21. Absence Makes The Heart Grow Fonder
21:42, 24 October 2019Od dwóch dni Louis nie potrafił znaleźć sobie miejsca. Teoretycznie wziął sobie wolne na wyjazd z Harrym do USA, a wykorzystywał je na przeżywanie swojego załamania. Szczerze wątpił, że wytrwałby w pracy i był pewien, że wziąłby urlop na żądanie.
Milion myśli kumulowało mu się w głowie, kiedy przechodził z kąta w kąt w swoim mieszkaniu, aż przez przypadek wylądował u Zayna. Mężczyzna skontaktował się z nim zaraz po wyjściu Harryego i obiecał, że zjawi się w przeciągu kilkunastu minut – co rzeczywiście było prawdą – i zabrał go do siebie. Po opowiedzeniu całej historii, zasnął na ramieniu Zayna, a obudził się w środku nocy, zupełnie nieświadomy mokrych śladów pod jego oczami. Nie potrafił zmrużyć oczu do samego wschodu słońca, a to powodowało, że skupiał się wyłączenie na myślach kto mógłby chcieć im zaszkodzić. Jedynie kto przychodził mu na myśl to Jeremy i będąc o zdrowych zmysłach zapewne już w środku nocy pojawiłby się u niego – gdyby tylko wiedział, gdzie mieszka – ale był zupełnie wypruty z emocji i zwyczajnie w świecie nie miał na to siły.
Louis wiedział, że był niewinny – kochał Harryego i nawet kiedy Arthur się do niego przystawiał i miał łatwą okazję do pieprzenia, olał to zupełnie (co kiedyś prawdopodobnie by wykorzystał). Nie potrafiłby dotknąć nikogo innego, chciał tylko Harryego, był w pełni mu oddany i za każdych razem czuł kłucie w klatce, bo Harry mu nie ufał. I choć ogromnie bolał go ten fakt, próbował tłumaczyć sobie, że w przeszłości chłopak został w taki sposób raniony wielokrotnie. Jednak to była inna sytuacja. Louis ani nie był naćpany, ani do cholery nikogo nie tknął, tak jak to robił Jeremy. I teraz nie miał żadnych wątpliwości, że to była sprawka tego chorego człowieka, bo w taki sam sposób wszystko zostało rozegrane. Złość narastała w nim z każdą chwilą i, kiedy myślał, że to się już nie stanie, nabrał ochoty na wyjście z mieszkania Zayna w środku nocy, jednak powstrzymał się i dopiero rano skontaktował się z Danielle, prosząc o znalezienie jakichkolwiek namiarów na Jeremyego. Dla niej nie było to problemem, ponieważ kiedyś pasjonowała się kryminologią i przez pewien czas studiowała, dlatego miała wielu znajomych w tej dziedzinie, którzy z chęcią jej pomogli.
Zjawił się pod podanym adresem i jakież było jego zdziwienie, gdy ujrzał Jeremyego wraz z mężczyzną, którego widział na lotnisku przed jego wylotem. Wtedy go oświeciło, że to był ten sam chłopak, który odebrał Jeremyego po tym jak się pobili pod restauracją.
- To miało zniszczyć was raz na zawsze – rzucił Jeremy, a jego kolega spiorunował go wzrokiem.
- Zapłacisz nam za to – wysyczał Louis, mimo braku motywacji do utrzymywania zawziętego tonu. – Kiedy wreszcie zrozumiesz, że Harry cię nie chce i dasz nam, kurwa, święty spokój?
- Zrobiłem, co zamierzałem – wzruszył ramionami. – Harry ci już nie ufa. Z łatwością zajmę twoje miejsce...
Tomlinson nie potrafił stać w miejscu i obserwować jak głupi uśmiech tworzył się na twarzy Jeremyego. Rzucił się w jego stronę, a jego pięść prawie zetknęła się z policzkiem tego kutasa, gdyby nie jego przyjaciel, który ustał między nimi, tworząc barierę.
- Kurwa! – splunął szatyn. – Wierzę, że kiedyś dopadnie cię sprawiedliwość – wysyczał i opuścił mieszkanie, nie patrząc za siebie. Adrenalina skakała w jego żyłach, mieszając się z rozpraszającym kłuciem roztargnienia w całym jego ciele.
Niewiele myśląc, po tym wydarzeniu ruszył prosto do mieszkania Harryego. Dobijał się do jego drzwi i błagał o wysłuchanie. Nie był pewien czy chłopak znajdował się w środku, a przez jego umysł przebrnęła myśl, żeby zostać pod drzwiami tak długo, dopóki Harry nie zjawiłby się. Kiedy minęły dwie godziny, a zdziwieni ludzie mijali go na klatce schodowej, poddał się i wrócił do swojego pustego, szarego, nic nie znaczącego domu.
٭٭٭
Kolejny dźwięk poczty głosowej.
Miał zamiar ponownie błagać go o wysłuchanie, jeśliby odebrał.
Nie odbierał.
Niall również. Louis domyślał się, że brunet stanie za swoim przyjacielem i dokumentnie się nie dziwił, tylko, do cholery, czemu nikt nie chciał go najpierw wysłuchać?
- Odciął się zupełnie. Rozumiesz? Kurwa, nawet nic nie zdążyłem powiedzieć – narzekał Louis, kiedy Zayn odwoził go do jego mieszkania. Jak łatwo można uwierzyć głupiej wiadomości tekstowej bez nadawcy, niż człowiekowi, którego teoretycznie się kocha? Szatyn im dłużej o tym myślał, zatapiał się w bólu i szukaniu momentu, w którym obaj popełnili błąd. Przeświadczenie, że zbyt szybko zaczęli posuwać swój związek wprzód ciążyło na nim i rzucało zupełnie nowe światło na całokształt sytuacji.
- Nie rób nic głupiego – powiedział Zayn, kiedy zatrzymał samochód pod mieszkaniem Louisa. – Idź od razu do łóżka – pouczał, jakby miał do czynienia z małym dzieckiem.
- Taa. Jasne – przytaknął automatycznie i żegnając się z przyjacielem opuścił wnętrze pojazdu. W jego głowie narodziła się myśl, aby zamówić taksówkę i ruszyć na lotnisko, skąd zaraz miał odlatywać Harry na mistrzostwa. Mógłby zmusić go w jakiś sposób do wysłuchania i razem spędzić ten ogromnie ważny dla Stylesa czas.
Zatrzymał się przed drzwiami analizując każdy aspekt. Był wyczerpany, bolało go serce, pragnął pogrążyć się w pustce i nie czuć nic, ale kto inny mógł go naprawić jak nie Harry?
Cholera, dziesięć minut.
Nie zdążyłby nawet dojechać na lotnisko. Uderzył się w czoło, obwiniając się, dlaczego nie wpadł na to wcześniej. Mógł teraz siedzieć z Harrym w samolocie, gdyby ten tylko zechciał go wysłuchać.
- Powinienem sobie, kurwa, darować – warknął do siebie i rzucił się na kanapę.
٭٭٭
- Źle robisz, stary – Niall pokręcił głową, kiedy Styles opowiedział mu całą historię. Zdziwił się, gdy o trzeciej w nocy zastał bruneta dzwoniącego do jego drzwi z oczami mokrymi od łez.
- Dzięki Niall, twoje słowa naprawdę mi pomogły – odpowiedział sarkastycznie Harry, wywracając oczami.
- Liczyłeś na szczerość i moje prawdziwe zdanie. Oto jest – wzruszył ramionami, a Harry utrzymał z nim dłuższy kontakt wzrokowy, próbując zanalizować jego słowa.
- Dostałem jasny dowód na to, że mnie zdradził – rzucił łamiącym się głosem. W jego głowie pojawił się obraz bezradnego Louisa próbującego za wszelką cenę zatrzymać go w swoim mieszkaniu. Działał pod wpływem silnych emocji; przeczytanie tej wiadomości podziałało na niego jak czerwona płachta na byka. Nie potrafił wysłuchać żadnych tłumaczeń, a scena sprzed kilku lat pojawiła się w jego umyśle. Nie chciał porównywać Louisa do Jeremyego, ale podobieństwo tych sytuacji go osłabiało i sprawiało, że był skłonny w to uwierzyć.
- Dla mnie to nie jest oczywisty dowód – zaprzeczył Niall, kręcąc głową. – Śmierdzi mi tu jakimś cholernym wkrętem. Nie wiem czemu tego nie dostrzegasz, Styles.
- Proszę, nie odbieraj od niego telefonów – powiedział cicho, pomijając wcześniejszą wypowiedź Nialla.
- Jesteś pewien, że nie chcesz z nim porozmawiać jeszcze przed mistrzostwami? Wiesz, że musicie to obgadać? – pytał Niall w bardzo delikatny sposób, gdyż wiedział w jak bardzo chwiejnym stanie emocjonalnym jest Harry.
- Nie chcę – uciął. – Nie chcę go widzieć – wstrząsnął głową, gdyż w jego myślach zaczęły pojawiać się obrazy Louisa dobrze bawiącego się z innymi mężczyznami. W jego uszach pojawił się nagle ten niewyraźny głos, który wołał jego imię, gdy rozmawiał z Louisem w trakcie imprezy. Tracił zmysły i musiał wyjść na balkon, żeby choć w małym stopniu zaczerpnąć świeżego powietrza.
٭٭٭
Gdzieś w oddali słychać było dzwoniący telefon i dopiero wtedy Louis zdał sobie sprawę, że w pewnym momencie udało mu się zasnąć. Nie pamiętał momentu, w którym zamknął powieki i kiedy się przebudził, czuł się znacznie gorzej niż przedtem.
Z wpół otwartymi oczami odszukał wibrującego urządzenia i odebrał od razu, kiedy zobaczył imię Danielle na wyświetlaczu.
- Halo?
- Gdzie jesteś? – zapytała od razu.
- U siebie w mieszkaniu, a gdzie mam być? – rzucił lekko zrzędliwym głosem i po chwili tego pożałował, gdyż nie było w jego naturze przerzucanie swoich złych emocji na osoby trzecie, ale był jeszcze w amoku sennym i działo się to automatycznie.
- Słyszałeś? – zapytała cichym głosem.
- O czym?
Usłyszał ciche westchnięcie i kilkukrotne nabranie powietrza tylko po to, by po chwili wypuścić je z drżącym świstem. Zmarszczył brwi na długą przerwę i miał zamiar pospieszyć Danielle, ale po chwili odezwała się niepewnie.
- Czy Harry poleciał na swoją walkę?
- Tak – przytaknął, zerkając na zegarek. – Godzinę temu miał swój samolot – odpowiedział i czekał, aż dziewczyna znów zabierze głos. Wyszeptała tylko „o mój Boże" i Louis zaczął się stresować, gdyż dziwne i niecodzienne zachowanie Danielle wprawiało go w niemały mętlik. – Wszystko dobrze? Czemu brzmisz tak dziwnie?
Tomlinson odczuwał na odległość nieswoją postawę dziewczyny. Potrafił poznać, kiedy miała jakiś problem i w tej chwili ewidentnie działo się coś niedobrego.
- Louis – wyszeptała. – Samolot, którym prawdopodobnie leciał Harry miał katastrofę lotniczą.
There are no comments yet. Log in to be the first to leave a review!

![Dust Bones [Harry Styles]](https://fanficsread.net/media/fs-stories-1/1198/conversions/a640cdb809d084e5d20475eedbf3c663.jpg)



