Fanfics

2. A Small Personal Interview

18:46, 18 August 2019

Tłum wydawał okrzyki radości, kiedy Harry w 7 rundzie powalił przeciwnika na ziemię. Arbiter przerwał walkę, gdyż przeciwnik w ciągu ostatniej rundy upadł trzy razy. Louis dowiedział się od Liama, że Harry jest jednym z najlepszych bokserów w swojej kategorii wagowej i przegrał tylko raz w swojej karierze z facetem, który nazywał się Hugh Jeromes.

- Idę zapalić – poinformował szatyn, choć i tak Liam był zbyt pochłonięty zapowiedzią kolejnej walki, więc zapewne go nie usłyszał.

Przebijał się przez tłumy ludzi, a kiedy wyszedł na zewnątrz zaciągnął się rześkim powietrzem bardziej niż papierosem.

- Ochrono, my tu nic nie robimy – pijany facet stanął przed Louisem i schował ręce za siebie, a wokół jego kostek wysypał się biały proszek.

- Spieprzaj, nie jestem z ochrony.

Tomlinson wyminął go i przypomniał sobie o swoim eleganckim stroju. Jeszcze raz w myślach przeklął Zayna za ten pośpiech.

Podpalił papierosa i zaciągnął się nim, krążąc po wolnym placu przed pubem. W oddali słyszał rozmowy, które czasem przerywane były głośnymi okrzykami i śmiechem. Spojrzał mimowolnie w tamtym kierunku i na murku, który znajdował się bezpośrednio za budynkiem pubu, ujrzał bohatera dzisiejszego wieczoru wraz z mężczyzną, z którym widział już go wcześniej pod ringiem, a obok nich stała grupka innych mężczyzn i podtrzymywali rozmowę.

Louis był typem człowieka, który rzadko popadał w fascynację widząc kogoś tylko przez jeden dzień. Efemerycznie zachwycał się czyimś wyglądem tak bardzo, że wzrok, który odruchowo zawieszał na kimś, trudno było potem oderwać. Zdecydowanie powinien się opanować, gdyż był przekonany, że Styles ze względu na uprawiany sport, pełnił funkcję aktywa, co eliminowało możliwość wchodzenia w głębszą znajomość.

- Jak ci się podobała walka? – usłyszał przebijający się głos poprzez krzyki i odwrócił się, by zobaczyć w czyją stronę był skierowany. Brunet, który siedział obok Harry'ego patrzył w stronę Louisa, ale szatyn zwrócił uwagę na zielone tęczówki, które wpatrywały się w niego przez krótką chwilę, by potem spuścić wzrok. – Podejdź do nas! – zawołał ponownie ten sam głos i Louis patrząc na mężczyznę z tej odległości mógł śmiało stwierdzić, że był lekko wstawiony.

Tomlinson wahał się przez chwilę i zerknął na swojego niedopalonego papierosa, po czym zgasił go i siłując się na pewny krok, ruszył w ich stronę. Czuł, że ten cholernie przenikliwy wzrok skupiał się na jego sylwetce, jednak nie spojrzał w jego kierunku.

- Myślę, że było w porządku, chociaż nie przepadam za tym... sportem? – wyjaśnił Louis. Kątem oka zauważył, jak Harry napił się wody z butelki, ukrywając uśmieszek.

- Jak ci na imię? – lekko pijany mężczyzna dopytywał dalej.

- Louis.

- Louis – powtórzył. – Jestem Niall – przyjaciel i menadżer, a to Harry, nasz zwycięzca. Tamci są małoważni. – Machnął ręką na kilku mężczyzn, którzy kilka metrów dalej prowadzili zawziętą konwersację między sobą. – Co tu robisz, skoro to nie twoje klimaty?

- Chodziłem dosyć często do tego pubu zanim przerobili go w... to coś – wykonał w powietrzu mniej określony ruch ręką. Wiedział, jak bardzo sceptycznie podchodził do tego tematu i po jakimś czasie zdał sobie sprawę, że jego podejście mogło urazić Harry'ego jak i Niall'a.

- Najlepsze co mogli zrobić. Widziałeś te tłumy? – Niall wskazał na wejście. Harry się nie odzywał, skubiąc palcami w swoich spodniach, czasem popijając wodę.

- Wolałem ten pub, kiedy był bardziej ustronnym miejscem – Louis wzruszył ramionami.

- Introwertyk?

- Gdybym nim był, nie wychodziłbym raczej z domu. Nie w takie miejsca – pokazał dłonią za siebie.

- A więc...

- Niall, daj spokój – wtrącił Harry niskim głosem.

- Już go lubię – mężczyzna wstał i poklepał Louisa po ramieniu. – Idę do środka.

Razem z Harrym patrzyli, jak Niall zniknął w pomieszczeniu, a po chwili grupka mężczyzn, którzy stali kilka kroków dalej, weszli do pubu za brunetem. Louis odchrząknął nie wiedząc do końca czy odejść i zaprzepaścić okazję do posłuchania jego głębokiego głosu, czy zostać i napawać się samą obecnością mężczyzny.

Wybrał drugą opcję i postanowił przysiąść obok Harry'ego.

- Gratulacje – rzucił. – Nie znam się na tym, ale sądzę, że poszło ci dobrze.

- Dzięki – zaśmiał się Harry i, o Boże, był to bardzo przyjemny dźwięk. Wiało od niego słodyczą i czymś spokojnym, czego Louis nie potrafił wyjaśnić. Jego osobowość wydawała się być zbyt miękka do takiego sportu.

- Jak to jest, że ból i ciosy, które otrzymuje się podczas walki motywują do dalszego działania? – zapytał Louis mając nadzieję, że choć w połowie uda mu się zrozumieć ten dziwny sport.

- To adrenalina, tak sądzę – wzruszył ramionami. – Jak z każdym innym sportem. Nie biję się po to, aby kogoś skrzywdzić. Traktuję to jako rozrywkę – wyjaśnił. Swoboda, z jaką mówił Harry o swojej pasji wywołała u Louisa lekki uśmiech.

- Jednak to się dzieje. Dziś to ty wygrałeś. Znokautowałeś go.

- Takie są zasady, Louis – brunet spojrzał na niego.

Louis. Wypowiedział jego imię. Szatyn nie zwróciłby na to aż tak dużej uwagi, gdyby nie to, że Harry po raz pierwszy zwrócił się do niego po imieniu.

- Mój przyjaciel jest fanem boksu. Wie o nim wszystko – ciągnął dalej. Chciał dowiedzieć się jak najwięcej i możliwie najlepiej wykorzystać szansę rozmowy z nim. – Powiedział mi, że przegrałeś tylko raz.

- To prawda – kiwnął głową Harry i spojrzał w ziemię.

- Rozwiniesz?

- Myślę, że byłem zbyt pewny siebie podchodząc do tej walki. Nie traktowałem go zbyt poważnie, a to najgorsze co można zrobić – głos Harry'ego lekko drżał. Przed oczami Louisa zaczęły pojawiać niechciane obrazy nieprzytomnego chłopaka, który musiał być zniesiony na ringu na noszach. Nie chciał brać pod uwagę takiej możliwości.

- Mocno oberwałeś? – Louis zwrócił uwagę na jego perfekcyjną twarz. Nie mógł wyobrazić sobie, że w pewnym momencie mogłaby zaistnieć na niej jakaś blizna. Z pewnością nie byłby mniej idealny, jednak taki trwały ślad mógłby zostawić również niezniszczalne piętno w jego umyśle.

- Szybko się pozbierałem – spojrzał w dół, bawiąc się butelką wody. Louis wiedział, że to nie była zupełnie odpowiedź na jego pytanie, jednak nie chciał naciskać.

- Harry – zza rogu wyłonił się Niall. – Musimy lecieć.

- Jasne – Harry wstał, przedtem pocierając swoje kolana. Zerknął na Louisa, który również podniósł się i poprawił swoją marynarkę, jak to zawsze miał w zwyczaju.

- Powodzenia na kolejnych walkach, Harry – patrzył prosto w jego oczy. Żałował, że nie mogli zostać dłużej. Chciał zapytać go o wiele rzeczy, chciał słuchać jak opowiadał o trudnościach jakie czekały go na drodze do kariery bokserskiej, jednak w tej chwili musiał odpuścić i pożegnać się.

- Taa, dzięki – zauważył, że Harry przebiegł językiem po swoich wargach i, tak jak przy barze, spojrzał na jego strój. Na twarz Louisa wpłynął nikły uśmieszek, który nie schodził mu z twarzy, kiedy odwrócił się na pięcie i odchodząc zapalił następnego papierosa.

٭٭٭

Pub znów zaczął się przeludniać. Wszyscy wokół chodzili podekscytowani przez kolejną dawkę bitew. Cotygodniowy rytuał zaczynał działać, kiedy z każdą kolejną walką pub zaczynał robić się zbyt mały, by pomieścić tłumy, jakie przychodziły by oglądać konkurencyjność zawodników. Louis nie potrafił przyznać się sam przed sobą, dlaczego zainteresował się kolejnymi walkami, stąd oczywistym było, że nie odpowiadał również Liam'owi. Nie sądził, że zgodzi się przybyć tu ponownie i, tym razem, zająć miejsce wraz z Liam'em bliżej ringu niż ostatnio.

- Ty naprawdę przyszedłeś tu ze mną – Liam zaśmiał się i poklepał Louisa po ramieniu, przewieszając rękę w przyjacielskim geście przez jego szyję.

- Powiesz to jeszcze raz i pójdę do Zayna.

- Nie rób tego – Liam spoważniał i odsunął się od Louisa. – Wiesz, że Harry dziś nie walczy?

Nie wiedział. Miał cichą nadzieję, że przychodząc tu mógłby zobaczyć go ponownie, kiedy w skupieniu rozgrzewałby się do walki, będąc przy tym niesamowicie seksownym. Ekscentryczne było dla niego uczucie, kiedy opisywał go jak gdyby stawał się fanem boksu, a w szczególności fanem Harry'ego. Brunet, takich napalonych kolesi, którzy nagle zaczynali się nim interesować, zdobywał zapewne po każdej walce, ale Louis czasem przyłapywał się na fantazjowaniu, że mógłby po zwycięskich walkach tulić go, trzymać przy sobie i gratulować w inny sposób niż ostatnio. Myślał jak napalona dwunastolatka, do tego nic o nim nie wiedział.

- Domyśliłem się, że nie zawsze będzie walczył – odpowiedział od niechcenia, próbując ukryć ton, który zdradzałby jego zawód. – Jesteśmy o wiele za wcześnie, prawda? – Louis rozejrzał się dookoła i zauważył, że ludzie po zajęciu sobie miejsc odchodzili bez pospiechu w stronę baru, a wiele siedzeń było wciąż pustych. Kiedy Liam posłał mu niewinny uśmiech wiedział, że miał rację. – No przecież. Pójdę nam po piwo. 

There are no comments yet. Log in to be the first to leave a review!

Similar stories