17. Gentle
23:46, 6 October 2019- Denerwuję się – powiedziała Jay, nieprzerwanie patrząc w lustro, aby dokonać ewentualnych poprawek w swoim wyglądzie.
- Uwierz mi, niepotrzebnie – uśmiechnął się Louis. – Na pewno cię polubi.
Tomlinson bez przerwy sprawdzał godzinę, gdyż Harry dał znać o swoim wyjściu z domu i chciał, aby w końcu pojawił się w progu, bo zaczął obawiać się o zdrowie psychiczne swojej mamy. Jay chodziła dookoła, pocierała o siebie ręce tłumacząc, że musi się czymś zająć, aby zapomnieć choć trochę o lekkim stresie.
Gdy rozbrzmiał dzwonek, kobieta wypchnęła Louisa lekko w tył, by mogła otworzyć drzwi i zrobić dobre pierwsze wrażenie. Harry przywitał ją ogromnym uśmiechem, przedstawił się i wręczył białą różyczkę.
- Oh, chodź cię uściskam – przyciągnęła go do siebie. – Dziękuję ci bardzo. To bardzo urocze z twojej strony. Mów mi Jay – powiedziała w pośpiechu i odsunęła go od siebie, by lepiej się mu przyjrzeć. – Boże, no tak! Jesteś bokserem!
Louis parsknął śmiechem, kiedy jego mama doświadczyła olśnienia, a Harry nie ukrywał rozbawienia, kiedy kobieta ściskała jego przedramiona, by wyczuć mięśnie.
- Jak mogłam nie skojarzyć z nazwiska! – pacnęła się w czoło. – Moja koleżanka z pracy jest dosłownie twoją fanką. Jak jej powiem, że jesteś chłopakiem mojego syna, oszaleje.
Harry zaśmiał się dźwięcznie, a Louis zbliżył się do chłopaka i objął go w pasie, sprawiając, że jego rodzicielka nieco odsunęła się od bruneta.
- Mówiłem ci, że jak zobaczysz Harryego od razu będziesz wiedziała kim jest – powiedział Louis, a Harry spojrzał na niego z uczuciem wymalowanym w jego zielonych, błyszczących oczach.
- W przyszłym tygodniu masz dosyć ważną walkę, prawda? – zaciekawiła się Jay, kiedy razem przeszli do kuchni.
- Zgadza się – kiwnął głową Harry, a Louis zauważył, jak wzrok chłopaka ukradkiem powędrował w jego stronę, by ocenić reakcję na ponowne przypomnienie o walce.
- Stresujesz się? Jak to wygląda? – dopytywała kobieta.
- Zawsze mam lekki stres przed walką, ale kiedy już jestem w ringu, wszystko opada i zamiast zdenerwowania czuję ekscytację, że mogę tam być – wzruszył ramionami Harry, a Jay uśmiechnęła się z czułością.
- To niesamowite. Zawsze podziwiałam bokserów. To wymaga dużej odwagi, żeby zająć się takim sportem – pokiwała głową, utwierdzając swoje słowa. – Z tego co pamiętam Louis nigdy nie był zwolennikiem boksu, więc to bardzo zaskakujące – zaśmiała się. – No, ale miłość nie wybiera, prawda?
Louis przerwał oddychanie, a wzrok momentalnie powędrował na Jay, wysyłając jej nieme zganienie. Harry spojrzał w dół i przygryzł lekko wargę, by ukryć lekkie onieśmielenie sytuacją. Oczywiste było to, że oboje czuli przywiązanie do siebie nawzajem, uwielbiali swoją bliskość, ale żadne konkretne uczucia nie zostały wyznane i oboje mieli przeświadczenie, że powinni przeprowadzić między sobą taką rozmowę.
- No dobrze. Jedzmy – rzuciła kobieta, przerywając ciszę, która skumulowała nerwowe emocje.
Z biegiem czasu – kiedy rozpoczęli kolację, a cicha muzyka grała w tle – atmosfera znacznie się ociepliła i dźwięczne śmiechy były akompaniamentem do częstych rozmów. Louis często zawieszał bezwiednie wzrok na Harrym, nie zdając sobie sprawy, że chłopak mimo patrzenia w inną stronę doskonale wyczuwał ten kontakt i uśmiechał się, a wtedy oprzytomniony Louis chrząkał i odwracał wzrok z równie lekkim uniesieniem kącików ust. Niewypowiedziane słowa nieodparcie wisiały w powietrzu, domagając się zakomunikowania na głos. Louis był pewny co do swoich uczuć względem Harryego, jednak obawiał się, że podczas tych dwóch miesięcy ich znajomości chłopak nie zdążył poczuć tego samego względem Louisa. Bał się odrzucenia – nigdy nie obnażał się przed nikim w tak piękny sposób i nigdy nie oczekiwał tego samego. Harry zjawił się tak nagle w jego życiu – tak nagle zawrócił mu w głowie i potrafił wyłonić z Louisa uczucie, którym nigdy nikogo – oprócz rodziny – nie darzył. Szatyn pragnął uświadomić o tym Harryego, ale wyczekiwał odpowiedniego momentu, z biegiem czasu zauważając, że nie ma idealnej chwili na wyznanie swoich uczuć.
- Kochanie, to dzieje się całkiem niespodziewanie. W pewnej chwili poczujesz, że musisz mu to wyznać i słowa ulecą z ciebie mimowolnie, bo twój mózg będzie działał razem z sercem i każe wypowiedzieć na głos wszystko, co czujesz tu, w środku – powiedziała Jay, kładąc Louisowi dłoń na sercu. Chłopak bez najmniejszego skrępowania otworzył się przed swoją matką i opisał wszystko, co czuł do Harryego.
- Nie zniosę tego, kiedy mnie odrzuci – westchnął, wciąż czując wahanie. Nagle jego wiek nie miał znaczenia; poczuł się jak małe dziecko, które potrzebowało wsparcia od rodzicielki, ciepłego słowa, zrozumienia.
- Jestem pewna, że nie odrzuci. Zależ wam na sobie, oboje siebie potrzebujecie. Kiedy powie, że potrzebuje czasu, wierzę, że mu go dasz, ale na pewno cię nie odrzuci.
Kolacja zakończyła się powodzeniem, a kiedy Jay oświadczyła, że weźmie prysznic przygotowując się do spania, Harry zebrał się do wyjścia a Louis od razu zaproponował, że go odprowadzi.
Droga do samochodu Harryego minęła szybko i oboje z lekkim westchnięciem ustali naprzeciwko siebie. Louis przez chwilę poczuł się jak na początku ich znajomości – patrzył w oczy Harryego i szukał odpowiednich słów, aby wydobyć je na powierzchnię.
- Dziękuję ci za kolację – odparł brunet, przerywając ciszę. – Twoja mama jest wspaniała – dodał, a Louis uśmiechnął się delikatnie, doceniając słowa Harryego. Obserwował jak chłopak stąpał z nogi na nogę, a lekki powiew wiatru zdążył zaróżowić jego policzki.
- Dziękuję, że przyszedłeś – powiedział szatyn i chwycił dłoń chłopaka, by potem przysunąć ją do swoich ust. Krótki pocałunek, który złożył na ciepłej dłoni ogrzewał go od środka, a ten na pozór krótki gest zdawał się trwać wiecznie, kiedy oczy Louisa nieprzerwanie wpatrzone były w te Harryego.
- Zobaczymy się wkrótce.
Krótki pocałunek złożony na ustach Harryego był zwieńczeniem spotkania. Louis odczuwał ich pożegnanie niemalże jako służbowe i nienawidził tego. Nieodparta świadomość nawiedzała go przypominając, że właśnie w tej chwili mógłby w zupełnie inny sposób pożegnać się z ukochanym.
***
Louis zmarszczył brwi na odległy hałas, który brzmiał coraz wyraźniej, gdy otwierał swoje zaspane oczy. Zwlekł się z łóżka, by otworzyć jak najszybciej drzwi i tym samym przerwać dudnienie, które było irytującym dźwiękiem z rana. Przechodząc obok łazienki usłyszał szum wody i ciche nucenie swojej mamy i gdyby nie jego niewyraźny stan, zapewne uśmiechnąłby się na ten uroczy gest. Otworzył drzwi, a ku jego zdziwieniu ukazał się Zayn ze zmarszczonymi brwiami.
- Znów zamówiłeś paczkę na mój adres – rzucił, machając pudełkiem, które szczelnie zawinięte było w folię.
- Zapomniałem ci powiedzieć – jęknął Louis. – Wejdziesz?
- Nie, dzięki. Jestem spóźniony na swoją zmianę, przez jakiegoś kutasa, który nie poinformował mnie, że jego cholerna paczka przyjdzie na mój cholerny adres – rzucił na jednym wydechu, patrząc wymownie na Louisa.
- Zapamiętaj – zaczął i odebrał od Zayna paczkę, chowając za swoimi plecami. – Jeśli nadaję paczkę na twój adres, to znaczy, że odbiorę ją za kilka dni – powiedział powoli.
- A czemu tak właściwie...
Chłopak przerwał, gdy Jay wyłoniła się z łazienki, łapiąc wzrok Zayna i uśmiechając się promiennie.
- Kochanie! Tak dawno cię nie widziałam! – podbiegła do niego i rzuciła się w jego ramiona, zostawiając mokre ślady od jej wilgotnych włosów na jego skórzanej kurtce.
- Też tęskniłem – uśmiechnął się gdy kobieta chwyciła go za policzek. Musiał odmówić wejścia do środka, ale niemalże uległ, gdy Jay nalegała z tym cudownym uśmiechem.
- Dobrze, nie przeszkadzam wam – powiedziała i spojrzała na paczkę, którą Louis trzymał za swoimi plecami i chłopak był niemal pewien, że kobieta wróci, by dopytać co przyniósł Zayn. Gdy zniknęła w salonie odetchnął z ulgą.
- Już rozumiem – szepnął Zayn, nachylając się w stronę Louisa. – Zamówiłeś coś sprośnego – dodał głośniej, a szatyn omal nie rzucił się na niego, będąc gotowym do zakrycia jego ust.
- Ja pierdolę – wywrócił oczami Louis. – Zamknij się.
- Czyli tak. A co to tak właściwie jest? – zapytał z cwaniackim uśmiechem i oparł się ramieniem o framugę drzwi.
- Chyba byłeś spóźniony – Louis zerknął na wyimaginowany zegarek na jego nadgarstku.
- Następnym razem przyniosę rozpakowaną, albo przekieruję ją do Jay z podpisem: „patrz, co zamawia twój syn" – rozbawienie jaśniało na jego twarzy, kiedy czerpał niesamowitą przyjemność z nabijania się.
- Nie zrobiłbyś tego – Louis zmrużył oczy, a uśmiech pchał mu się na twarz.
- Nie odpłacisz mi się do końca życia, stary – zaśmiał się Zayn, po czym poklepał Louisa kilkakrotnie po barku, by potem w szybkim tempie zbiec po schodach.
Szatyn przemknął do swojej sypialni uważając, by po drodze nie natknąć się na swoją mamę i ukrył paczkę głęboko w szafie, upewniając się, że będzie możliwa do znalezienia tylko przez niego.
***
Walka. Walka, której Louis obawiał się nawet wtedy, kiedy nie miał jeszcze o niej pojęcia. Walka, która sprawiała, że gdy tylko zamykał oczy widział Harryego z zakrwawioną twarzą, niezdolnego do zejścia z ringu o własnych nogach. Przerażenie spędzało sen z powiek i jedyne co potrafił robić przez całą noc, to przyciskać odprężone ciało Harryego do jego własnego. Chłopak zasnął bardzo szybko, a Louis przyglądał się jego pięknym rysom twarzy, lekko drgającym powiekom, rzęsom, pełnym ustom, które były delikatnie uchylone, i brwiom, które co jakiś czas w trakcie snu marszczyły się. Wtedy delikatnie przysuwał swoje wargi do jego ciepłej skóry i muskał skórę dotykiem słabszym niż muśnięcie piórkiem, by przypadkiem nie zbudzić Harryego.
Wiedział, że nie było innego wyjścia niż przetrwać tę walkę i oczekiwać najlepszego. Nie brał pod uwagę innej możliwości niż wygrana Harryego, ale mimo to obawiał się zranień, jakich może nabyć chłopak. Starał się myśleć pozytywnie i potrafił to zrobić, dopóki miał Harryego obok siebie w najbardziej bezbronnej odsłonie, ale nie wiedział jak zachowa się gdy będzie musiał go zostawić i ujrzy go w ringu z przeciwnikiem. Tym cholernym przeciwnikiem.
Nad ranem zmusił się, by oderwać swoje ciało od Harryego i wyszedł do łazienki, a gdy wrócił, Harry leżał w zmienionej pozycji; spał na brzuchu z rękoma skrzyżowanymi nad głową. Louis ułożył się możliwie najbliżej i złożył krótki pocałunek na jego plecach. W odpowiedzi chłopak zamruczał, więc Louis powtórzył czynność, nieco dłużej utrzymując usta na bladej skórze.
- Gdzie byłeś? – zapytał Harry niewyraźnie, wciąż z zamkniętymi oczami.
- Musiałem się odlać – odpowiedział Louis i poczuł, jak brunet splątał ich nogi ze sobą. Uśmiechnął się lekko i opierając się na łokciu, chwycił między palce włosy Harryego na jego karku. Zagryzł wargę, gdy gęsia skórka pokryła jego skórę pleców. – Chciałbym, żeby było już po wszystkim – powiedział, będąc na granicy szeptu.
Harry odwrócił się i również oparł swoje ciało na łokciu, patrząc przymkniętymi oczami na Louisa.
- Nawet jeśli przegram, wrócę lekko poobijany i nic poza tym – posłał uspokajający uśmiech, a szatyn niemożliwie mocno doceniał ten gest.
- Nie przegrasz. Wygrasz to, Harry – musnął jego usta, a Harry odsunął się, nie dając możliwości na pogłębienie pocałunku. Louis zmarszczył brwi.
- Zdecydowanie bardziej wolałbym być poobijany przez ciebie, ale...
Tomlinson nie dał mu dokończyć, w natychmiastowym tempie kładąc Harryego na plecy. Zawisł nad nim, przyjmując niebiańskie westchnienie, jakie wydobyło się z ust bruneta w efekcie zaskoczenia.
- Módl się, żeby nic ci się nie stało – odparł. W tych słowach była nutka ciemności, pożądania i troski, i widząc twarz Harryego, która emanowała tworzącym się pożądaniem wiedział, że zinterpretował to w ten sam sposób.
Mężczyzna w desperackim czynie uniósł głowę z poduszki, by napotkać wargi Louisa, jednak on uniósł się nieco wyżej. W odpowiedzi Harry oplótł biodra szatyna swoimi nogami, pragnąc bliskości, jednak Louis trwał przy swoim, tworząc pewien dystans między nimi.
- Proszę, mamy jeszcze trochę czasu – wysapał Harry, patrząc błagalnym wzorkiem na Louisa i, kurwa, ten mu prawie uległ.
- Wyczytałem, że bokserzy nie mogą uprawiać seksu przed walką, gdyż to osłabia – powiedział przesadnie mądrym tonem, a Harry westchnął z poczuciem porażki. Uwielbiał się z nim droczyć i schylając się do jego ucha, zniżył głos do szeptu. – Zajmę się tobą jak już wygrasz.
Uniósł głowę tylko po to, by zobaczyć reakcję Harryego na jego słowa. Kąciki ust zaczęły unosić się ku górze i Louis doskonale wiedział, że mimo teraźniejszej odmowy, propozycja spodobała się Harryemu.
- W takim razie dajesz mi porządną motywację – zagryzł wargę, a Louis pochylił się, by z uczuciem przyłożyć usta do jego czoła.
There are no comments yet. Log in to be the first to leave a review!

![Dust Bones [Harry Styles]](https://fanficsread.net/media/fs-stories-1/1198/conversions/a640cdb809d084e5d20475eedbf3c663.jpg)



