Fanfics

3. Moments

19:05, 19 August 2019

Kiedy Louis wracał do Liama, niosąc piwo dla niego i dla siebie, nie przeczuwał, że kiedy wróci na swoje miejsce ujrzy dwóch mężczyzn, których w zupełności nie spodziewał się zobaczyć. Był w lekkim szoku, który starał się ukryć, kiedy stanął przed siedzącymi z Liam'em Harrym i Niallem.

- Wy się znacie? – zapytał Louis, uprzednio niemalże niewidocznie kiwając do Harry'ego, który odpowiedział mu tym samym.

- Poznaliśmy się ostatnio, wtedy kiedy z tobą – wyjaśnił Niall.

- Jego też zapytałeś 'jak podobała się walka'? – Louis zaśmiał się.

- Dokładnie – przyznał Niall.

Louis pokręcił z rozbawieniem głową i zaproponował pójście do baru z powrotem, by kupić piwo dla przybyłej dwójki, jednak odmówili. Usiadł obok Harry'ego zaraz po tym, gdy Niall siedząc na jego poprzednim miejscu zaczął zawziętą rozmowę z Liam'em. Wiedział, że głównym elementem dyskusji będzie boks, dlatego tym bardziej cieszył się, że Liam znalazł odpowiednią osobę do tego tematu, bo Louis wiedział, że był słabym przykładem.

- Mimo, że nie walczysz lubisz oglądać konkurencję? – zaczął Louis i napił się piwa. Chciał spojrzeć Harry'emu w twarz, jednak znajdował się tak blisko niego, że wydawało mu się to wręcz nieodpowiednie.

- Zgadza się – przytaknął Harry. – Dziś walczy Hugh Jeromes. Jestem ciekawy jak mu pójdzie.

- To z nim przegrałeś – stwierdził Louis. Zaskoczył tym Harry'ego, który spojrzał na niego z lekkim zdezorientowaniem.

- Ktoś zaczął interesować się tym sportem? – Harry uśmiechnął się lekko.

Bardziej tobą, Louis chciał powiedzieć, lecz jedynie roześmiał się.

- Wiem to od Liama.

- Tak czy inaczej – zaczął Harry. – Dziś nie w garniturze? – zapytał, po czym napił się wody i Louis ponownie zauważył, że starał się ukryć uśmiech. Stwierdził, że to bardzo uroczy gest, a jego dołek dzięki temu jeszcze bardziej się uwydatnił.

- Czy było coś nie tak z moim poprzednim strojem? – zapytał kramarzącym tonem, patrząc teraz na swoje szare spodnie z zielonymi i niebieskimi paskami po bokach oraz pasującą do nich górę.

- Skądże. Przez chwilę myślałem, że jesteś z ochrony – powiedział Harry i spojrzał na niego.

- Nie ty jeden – zaśmiał się Louis i odstawił piwo pod swoje nogi. Pokusił się o zerknięcie na twarz Harry'ego, by ujrzeć zielone tęczówki wpatrzone w niego. Brunet miał tak delikatne rysy twarzy, piękne i pełne usta, które zachęcały do wielu zakazanych rzeczy. – Pójdę zapalić – wstał od razu będąc pewnym, że Harry zostanie na swoim miejscu, jednak ku jego zdziwieniu odezwał się.

- Mogę wyjść z tobą?

Ciało szatyna reagowało w niezrozumiały dla niego sposób, kiedy Harry patrzył na niego z dołu, wyglądając przy tym bardzo niewinnie.

- Jasne.

Droga na zewnątrz okazała się być dłuższa z powodu kilku osób, które zatrzymały Harry'ego na zdjęcie, autograf oraz zamianę kilku słów. Louis nie miał z tym problemu, jednak wiedza, że nie tylko on był zaaferowany osobą Harry'ego wprawiała go w dziwną zazdrość, której nie miewał zbyt często. Przypominając sobie słowa Liama, który mówił o byciu gejem i pieprzeniem lasek, Louis w pewnym sensie czuł się wyróżniony, że to właśnie z nim Harry wyszedł na papierosa. Jednak zaborcza część jego osobowości nie mogła dopuścić do siebie myśli, że jeszcze w tym dniu mógłby spać z kobietą albo mężczyzną.

Wiedział również, że nie mógłby przespać się z Harrym. Przed jego jednonocnymi przygodami zawsze wiedział, że kontakt z jego kochankiem urwie się po seksie, ale tutaj nie chciał urywać żadnego kontaktu. Był zainteresowany chłopakiem, pragnął rozmowy z nim bardziej niż intymnego zbliżenia. I chociaż boks kojarzył mu się z dominacją, Harry poza ringiem był spokojnym, niemalże flegmatycznym człowiekiem i Louis musiał przyznać, że bardzo podobała mu się ta różnica.

- Przepraszam za przedłużanie – Harry odezwał się tym niskim głosem wyrywając Louisa z jego myśli. Szatyn cieszył się, że jego rozkojarzenie zostało przerwane, ponieważ obrazy jakie umysł zaczął tworzyć w jego głowie zmierzały w złym kierunku.

- Nie szkodzi. Idziemy? – wskazał kciukiem na wyjście i właśnie tam się udali.

٭٭٭

- Tak właściwie – zaczął Harry. – Co robisz na co dzień?

- Pracuję w korporacji. Nic nadzwyczajnego – wzruszył ramionami.

- Stąd elegancki strój – stwierdził Harry, zawieszając wzrok na papierosie w ustach Louisa. Mężczyzna zaciągnął się mocniej niż dotychczas i powoli zaczął wypuszczać powietrze, układając usta w lekki dziubek. Nie spuszczał wzroku z Harry'ego, dopóki ten nie otrząsnął się, i nie spojrzał dół.

- Mogę znów cię o coś zapytać? – zaczął Louis z lekkim uśmiechem.

- W sprawie?

- W sprawie sportu, oczywiście.

- Pytaj.

- Jesteś na dole?

Oboje odwrócili się, ponieważ pytanie nie wywodziło się z ust Louisa.

- Zayn? – zdziwił się Louis, nie przestając patrzeć na niego wyczekująco. – Co tu, kurwa, robisz?

- Wyszedłem na papierosa, tak jak ty – odpowiedział zaciągając się. – Widziałem jak wychodzicie. Jestem Zayn, świetnie walczysz – wyciągnął dłoń w kierunku Harry'ego.

- Harry – kiwnął głową i uścisnął ją.

Louis patrzył w stronę Zayna niecierpliwie i w myślach błagał, aby nie zaczął drążyć tematu rozpoczętego, gdy przyszedł. Nie chciał spłoszyć Harry'ego i nie wydawało mu się, aby bokser chciał dzielić się swoimi prywatnymi sprawami. Zayn kiwnął głową, co uspokoiło Louisa.

- Mam nadzieję, że znajomość z Tobą sprawi, że Louis polubi boks – Zayn po raz kolejny powiedział do Harry'ego. – Jest strasznie wkurwiający, kiedy myśli, że piłka nożna jest lepsza.

- Odpieprz się – Louis wtrącił się i wywrócił oczami, nie dając szansy Harry'emu na odpowiedź.

Zayn zaśmiał się i wyrzucił wypalonego papierosa przepraszając bruneta za przeszkodzenie w rozmowie, a kiedy wychodził mrugnął do Louisa. – Czasem jest chujem, ale go lubię. Też wracajmy, hm? – Tomlinson wyrzucił papierosa i ruszył przed siebie.

- Louis?

Szatyn zatrzymał się niemalże od razu i skupił się na sposobie, w jaki jego imię brzmiało w ustach Stylesa. Patrzył na jego piękną twarz i zauważył, że kąciki ust z każdą sekundą unosiły się ukazując niezaprzeczalnie słodkie dołeczki.

- Lubię być na dole.

Pewność, która towarzyszyła Harry'emu przy tych słowach sprawiła, że Louis był bliski upadnięciu na ziemię. Nie ukrywał lekkiego szoku jaki okalał jego twarz. Nie przestawał również patrzeć w zielone tęczówki, które zdawały się błyszczeć z podekscytowania, dodatkowo rozjaśnione jego uśmiechem. Był piękny, a Louis nie wierzył, że miał go przed sobą.

- To propozycja? – odezwał się, zasysając nieco swoje policzki, kiedy starał się ukryć uśmiech.

Harry zaśmiał się i wszedł do środka zostawiając Louisa z niemałym zdezorientowaniem.

٭٭٭

Louis nie skupiał się na walce. Nie skupiał się na tym jak Hugh Jeromes bez najmniejszych oporów raz za razem zrównywał przeciwnika z ziemią. Ukradkiem patrzył na Harry'ego i nie mógł wyobrazić sobie, że kiedyś on mógł być tak sponiewierany. Nie chciał mieć w głowie tych wszystkich zadrapań, obić i skrzywionej od bólu twarzy bruneta. Chciał mieć go – tak jak w tej chwili – przy sobie, patrzącego na to piekło z boku, a nie biorącego w nim udział.

Harry był pochłonięty walką; żuł gumę i podrygiwał nogą. Louis wyobrażał sobie, jak brunet analizuje każdy najmniejszy ruch, jak myśli o tym w jaki sposób on by go wykonał, co zrobiłby w danej chwili. Wyglądał cholernie seksownie, ale Louis musiał się opanować, bo wiedział, że od pewnego czasu przestał patrzeć ukradkiem, a intensywnie wpatrywał się w bok jego twarzy.

- Sukinsyn – syknął Niall. Louis spojrzał w stronę ringu i ujrzał Jeromesa z uniesionymi rękoma, który krzyczał z radości. – Jest na pograniczu kategorii wagowej Harry'ego z wyższą. Za wszelką cenę stara się utrzymać.

- To ten typ gościa, który jest zajebiście dobry, ale nikt go nie lubi, bo cholernie cwaniaczy? – zaśmiał się Liam.

- Taa – przytaknął Niall.

- Jeśli ktoś już z kimś walczył – zaczął Louis – może trafić na niego jeszcze raz?

- Oczywiście, że tak, Louis – Niall spojrzał najpierw na Harry'ego, a potem na szatyna. Wszyscy wiedzieli, że Louis w niebezpośredni sposób zapytał o to, czy Harry może trafić ponownie na Hugha Jeromesa.

Louis nie odpowiedział. Wszyscy skierowali się w stronę baru. Harry jak zwykle zamówił wodę, a Niall nie pogardził drinkiem, tak samo jak reszta.

- Ja pierdolę, dobry jest, nie? – powiedział Zayn, kiwając głową w stronę ringu. Louis wywrócił oczami; chciał myśleć o czymś innym niż o walkach i bokserach. No, może oprócz jednego boksera.

- Chyba niepotrzebnie ci mówiłem, że Harry z nim przegrał – Liam wymownie spojrzał na przyjaciela, zauważając jego niechęć do Jeromesa.

- I tak bym się dowiedział.

Louis spojrzał przelotnie na Harry'ego. Brunet wyglądał jakby chciał coś powiedzieć, jednak odwrócił wzrok i zajął się piciem wody.

- Co z wywiadami? – zapytał Liam, zwróciwszy się do Harry'ego. – Uważam, że to świetny pomysł.

- Będą w następnym tygodniu, dzień przed walką – wytłumaczył.

Ogromne grono fanów nalegało, aby zorganizować wywiady, w którym będą brali udział bokserzy partycypujący w walkach w pubie.

- Harry'emu przeszkadza to, że pytają o prywatne sprawy – rzucił Niall i dopił drinka do końca.

- Boże, Niall – brunet wywrócił oczami.

- No co? Mówię jak jest – był niewzruszony narzekaniami chłopaka.

- Po prostu sądzę, że powinni zadawać pytania dotyczące walk, przygotowań do nich, a nie z kim widziałem się wczoraj. Kogo to obchodzi?

- Och, obchodzi – Zayn i Liam powiedzieli razem, po czym przybili sobie piątkę i obaj spojrzeli na Louisa. Posłał im minę 'o chuj wam chodzi' i postanowił na nich już nie patrzeć.

Niall obiecał, że porozmawia z prowadzącym i ustali dozwolone pytania, aby Harry czuł się komfortowo i na siłę niczego nie robił. Kiedy Liam, Zayn i Niall pogrążyli się w rozmowie, Harry zmienił miejsce i usiadł obok Louisa. Szatyn spojrzał na niego i uśmiechnął się lekko.

- Będziesz? – zapytał Harry i utkwił wzrok w jego oczach. Nie mógł zaprzeczyć, a nawet nie chciał. Nie potrafił sprzeciwić się, kiedy brunet wpatrywał się w niego intensywnie tymi swoimi dużymi, zielonymi oczami.

- Przyjdę. Nawet jeśli będę musiał znów być w garniaku. 

There are no comments yet. Log in to be the first to leave a review!

Similar stories