Epilog
11:45, 26 October 2019- Louis – wyszeptała. – Samolot, którym prawdopodobnie leciał Harry miał katastrofę lotniczą.
Minęło kilkanaście sekund zanim słowa Danielle trafiły do Louisa. Prawdopodobnie umarł, kiedy zdał sobie sprawę z ich znaczenia. Upadł na ziemię, tępo wpatrując się w jeden punkt, próbując przyswoić informację. Oczekiwał momentu, w którym dziewczyna zaśmieje się i powie, że to jakiś chory żart, ale po drugiej stronie była cisza.
- Louis? – zapytała.
Mężczyzna zamykał i otwierał usta; milion myśli przepływało przez jego umysł. Nie potrafił się poruszyć ani jasno myśleć, zupełnie odciął się od rzeczywistości, czując ciężar swojego opadającego na podłogę serca.
- Powiedz coś, błagam – szepnęła rozpaczliwym tonem, ale Louis jakby jej nie słyszał. Słowa przelatywały gdzieś obok niego, tylko delikatnie zahaczając o jego słuch. Telefon wypadł z jego dłoni i z hukiem wylądował na ziemi, kiedy otumaniony strachem wstał ze swoich kolan i trzęsącymi dłońmi włączył telewizję. Skakał po kanałach, by znaleźć jakiekolwiek wiadomości, które potwierdziły słowa kobiety, bądź im zaprzeczyły. Oczywiście, że wolał tę drugą opcję.
- Informacja, która od kilkunastu minut wstrząsa światem. Samolot linii lotniczych British Airways, który leciał do USA rozbił się z niewiadomych póki co przyczyn...
Ponownie upadł na kolana, a przeszywający ból fizyczny, który poczuł był niczym w porównaniu z tym, co działo się w jego wnętrzu. Kręcił rozpaczliwie głową i ciągnął swoje włosy, mając nadzieję na wybudzenie z tego koszmaru. Czuł podwójny rozrywający go od środka ból, a gardło zaciskało mu się odruchowo, kiedy za wszelką cenę starał się powstrzymać łzy.
- Nie! – wrzasnął i zacieśnił palce w swoich włosach pragnąc, aby fizyczne cierpienie choć w połowie ujarzmiło to psychiczne. – Nie, nie, nie!
W jego umyśle pojawiły się obrazy wchodzącego Harryego na pokład, zupełnie niezdającego sobie sprawy z tego, co miało się wydarzyć. Uświadomił sobie, że razem z Harrym miał lecieć również Niall, co uderzyło w niego ze zdwojoną siłą.
- Kurwa!
Bezlitośnie zaczął obwiniać samego siebie. Tłumaczył sobie, że mógłby jakoś go zatrzymać, kiedy w odpowiednim momencie zjawiłby się na lotnisku. Nie wyobrażał sobie zginąć w tej chwili, ale wolał zdecydowanie odejść razem z Harrym niż żyć osamotnionym na tym świecie.
Nie powstrzymywał się przed lejącymi się łzami, pozwalając im swobodnie płynąć w dół jego twarzy, kiedy każda sekunda wreszcie docierała do niego sprawiając, że zaczął przyswajać rzeczywistość. Wszystkie wspomnienia kumulowały się, zapychając jego myśli Harrym, kiedy wspominał każdą chwilę z nim spędzoną. Nie mógł uwierzyć, że chłopak odszedł ze świadomością, iż Louis go zdradził i cholernie bolał go fakt, że nie miał szans na wyjaśnienie całej tej cholernej sytuacji. Oddałby wszystko, aby cofnąć czas; wtedy nie wypuściłby Harryego ze swojego mieszkania, dopóki nie wytłumaczyłby mu całego nieporozumienia. Był wtedy sparaliżowany i nie potrafił jasno myśleć, bo wiadomość, którą otrzymał zszokowała go tak samo jak Harryego. Tylko, że Louis wiedział, że to jakieś chore nieporozumienie, a Styles niestety uwierzył w to gówno.
Otarł łzy, by po raz kolejny się rozpłakać. Nie wiedział co miał ze sobą zrobić. Powtarzał tylko Harry Harry Harry i najchętniej zniknąłby z tej podłogi, z tego mieszkania, z tego świata. Chciał nie czuć nic, podczas gdy rozrywająca pustka zjadała go od środka i czuł, jakby zaraz miał zwariować.
Co chwilę słyszał dzwoniący telefon, ale zupełnie to olewał. Nie chciał z nikim w tym momencie rozmawiać i gdyby usłyszał dzwonek do drzwi prawdopodobnie również by nie otworzył. Nie chciał mieć żadnego towarzystwa i wysłuchiwać wszelkich kondolencji. Chciał mieć spokój, by powoli obmyśleć, co dalej ze sobą zrobić.
Kiedy łzy wreszcie ustały, zostawiając po sobie zaschnięte ślady na policzkach i zapewne przekrwione oczy, kiedy siedział bez ruchu na podłodze i kalkulował sens istnienia, do jego drzwi zaczął ktoś się dobijać.
Świetnie.
Nie zaczęło się od kulturalnego pukania czy dzwonienia, ale od razu zaczęło się gwałtowne uderzanie o drewno i natarczywe klikanie w dzwonek. Kilkukrotnie została poruszona klamka i gdyby jego drzwi nie były zakluczone, ktoś z łatwością już by się tu dostał.
- Co do kurwy – wyjęczał i na drżących nogach wstał, by wyrzucić każdego ktokolwiek by tam stał. Spojrzał po drodze na barek, który wypełniony był alkoholem i przez chwilę zastanawiał się czy nie olać tego kogoś po drugiej stronie i nie upić się, by choć w małym stopniu uśmierzyć ból. Jeszcze przyjdzie na to czas.
Doczłapał się do drzwi, a hałas, który wciąż się wywodził powodował, że chciał jak najszybciej je otworzyć i mieć to za sobą. Wiedząc, jak strasznie wyglądał, przekręcił zamek i uchylił drzwi, a osoba, którą ujrzał była ostatnią, którą spodziewał się ujrzeć. Jego serce stanęło, łzy ponownie utworzyły sobie drogę w dół jego policzków, nogi się ugięły i gdyby nie oparł się o ścianę, prawdopodobnie upadłby na ziemię.
- H...Harry?
٭٭٭
dwie godziny wcześniej
Harry zaczynał mieć cholerne wątpliwości. Coraz bardziej dostrzegał błąd, który popełnił, ale już teraz nie było odwrotu. W pewnym sensie żałował swojej pochopności i tego, że nie dał Louisowi czasu na przedstawienie swojej wersji wydarzeń. Nie mówił o tym Niallowi, bo wiedział, że usłyszałby typowe ,,a nie mówiłem?" z małym dodatkiem ,,ty mały chujku".
- Ekscytujesz się? – zapytał Niall, gdy siedzieli obok siebie na lotnisku, zahaczając przed wylotem o mały obiad.
- Cieszyłbym się bardziej, gdyby... – urwał Harry, patrząc w dół na swoje jedzenie.
- Gdyby Louis tu był? – dokończył, patrząc na niego wymownie. – Nie bój się do tego przyznać. Promieniuje od ciebie tęsknotą i cholernymi wyrzutami sumienia na kilkadziesiąt kilometrów.
Harry zerknął na przyjaciela i poczuł się jeszcze gorzej. Czuł ciężar na sercu i bałagan w głowie, nie mogąc pojąć jak bardzo zapatrzony był w swoje przekonania. Tęsknił na szatynem cholernie i świadomość, że dystans między nimi miał w niedługim czasie znacznie się powiększyć sprawiał, że odechciewało mu się tych całych mistrzostw i prowadzenia jakichkolwiek walk. Chciał spokoju przy ciele Louisa, ale nie był pewny czy po tak długim czasie chłopak byłby w stanie go wysłuchać.
Myślał, że gorzej być nie może, ale zrozumiał jak bardzo się przeliczył, kiedy ujrzał biegnącego w jego stronę Jeremyego.
- Co on tu... – zaczął Niall, uprzedzając tym samym Harryego.
- Boże. Myślałem, że już nie zdążę – wysapał i ustał nad Harrym.
- Czemu tu jesteś, do cholery? – zapytał ostro Styles, przypominając sobie jak wiele krzywd wyrządził nie tylko jemu, ale również Louisowi. Psuł ich związek na każdym kroku i to, że tu był w niczym nie pomagało.
- Możemy porozmawiać sami? – rzucił błagalnie, utrzymując kontakt wzrokowy z Harrym, a Niall westchnął i zabierając swój obiad poszedł nieco dalej.
- Nie powinienem cię nawet słuchać – westchnął Harry, wywracając oczami.
- Przepraszam – rzucił i usiadł naprzeciwko bruneta, patrząc na niego wyczekująco. – Musiałem to zrobić.
Harry otworzył swoje usta, ale zamknął je po chwili, analizując jego słowa. Co zrobić?
- Jak się czujesz? – zapytał po chwili.
- O co dokładnie pytasz?
- O mistrzostwa, o Louisa... – Jeremy wzruszył ramionami i uciekł oczami przed wzrokiem Harryego. Stukał palcami o blat stolika i wyczekiwał na odpowiedź bruneta. Styles potrafił rozpoznać ten gest, który symbolizował to, jak bardzo Jeremy był zestresowany. – Wiesz... nie ma go przy tobie i...
- Czekam właśnie na niego – skłamał. Wiedział, że w żaden magiczny sposób chłopak nie zjawi się na lotnisku, jednak chciał w to wierzyć.
Jeremy momentalnie uniósł swój wzrok, krzyżując swoje oczy z tymi Harryego. Otworzył usta i zaczął szukać słów, kiedy poruszał swoimi wargami.
- Pogodziliście się już? – wykrztusił, a jego dłonie zaczęły się trząść. Harry patrzył na ten atak z lekkim szokiem, marszcząc przy tym brwi.
- Skąd wiesz, że... – przerwał i nagle go olśniło. – To ty wysłałeś do niego tę wiadomość! – wstał, uderzając dłońmi o stolik. Jak mógł być tak ślepy i nie pojąć tego od razu? Fala wyrzutów sumienia znów rozpłynęło się po każdym milimetrze jego ciała.
- Nie wysłałem! – bronił się Jeremy, także wstając. Za wszelką cenę próbował podejść do Harryego i chwycić jego ramiona, by w jakiś sposób zawładnąć nad jego ciałem i przysunąć do siebie, ale brunet nie pozwolił na to, z całej swojej siły odpychając go od siebie. Pełnym nienawiści wzrokiem obrzucał jego sylwetkę, kiedy Jeremy odzyskiwał równowagę. – Musisz zrozumieć, że ja jestem jedynym słusznym partnerem dla ciebie – dodał żałośnie, przyodziewając błagalny wyraz twarzy.
- Kiedy wreszcie przestaniesz wpieprzać się do mojego życia? Mam tego dosyć, rozumiesz? Myślałeś, że jak wplączesz Louisa w to gówno, to do ciebie wrócę? Módl się, żeby mi wybaczył – wykrzyczał Harry, ponownie go popychając i poczuł, jak ręce innej osoby starały się go unieruchomić. – Będę starał się o sądowy zakaz zbliżania się do mnie i do Louisa! Nie zniszczysz już więcej tego, co razem z nim zbudowałem. To koniec. Tym razem definitywny.
Niall ustał między nimi i patrzył ze współczuciem na swojego przyjaciela. Rzadko widywał Harryego w tak rozwścieczonym stanie i musiał przyznać, że biła od niego siła jak z ringu. Gdyby tylko Harry uruchomił swoją waleczną stronę, Jeremy z łatwością mógłby od niego oberwać.
- Harry, nie możesz mi tego zrobić – kręcił rozpaczliwie głową. Starał się zmniejszyć dystans, jednak Niall przytrzymał go miejscu nie pozwalając mu na to. – Umieram bez ciebie!
- Idź już – powiedział brunet i odwrócił się, przecierając twarz dłońmi. Nie mógł dłużej patrzeć na tego człowieka. Ponownie wtargnął do jego życia, próbując zrujnować je po raz drugi.
Niall wyprowadził go i przekazał ochronie, a kiedy wrócił do Harryego przytulił go od razu. Brunet momentalnie pozwolił się objąć, potrzebując tego typu bliskości.
- Błagam. Polećmy innym samolotem. Muszę z nim porozmawiać – wyszeptał słabo Harry, a łzy zaczęły zbierać się kącikach jego oczu.
- Jesteś takim idiotą, Harry – zaśmiał się delikatnie Niall, klepiąc jego policzek. – Mówiłem ci od razu, że Louis by tego nie zrobił.
- Mam nadzieję, że nie jest za późno.
- Dobrze. Ja polecę tym samolotem i jakoś usprawiedliwię to, że zjawisz się później. Ale musisz jeszcze dzisiaj dolecieć, w najgorszym przypadku jutro rano. Zaraz zmienię ci godzinę lotu – odparł Niall, wyciągając swój telefon.
- Zostań ze mną i polecimy razem. Wiesz, że nie lubię sam latać – Harry wydął wargę, a Niall pokręcił głową.
- A Louis?
- Nie wiem, czy będzie chciał w ogóle ze mną rozmawiać...
- Jestem pewien, że sobie wszystko wyjaśnicie, ale w porządku. Zmienię nam obu bilety – uśmiechnął się Niall i tym razem brunet owinął swoje ramiona wokół niego.
٭٭٭
- H...Harry?
Louis z niedowierzaniem wpatrywał się w chłopaka, próbując przyswoić do siebie fakt, że stał przed nim żywy i prawdziwy. Widział go pierwszy raz od trzech dni i mimo, że nic nie zostało wyjaśnione czuł, że wreszcie może oddychać. Harry stał i patrzył na Tomlinsona z dozą niepewności, jakby nie był do końca pewien czy właściwe jest to, że tu był.
- Boże, Harry. Myślałem, że ty... że ty zginąłeś – wyszeptał i nie potrafiąc się powstrzymać podszedł do niego. Musiał go dotknąć, musiał się upewnić, czy stał przed nim prawdziwy. Musnął opuszkami palców jego rozgrzanych policzków i z łatwością mógł ujrzeć wymalowaną skruchę w jego zielonych oczach.
- Louis... Tak bardzo cię przepraszam – Harry chwycił dłonie szatyna w swoje i odsunął od swojej twarzy, nieco je ściskając. Pragnął, aby ten gest pomógł mu w utwierdzeniu jak bardzo żałował swojego zachowania.
- Nie masz za co, kochanie – powiedział i pociągnął go do środka, by zamknąć drzwi.
- Mam. Proszę, nie udawaj, że nic się nie stało. Nie dałem ci możliwości mówienia, od razu oskarżając cię o najgorsze. Przepraszam, nie za wiele wtedy myślałem – odparł szczerze i zdziwił się, kiedy Louis zaczął kręcić głową.
- Zaraz – przerwał. – Co się stało, że nie poleciałeś?
Tomlinson nadal walczył o to, aby zrozumieć, że Harry rzeczywiście tu z nim był. Dostał kolejną szansę od losu i nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. To było jak piękny sen, który otrzymał za to, że wcześniej przeżywał koszmar.
- W ostatniej chwili zrozumiałem, że nie skrzywdziłbyś mnie w ten sposób. Wiem, że i tak późno...
- A Niall? – spytał niepewnie, bojąc się odpowiedzi.
- Na szczęście również nim nie poleciał.
Louis nie potrafił zrobić nic innego, jak tylko rzucić się na Harryego i po prostu trwać w mocnym uścisku, który coraz bardziej utwierdzał go o autentyczności tej chwili. Głaskał jego włosy, co chwilę przeczesując je palcami, dotykał jego policzków, pocałował kilkakrotnie w nos i złożył krótkie całusy na powiekach. Kochał go tak bardzo i nieważny był błąd Harryego, kiedy właśnie go odzyskał.
- Musimy nauczyć się rozmawiać – powiedział tylko, a Harry momentalnie pokiwał głową.
- Wiem. Już nigdy nie popełnię tego samego błędu – zasygnalizował. – Przepraszam, że...
- Nie przepraszaj już – zaśmiał się Louis.
- Daj mi dokończyć, to przestanę – zagryzł wargę, a szatyn pocałował jego dłoń, głęboko patrząc w jego oczy. Nie potrzebował jakichkolwiek słów skruchy od Harryego, jednak zgodził się ich wysłuchać, aby chłopak poczuł się lepiej, ponieważ wiedział, że ta sytuacja bardzo na nim ciążyła.
- Przepraszam, że musiałeś przechodzić przeze mnie przez to wszystko. Przez ostatnie kilkanaście minut żyłeś w świadomości, że zginąłem. Los dał nam drugą szansę i wierzę, że jeśli mielibyśmy zginąć w tym samolocie, to razem. Tymczasem proszę, żebyś wybaczył mi ten mój okropny błąd... Pojawienie się Jeremyego na lotnisku dało mi dodatkowego kopniaka, żebym zebrał się w końcu i do ciebie przyjechał...
- Jeremy był na lotnisku? – zmarszczył brwi.
Harry opowiedział Louisowi o swoim zamiarze doniesienia na Jeremyego z powodu nękania. Obaj ustalili, że zajmą się tym jak najszybciej, aby wreszcie zakończyć to toczące się koło. Zgodnie stwierdzili, że mężczyzna był główną przyczyną problemów i nieporozumień w ich życiu, więc po załatwieniu tej całej sprawy powinno być łatwiej.
- Polecisz ze mną, prawda? – zapytał niepewnie Harry, kiedy postanowili przejść do kuchni. Louis poczuł się słabo, prawdopodobnie z nadmiaru emocji, ale również z odwodnienia i braku wystraczającej ilości jedzenia w ciągu ostatnich dni. Styles nakazał mu usiąść i przyrządził coś szybkiego ze składników, które znalazł w lodówce.
- Lecisz jutro czy jeszcze dzisiaj? – dopytał Louis, wpatrując się w Harryego, który oparty był o blat kuchenny. Wyglądał pięknie, kiedy zagryzał swoje wargi, oczekując odpowiedzi i całą swoją uwagę skupiał na Louisie.
- Jutro rano.
- Oczywiście, że polecę, tylko...
- Masz już bilet – uśmiechnął się Harry i ruszył w stronę Louisa, kucając przed nim. Oparł się łokciami o kolana szatyna i patrzył na niego z dołu, napawając się widokiem długim rzęs opadających na policzki.
- Nie mam wyboru w takim razie – westchnął teatralnie i poprowadził Harryego tak, że znajdował się teraz na jego kolanach. Na moment zastygli, patrząc w swoje oczy, szukając siebie nawzajem, przepraszając i dziękując za wszystko. Louis znów mógł poczuć gładkość skóry Harryego pod swoimi palcami; miękkość włosów, kiedy zakładał je mężczyźnie za ucho. Każda chwila płynęła wolno, pozwalając im dostatecznie długo nacieszyć się odzyskaniem siebie.
- Kocham cię – wyszeptał Harry naprzeciwko ust Louisa. – Zajmij się mną do końca mojego życia.
*****
Koniec!
Postanowiłam Was nie torturować i już dziś dodać ostatnią część opowiadania ♥
Przyznam, że patrząc z perspektywy czasu, zmieniłabym wiele rzeczy w tym ff. Jednak jest to pierwsze fanfiction o Harrym i Louisie, które udało mi się skończyć i zawsze będę mieć do niego sentyment.
PODZIĘKOWANIA dla wszystkich, którzy dotrwali do końca; dziękuję za komentarze, gwiazdki, wyświetlenia. Juz niedługo wybije 1000 wyświetleń (mam nadzieję, haha xd), jest ponad 200 gwiazdek, za co ogromnie dziękuję!
Opowiadanie ma ok. 43k słów, co jest dość krótkim opowiadaniem, ale mam nadzieję, że w przyszłości uda mi się napisać o wiele dłuższe ff.
Nie przedłużam, KOCHAM BARDZO, i dziękuję raz jeszcze! ♥
∞
There are no comments yet. Log in to be the first to leave a review!

![Dust Bones [Harry Styles]](https://fanficsread.net/media/fs-stories-1/1198/conversions/a640cdb809d084e5d20475eedbf3c663.jpg)



