Fanfics

10. Attack Of The Past

17:11, 9 September 2019

Harry przebudził się przez promienie słoneczne, które przedzierały się przez okno. Zapomniał zasłonić poprzedniej nocy rolet, a to przypomniało mu o tym, że nie zasypiał sam. Teraz jednak obok niego nikogo nie było, ale ujrzał na wczorajszym miejscu Louisa małą karteczkę.

„Musiałem wyjść do pracy, a nie chciałem cię budzić. Daj znać, jak wstaniesz x"

Harry mimowolnie uśmiechnął się i biorąc do ręki telefon napisał mężczyźnie, że wstał i życzył mu dobrego dnia.

Wspominając ostatnią noc nie potrafił się nie rozpromienić. Uznał, że od bardzo dawna nie czuł się tak dobrze, jak w ramionach Louisa. I chociaż Harry widząc pierwszy raz szatyna przy barze, będącego w garniturze, nie spodziewał się takiego obrotu spraw, nie zmieniłby niczego. Nigdy nie przypuszczał, że będzie utrzymywał dłuższy kontakt, niż jedną noc z osobą, która od pierwszego wejrzenia mu się spodobała. Zdecydowanie uwielbiał to.

Przygotowując poranną kawę wszedł na stronkę, która była prowadzona przez fanów boksu i czytał o aktualnościach z wczorajszych walk. Przeczytał o swojej wygranej, o tym, że „były chłopak Harryego – Jeremy – ponownie był widziany na jego walce!". Wszedł w komentarze i czytał opinie ludzi, którzy bronili Harryego, ale też znaleźli się tacy, którzy pisali, że:

„Trochę nie dziwię się Jeremyemu. Jakbym nadal czuł coś do swojego byłego chłopaka, oczywiście, że przebywałbym tam, gdzie on. Próbowałbym go zdobyć od początku. Jeremy jest zapewne zazdrosny, że Harry zaczął spotykać się z nowym kolesiem."

Harry nie chciał być ponownie odzyskiwany przez Jeremyego. Nie był na to gotowy, już dawno zapomniał o bólu, jaki przynosił mu chłopak.

Przeczytał odpowiedź na poprzednią wiadomość:

„Pierdolisz głupoty. Można się starać, ale kiedy jest na to odpowiedni czas. Jeremy musiał być nieźle pojebany, skoro wtedy, kiedy miał szansę zawalczyć o Harryego, kiedy byli jeszcze w związku nie wykorzystał jej. Teraz niech się jebie i zostawi go w spokoju. Kibicuję Harryemu i jego nowemu chłopakowi!"

Styles uśmiechnął się mimowolnie i przeszedł do kolejnego postu, który był dość krótki:

ślicznychłopiectops vs harrytops 

Bez wahania wszedł w komentarze; opinie były bardzo wyrównane, a niektórzy pisali, że Harry ma sylwetkę top, ale po sposobie chodzenia drugiego mężczyzny stwierdzam, że to on jest na górze.

Zaśmiał się. Nie wierzył, że ludzie zastanawiają się nad takimi rzeczami i prowadzą spekulacje, kłócąc się w komentarzach.

Zabrzmiał dzwonek do drzwi, a idąc by je otworzyć, nie spodziewał się, że dobry humor z rana zniknie tak szybko, jak się pojawił.

٭٭٭

Harry drętwo wpatrywał się w Jeremyego, gotów zamknąć drzwi, jednak on wszedł do środka bez słowa przywitania.

- Spędził u ciebie całą noc? – zapytał i rozejrzał się wokół. Harry czuł jak z każdą sekundą były chłopak odcinał go od oddechu. Czuł się osaczony tak bardzo, że nie zamknął drzwi, a jedynie odwrócił się w stronę mężczyzny.

- To nie twoja sprawa. Jeremy, proszę. Daj mi spokój – powiedział z opanowaniem w głosie. Musiał być łagodny; wspominając ich przeszłość wiedział, że tylko w taki sposób dojdą do porozumienia. Pominął również fakt, że musiał obserwować jego mieszkanie przez całą noc, skoro wiedział, że ktoś tu był.

- Wyszedłem. Jestem zdrowy i wróciłem, by cię odzyskać – nalegał. – Spotkajmy się, proszę. Porozmawiamy o wszystkim, nadrobimy stracony czas.

Harry nie wierzył w żadne jego słowo, a błagalny wyraz twarzy jaki malował się u mężczyzny nie działał na niego jak dawniej. Nie potrafił ujrzeć z nim przyszłości – nie do końca dlatego, że w jego życiu pojawił się Louis – już dawno wyzbył się uczucia do tego mężczyzny i nigdy nie chciał do niego wracać.

- Nie mogę tego zrobić – pokręcił głową Harry i odsunął się, kiedy Jeremy zrobił krok w jego stronę.

- Chodzi o niego? Nie dowie się – zapewnił szybko.

Bijąca od niego desperacja i widoczny szał w oczach zaczął przerażać Harryego. Wiedział, że dałby radę fizycznie się obronić, ale martwił się o to, że Jeremy wywrze na nim psychiczną presję i zacznie prosić o pomoc, której już kiedyś brunet próbował mu udzielić.

- Chodzi o to, że wszystko skończone. Nie mamy do czego wracać. Musisz ułożyć sobie życie z kimś innym, Jeremy – westchnął Harry i unikał jego wzroku. Drzwi nadal były otwarte, a brunet nadal naiwnie wierzył, że jego były mężczyzna opuści je po jego słowach.

- Nie chcę nikogo innego – zaprzeczył żałośnie i upadł przed Harrym na kolana, który patrzył na niego zdumiony, lecz nie odsunął się. Czuł, jakby cały jego organizm opanował paraliż uniemożliwiający funkcjonowanie. – Dajmy sobie szansę, a wszystko naprawię. Obiecuję – przytulił się do ud Harryego, a chłopak westchnął, nie mając pojęcia co robić dalej.

٭٭٭

- Mam ochotę wyrwać się z pracy i jechać do Harryego, by tak po prostu go zobaczyć. Myślisz, że to dobry pomysł?

Louis wiedział, że brzmiał jak nastolatek, który godzinę temu widział się z chłopakiem i zdążył za nim zatęsknić. Ale tak właśnie się czuł i nie potrafił się hamować, poważnie zastanawiając się, czy nie wziąć urlopu na żądanie.

- Myślę, że zwariowałeś – Danielle zaśmiała się. – Co Harry z tobą zrobił? Zadzwoń do niego i się umówcie. Ale po pracy – wskazała na niego palcem.

Po skończonym lunchu, Louis sięgnął po telefon i wybrał numer Harryego. Czekał kilka sygnałów, a kiedy wreszcie usłyszał dźwięk rozpoczęcia rozmowy, do jego uszu początkowo trafił szmer, a potem mało wyraźny głos chłopaka.

- Harry? – szatyn zmarszczył brwi.

- Słucham cię – odpowiedział szybko.

- Dzwonię, żeby zapytać, czy wyjdziemy gdzieś dzisiaj – Louis podrapał się po karku, mając nadzieję, że brunet przyjmie jego zaproszenie. Liczył się jednak z tym, że Harry mógłby mu odmówić ze względu na brak czasu, lub jakiegokolwiek innego powodu.

- Mam dzisiaj trening, a po treningu spotkanie z dietetykiem.

Louis kiwnął automatycznie głową, zapominając, że Harry nie był w stanie go zobaczyć. Coś dziwnego było w głosie Harryego, a szatyn zaczął zastanawiać się czy było to spowodowane wczorajszą nocą.

- Harry, czy wszystko w porządku?

Usłyszał westchnienie po drugiej stronie.

- Harry...

- Wszystko okej. Muszę się zbierać na trening. Odezwę się później.

Louis spodziewał się zakończenia połączenia, ale nie usłyszał tego dźwięku. Połączenie nadal trwało, a chęć wyjścia z pracy potęgowała się w nim z każdą sekundą.

- Dobrze, w takim razie do zobaczenia – odpowiedział, a połączenie zostało urwane.

٭٭٭

Harry wypuścił długi, drżący oddech i przymknął na chwilę oczy. Żałował, że nie mógł powiedzieć Louisowi o zaistniałej sytuacji, ale w pokoju obok znajdował się Jeremy i prawdopodobnie wszystko słyszał. Nie chciał również obarczać szatyna swoimi problemami – już i tak dużo opowiedział mu o swoim byłym chłopaku.

Wszedł do salonu i zobaczył Jeremyego siedzącego na kanapie; tam, gdzie wczoraj wraz z Louisem było mu tak cudownie, gdy oboje obdarowywali siebie niesamowitą czułością.

- Mam trening – powiedział i odłożył telefon na szafkę, a Jeremy śledził każdy jego ruch.

- Odwiozę cię – uśmiechnął się i wstał.

- Nie trzeba – pokręcił głową Harry. – Pojadę swoim samochodem. Muszę wstąpić do Nialla i lepiej byłoby, gdybyś już poszedł.

Wszedł ponownie do swojej sypialni, chowając potrzebne rzeczy do torby. Był wdzięczny losowi, że miał okazję, aby wyjść z mieszkania i nie przebywać dłużej z Jeremym.

Kiedy mężczyzna upadł przed nim na kolana, przez chwilę Harryego ogarnęło poczucie winy, że nie może pomóc Jeremyemu, ale szybko oprzytomniał i wiedział, że w przeszłości zrobił bardzo wiele, aby mu pomóc, jednak on z tego nie skorzystał. Nie mógł pozwolić na to, aby znów wszedł do jego życia i zdeptał to, co zaczęło rosnąć.

Kiedy opuścił sypialnię ujrzał Jeremyego, który jakby w pośpiechu chował swój telefon do kieszeni spodni, a potem spojrzał na Harryego szybko przyodziewając na swoją twarz uśmiech.

- Wiesz, że nie odpuszczę sobie ciebie tak łatwo?

Styles patrzył na Jeremyego uważnie, gotów by rzucić się w stronę drzwi, kiedy ten zaczął powolnym krokiem do niego podchodzić.

- Odpuściłeś już dawno, kiedy po raz pierwszy mnie zdradziłeś – nie silił się na łagodny ton. Chciał skończyć tę rozmowę, która nie prowadziła do niczego sensownego.

- Ile razy mi to jeszcze wypomnisz? – chciał uchwycić rękę Harryego, jednak on w porę odsunął się.

- Nie musiałbyś tego słuchać, gdybyś przestał mnie nachodzić – rzucił brunet, nie patrząc w jego stronę.

- Każdy ból jaki mi teraz zadajesz jest wart widzenia ciebie.

- Ból, który ci zadaję? – zakpił Harry. – Jeremy, powiedz, że żartujesz. To ty przez cały czas mnie krzywdziłeś. Przez miesiące starałem się ci pomóc, ale ty tylko potrafiłeś ćpać, zdradzać i nic więcej.

- Nie ćpałbym, gdybyś mnie nie zostawiał w chwilach, w których najbardziej cię potrzebowałem. A zdrada...

- Nie będę do tego wracać. Wyjdź, proszę.

Harry odsunął się nieco i ustał bokiem do Jeremyego, żeby jasno dać mu do zrozumienia, że dłużej nie chce przebywać w jego towarzystwie. Walka ze wspomnieniami na nowo rozpoczęła się w jego głowie. Nie wierzył, że sprawca tego całego bólu stał przed nim i próbował zadeklarować naprawę.

- Harry, przepraszam. Ja...

- Nie. Wyjdź.

Wzrokiem sunął po podłodze, nie chcąc patrzeć w te niebieskie tęczówki, w których kiedyś widział ten wspaniały blask. Teraz przyćmiła je obojętność, złość i narkotyki, które Harry dokładnie wyczuł. Znał go na tyle, że potrafił stwierdzić, kiedy był pod ich wpływem.

- On nie może cię mieć – powiedział cicho i zaczął kręcić obsesyjnie głową. Brunet widział go kątem oka, nie mając odwagi spojrzeć na niego wprost. Jeremy stał przez chwilę wpatrując się w profil Harryego, a po chwili skierował się do wyjścia i trzasnął z impetem drzwiami.

٭٭٭

Louis zaglądał co chwilę do swojego telefonu. Harry obiecał mu, że odezwie się później, jednak dochodziła godzina dwudziesta druga, a on nie dostał od niego żadnej wiadomości. Był załamany i przekonany, że poprzednia noc spowodowała brak odzewu ze strony Stylesa. Popijając wino i paląc kolejną już paczkę papierosów, przez jego głowę przelatywały myśli, co takiego mógł zrobić, że Harry zaczął go unikać i brzmieć tak dziwnie i obco podczas ich rozmowy.

Miał w planach odezwać się do Zayna bądź Liama, ale oboje spędzali dzisiejszy wieczór razem, więc nie chciał im przeszkadzać. Od jakiegoś czasu zaczęli spotykać się tylko we dwójkę i Louis zastanawiał się czy jest tak słabym przyjacielem, bo nie miał dla nich czasu, czy chcieli pobyć po prostu sami. Zakodował sobie w głowie, aby dopytać ich o to i ewentualnie podroczyć się lekko na temat bezpiecznego seksu.

Kiedy sięgał po kolejnego papierosa, w jego mieszkaniu rozległ się dzwonek do drzwi. Było dość późno i jedynie kto przyszedł mu na myśl, to jego przyjaciele, którzy postanowili go odwiedzić. Lekko chwiejnym krokiem ruszył, by otworzyć, w dłoni nadal trzymając niezapalonego papierosa. Bardzo się zdziwił, kiedy jego oczom ukazał się Harry.

- Co ty tu... jak? – zapytał. Chłopak zmarszczył lekko brwi, kiedy widział Louisa w takim stanie, dodatkowo w całym jego mieszkaniu unosił się papierosowy dym.

- Poprosiłem Nialla, żeby załatwił mi twój adres – wytłumaczył. – Nie jesteś zły?

- Nie, nie – zaprzeczył szybko. – Proszę, wejdź.

Niesamowicie ciepło zrobiło mu się na myśl, że Harry pofatygował się, aby otrzymać jego adres. Przyszedł dosyć późno, jednak Louis bardzo się ekscytował, ponieważ mimo ciężkiego dnia – a zapewne taki on był – chłopak miał jeszcze ochotę, by pojawić się u Tomlinsona.

- Przepraszam cię za ten dym – machnął ręką w powietrzu i od razu podszedł do okna, by je otworzyć. W tym czasie Harry rozglądał się wokół, ale również patrzył uważnie na Louisa, by potem usiąść na kanapie.

- Wszystko w porządku? – zapytał brunet niskim, lekko zachrypniętym głosem.

- Powinienem zapytać o to samo – Louis spojrzał w zielone oczy Harryego, lecz mężczyzna po chwili spuścił wzrok i wbił go w swoje kolana. – Napijesz się czegoś?

Harry pokręcił głową, a jego oczy ponownie skupiły się na twarzy szatyna.

- Usiądź, proszę.

Louis przytaknął i przysiadł przy Harrym. Ogarnęło go dziwne zdenerwowanie, ponieważ wyczuł je również u bruneta. Jakby to, co czuł Styles promieniowało do jego własnego ciała.

- Harry, jeśli wczoraj...

- Nie, Lou. Nie chodzi o wczoraj – zaprzeczył szybko. Szatyn poczuł niewielką ulgę, jednak miał świadomość, że Harry wciąż nie wyjaśnił mu powodu jego dziwnego zachowania. – Wczoraj było cudownie i dziękuję ci za to.

Louis uśmiechnął się na te słowa. Przez cały dzień dopuszczał do siebie myśl, że Harry po wspólnie spędzonej nocy nie będzie się z nim kontaktował, tym bardziej nie pofatyguje się, żeby pojawić się w mieszkaniu Tomlinsona.

- Więc o co chodzi? Tak dziwnie brzmiałeś dziś przez telefon – przyłapał się na tym, że wciąż trzymał niezapalonego papierosa między palcami. Odłożył go, nie chcąc palić przy Harrym.

- Był dziś u mnie Jeremy – powiedział szybko. Szatyn patrzył zawzięcie w bruneta oczekując, że ten przyzna zaraz, iż to jakiś żart.

- Co? Czego chciał?

Louis przypomniał sobie o wszystkim, co powiedział mu Harry o ich przeszłości. Irytował się coraz bardziej, gdy uświadomił sobie, że były chłopak bruneta bezustannie krążył wokół niego. Nienawidził go jeszcze bardziej, bo teraz znał całą jego brudną przeszłość.

- Chciał porozmawiać – wzruszył ramionami.

- Tylko? – powątpiewał Louis. – Nie próbował cię odzyskać czy coś z tych rzeczy?

- Skąd wiesz, że mógłby chcieć to zrobić? – dopytywał Harry.

Cholera. Louis tak jakby się wydał. Westchnął i stwierdził, że to może być idealny moment na powiedzenie Harryemu o tym, że Jeremy naszedł Louisa, gdy ten wychodził z pracy.

- Tak jakby miałem już okazję zamienić z nim kilka słów – przyznał, dokładnie analizując wyraz twarzy Harryego. Wyglądał na skonsternowanego i Louis dokładnie mógł zobaczyć, jak w głowie analizował, kiedy to mogło się wydarzyć.

- Wczoraj z nim rozmawiałeś, prawda? – zapytał z przekonaniem, a szatyn pokręcił głową.

- Pamiętasz, jak byliśmy umówieni w piątek, ale musiałem odmówić, bo zapomniałem o spotkaniu po pracy? – zagadnął, a gdy Harry kiwnął głową, kontynuował. – Właśnie wtedy. Gdy wychodziłem ze spotkania, zatrzymał mnie.

- Co mówił?

- ,,Wziąłeś się za kogoś, kogo nie możesz mieć" i inne pierdoły.

Louis nie lubił wracać do tamtego spotkania. Nienawidził sposobu, w jaki Jeremy był przekonany, że Harry nadal może chcieć z nim coś zbudować ponownie.

- Dlaczego wcześniej mi o tym nie powiedziałeś? – Harry zmarszczył brwi. – Cholera, przepraszam, że z mojego powodu ktoś zakłóca ci spokój.

Mężczyzna zauważył, że Jeremy totalnie oscylował wokół Harryego, jakby zupełnie nie chciał, aby jego życie trwało bez bruneta. To pokazywało, że jego były chłopak był w stanie śledzić każdy krok Stylesa, bądź samego Louisa.

- Bardziej martwi mnie to, że on wciąż nie daje ci spokoju – rzucił Louis, marszcząc brwi. – Miałem ochotę wyrwać się z pracy i do ciebie jechać. Dobrze bym zrobił – dodał, stając się bardziej zdenerwowanym.

- Chciałeś do mnie przyjechać? – zapytał Harry niedowierzająco. Uwielbiał fakt, że Louis chciał zobaczyć go krótko po tym, jak wyszedł rano z jego łóżka.

Tomlinson spojrzał na Harryego, który patrzył na niego sarnimi oczami i, oh Boże, uwielbiał go takiego. Kochał sposób w jaki Harry zdawał się fascynować na ogół małą rzeczą. To było dla Louisa cenne – chciał wierzyć, że brunetowi zależało na nim tak samo, jak jemu na Harrym. 

There are no comments yet. Log in to be the first to leave a review!

Similar stories