzył, że wszystkie przeciwności, które pojawią się na ich drodze, pokonają razem poprzez siłę, którą wspólnie tworzyli.
٭٭٭
- Zorganizujemy ogromną imprezę, na cześć twojego zwycięstwa – powiedziała Tamara, zajadając się tostem. Cała czwórka wstała o podobnej godzinie, co ułatwiło przygotowanie śniadania.
- A jeśli nie wygram? – spytał Harry beznamiętnie.
- Nie rozpatruję takiej opcji – pochyliła się nad stołem i poklepała go po policzku. – Skopiesz mu dupę i po sprawie – wzruszyła ramionami.
- Jak widać, jemu nie łatwo tak po prostu skopać dupę – mruknął Harry i Louis dokładnie wiedział, że brunet tym samym nawiązał do jego poprzedniej przegranej. – I wiem co zaraz powiesz.
- Że wtedy byłeś mniej doświadczony i nie miałeś wypracowanej techniki, a teraz jest zupełnie na odwrót? – zaśmiała się, a Harry kiwnął głową.
- Ja sam jestem tego świadomy, nieskromnie mówiąc – rzucił brunet i jego wzrok spoczął na Louisie. – Dlatego kiedy mówię ci, że wszystko będzie w porządku, to tak będzie – powiedział, patrząc mu głęboko w oczy. Szatyn wczorajszej nocy ponownie wyznał mu, że cholernie się o niego boi i nie chce, żeby Harry walczył z Hughem.
- Rozumiem obawy Louisa – odparł Oscar.
- Nie pomagasz – rzucił Harry rozbawionym tonem.
- Kocham boks, ale ja ledwo mogę patrzeć jakie ty ciosy otrzymujesz, a co dopiero Louis – dodał, a Louis wstał i poklepał go po ramieniu.
- W końcu ktoś mnie rozumie – szatyn zamknął oczy i zwrócił głowę w górę.
- Co do imprezy – wtrąciła się Tamara. Dokładnie można było wyczuć, że czekała na odpowiedni moment, aby się wtrącić i zmienić tor rozmowy. – Razem z Oscarem już nad tym myśleliśmy. Posłuchajcie.
Dziewczyna w skrócie opowiedziała im o planie. Razem z Oscarem postanowili zorganizować imprezę u siebie na posesji (mieli własny dom, co znacznie ułatwiało sprawę) i pozapraszać wielu znajomych swoich, jak i Harryego. Poprosili również Louisa, aby powiadomił swoich przyjaciół.
٭٭٭
Był piątek i tym razem Louis doskonale wiedział, że nie zdąży na walkę Harryego w pubie. Miał ważną konferencję, którą musiał poprowadzić i nie było możliwości odmowy bądź przełożenia. Życzył Harryemu powodzenia i zapewnił go, że zjawi się najszybciej jak tylko będzie mógł, aby osobiście pogratulować mu wygranej.
٭٭٭
Harry słaniał się na własnych nogach, kiedy rękoma blokował pięści celujące w jego twarz. Nie potrafił zrozumieć co dzieje się z jego głową, kiedy odnosił wrażenie, że każdy cios zadawany w jego stronę, był odbierany przez niego z opóźnieniem. Po chwili usłyszał gong, a przeciwnik został odciągnięty od niego przez sędziego. Rękawicą starł krew, która zaczęła ulatywać z jego ust i próbował się wyprostować, ale zachwiał się lekko w tył, ponownie opadając na liny. Usłyszał krzyki Nialla, który zażądał przerwanie walki.
Przegrał.
Drugi raz w swojej zawodowej karierze poległ, ale teraz bardziej zastanawiał się, dlaczego czuł się tak nieswojo.
Poczuł jak silne ręce pomagają mu się podnieść. Słyszał lekko zniekształcony głos Nialla, poprzez szum w jego głowie i chaos panujący na sali.
- Zadzwoń do Lou – wymamrotał. – Nie może zobaczyć mnie w tym stanie – to była pierwsza myśl, kiedy zamglony umysł próbował przyswoić sytuację. Miał nadzieję, że Niall słyszał bardzo dobrze, co próbował mu przekazać.
- Już tu jedzie – zrozumiał.
- Nie. Nie może – pokręcił głową, kiedy zszedł z ringu podpierany silnymi ramionami, które oplecione były wokół jego sylwetki. Cieszył się, że Louis nie był świadkiem tego zdarzenia, kiedy nie potrafił oddawać ciosów i się bronić. Nie wiedział jak bardzo oberwał, czuł tylko piekącą wargę, ale i tak nie chciał, by chłopak dowiedział się o jego stanie. Bardzo niezrozumiałym dla niego stanie.
Ochrona, która szła przed nim torowała mu przejście przez korytarz, kiedy zmierzali – jak podejrzewał – do szatni. Mógł wyczuć na sobie wzroki tych wszystkich ludzi, którzy zastanawiali się co mu się stało. On sam nie wiedział. Nawet umysł nie pozwalał mu się nad tym zastanowić.
- Siadaj – powiedział łagodnie Niall, a potem zwrócił się do ludzi, którzy weszli razem z nimi do środka, aby wyszli. – Co się tam, do cholery wydarzyło? – chłopak poprawił nerwowo włosy.
- Daj mi wody – wymamrotał Harry.
Niall odczekał aż brunet w spokoju się napije, a potem patrzył na niego wyczekująco.
- Nie patrz tak, nie wiem co się stało – odparł powoli. – Daj znać Louisowi, żeby cofnął się do domu.
- Harry, to nie ma sensu – pokręcił głową. – On i tak się dowie. Nie chcesz go chyba oszukiwać, prawda?
Poczuł się jak małe dziecko, kiedy Niall go skarcił. Popatrzył w ziemię, a jego wzrok nabierał coraz lepszej ostrości.
- Ktoś ci czegoś dosypał do wody. Nie ma innej opcji – powiedział będąc wciąż zdenerwowanym. Niall wykonał kilka telefonów, podczas gdy Harry marszczył brwi w konsternacji, starając przypomnieć sobie, skąd brał ostatnio swoją wodę. Wręczał mu ją Mark, bokser, z którym teraz przegrał. Chciał powiadomić Nialla o swoim odkryciu, jednak ten go uprzedził.
- Siedź tutaj, muszę coś załatwić – rzucił i opuścił pomieszczenie.
Chciał wyjść do łazienki, ale po chwili do pomieszczenia wszedł Anthony – młody chłopak, który zawsze opatrywał i sprawdzał stan Harryego po jego walkach.
- Ale cię urządzili, co? – zapytał delikatnie i kucnął przed nim, biorąc jego brodę między dwa palce i oglądając jego twarz. Następnie poprosił Harryego, aby się wyprostował i dłońmi prześledził wszystkie siniaki, które zaczynały tworzyć się na jego torsie i rękach. – Zaraz ci to wszystko opatrzę.
Harry syczał, kiedy mocniej przyciśnięty gazik wprawiał go w dyskomfort. Czuł, że zmęczony wzrok, którym śledził każdy ruch Anthonyego, peszył chłopaka. Chciał się odezwać, ale drzwi natychmiast zostały otwarte, a sylwetka Louisa pojawiła się przed jego oczami.
- Harry! – w jednej chwili znalazł się obok niego i najpierw upewniając się, że nie urazi mężczyzny swoim dotykiem, chwycił jego dłoń, składając na niej pocałunek. – Co się stało?
- Dziękuję, Anthony – wyszeptał Harry, odsuwając dłoń chłopaka od swojego ciała.
- Jeszcze tylko warga.
Oczyścił najbardziej zranione miejsce i musiał przekonać Harryego, że lepiej będzie, gdy zakryje to miejsce plastrem, ale Harry upierał się, mówiąc, że tego nie potrzebuje. Gdy zakończył mały zabieg, wyszedł z pomieszczenia, a Louis niemal od razu chwycił policzki w swoje dłonie, patrząc w półotwarte oczy bruneta.
- Co się stało? – ponowił pytanie. Harry z łatwością potrafił wyczytać zmartwienie w niebieskich oczach i właśnie tego tak bardzo chciał uniknąć. Wiedział, że ta sytuacja podsyci niepokój Louisa związany z nieuniknioną walką z Hughem Jeromesem.
- Nie potrafiłem płynnie reagować na ciosy w moją stronę. Wszystko działo się z opóźnieniem – zmarszczył brwi na wspomnienie, kiedy ledwo utrzymywał się na własnych nogach.
- Cholera jasna – wymamrotał Louis. – Nie czułeś przed wejściem na ring, że jest coś nie tak?
Harry spuścił głowę, bawiąc się palcami. Z tego co pamiętał, wszystko było w porządku do rundy piątej albo szóstej. Wtedy poczuł opadające ręce, drżenie nóg i zamazywanie wzroku. Pokręcił głową, a ciepłe dłonie Louisa wsunęły się w jego włosy i uspokajającym ruchem błądził palcami między kosmykami.
- Kurwa, dlaczego ktoś do tego dopuścił?
Harry oparł głowę na ramieniu Louisa, wiedząc, że ruch ten uspokoi ich obu. Niespokojne powietrze wypuszczane z ust szatyna z każdą mijającą sekundą stawało się bardziej miarowe, a dłoń Harryego oparta na jego klatce wspomagała ten proces. Przy nim czuł się dobrze. Brunet uniósł swoją głowę i przyłożył ciepłe wargi do rozgrzanej skóry na szyi Louisa, składając leniwy pocałunek.
- Trwaj przy mnie, a wszystko będzie w porządku – spojrzał na niego. Czuł wewnętrzną potrzebę zapewnienia go o tym i zdawało się to działać, kiedy wdzięczny uśmiech który skrywał w sobie również obietnicę rozpostarł się na ustach Louisa.
٭٭٭
Harry udał się do łazienki, z trudem przekonując Louisa, że poradzi sobie sam. Środek, który zawładnął nad jego organizmem, praktycznie całkowicie z niego uleciał.
- Co tam Styles? – usłyszał znajomy głos, kiedy wyszedł z toalety. Patrząc w bok, zauważył opierającego się o ścianę Hugha, który patrzył na niego mało przyjacielskim wzrokiem. – Wygląda na to, że szykujesz się już na kolejną porażkę. Mark nieźle ci wpierdolił – zaśmiał się i odbijając od ściany ruszył w jego kierunku. Harry stał zupełnie niezruszony, twardo patrząc na zbliżającą się sylwetkę Jeromesa. Był pewien, że Hugh swoim cwaniackim tonem chciał sprawić, żeby Harry zwątpił w swoje umiejętności i wmówić mu, że kompletnie nie ma z nim szans.
Patrząc w jego lekko zmrużone oczy, przyszedł mu zupełnie odbity od rzeczywistości pomysł, ale nie dowiedziałby się, gdyby nie spróbował.
- Słuchaj – zaczął pewnie Harry. – Wiem, że dosypałeś mi czegoś do wody i módl się, abym tego nie zgłosił – wysyczał.
Szczęka Jeromesa widocznie się zacisnęła, a wzrok przez chwilę skupił się na ścianie obok. Harry nie chciał go bezpodstawnie oskarżać, ale jego reakcja sprawiła, że był niemal pewien co do swoich podejrzeń.
- To nie sprawi, że dam ci wygrać – kontynuował brunet. – Musisz na to zapracować. W ringu.
- Pracuję cały czas, w przeciwieństwie do ciebie – prychnął, kiwając głową w jego stronę.
- Co ty możesz wiedzieć? – zapytał i zaczął przyglądać się jego krótko obciętym włosom i błyszczącemu kolczykowi w uchu, który z każdym jego ruchem głowy, błyszczał odbijając światło z lamp na suficie.
- Chłoptaś cię nie ogranicza? – zaśmiał się, a kpina w jego głosie była oczywista. – Lepiej weź się za robotę, bo będzie patrzył jak wloką cię nieprzytomnego z ringu.
- Zamierzam skopać ci tyłek – rzucił zaciekle Harry. – Przygotuj się na porażkę, Jeromes.
Przez kilka chwil mierzyli się wzrokami, dopóki brunet nie odwrócił się na pięcie i nie zaczął odchodzić.
- Zobaczymy za trzy tygodnie, kto będzie miał powód do dumy – wykrzyczał za nim Hugh i ruszył w przeciwną stronę korytarza.
٭٭٭
Czekam na ciebie w Cake & Kisses. – Harry odczytał smsa i wyszedł z domu, rezygnując z jazdy samochodem, gdyż kawiarnia była kilkaset metrów od niego. Miał lekkie wyrzuty sumienia. Próbował usprawiedliwiać siebie i wmówić, że robi to dla swojego i Louisa dobra, ale coś podpowiadało mu, że powinien powiadomić swojego chłopaka, że zamierza spotkać się z Jeremym.
Dam spokój tobie i twojemu chłopakowi, jeśli spotkasz się ze mną ten ostatni raz. – Przeczytał jeszcze raz wiadomość od Jeremyego z dzisiejszego rana i miał nadzieję, że chłopak dotrzyma zawartej w niej obietnicy.
٭٭٭
Pomysł organizacji męskiego wieczoru u Louisa w mieszkaniu spalił na panewce. Zayn pracował, Liam mu towarzyszył, a Niall był poza miastem i planował wrócić w następnym tygodniu. Do Harryego postanowił zadzwonić na samym końcu, jednak ten nie odbierał. Wstawił ekspres do kawy i spróbował jeszcze raz, jednak znów przywitała go poczta głosowa.
Wszystko w porządku? – postanowił napisać. Zawsze po pierwszym nieodebranym połączeniu Harry informował go, gdy był zajęty, bądź nie miał czasu rozmawiać.
Tak – odpisał.
Gdzie jesteś? – wystukał na klawiaturze, marszcząc brwi. Minęła chwila, a telefon zawibrował w jego dłoni.
U Nialla. – odczytał.
Louis poczuł ciężar na sercu z powodu kłamstwa. Harry musiał doskonale wiedzieć, że Nialla nie było w Londynie, ale mogło nie przejść mu przez myśl, że Louis o tym wiedział.
Nie sądził, że poczuje taką pustkę. Co robił Harry, że go oszukał?
There are no comments yet. Log in to be the first to leave a review!

![Dust Bones [Harry Styles]](https://fanficsread.net/media/fs-stories-1/1198/conversions/a640cdb809d084e5d20475eedbf3c663.jpg)



