Fanfics

6. Numb

20:42, 25 August 2019

Louis bardzo się cieszył, że za piętnaście minut miał skończyć pracę i rozpocząć weekend poprzez spotkanie z Harry'm w pubie. Chłopak dziś nie walczył, ale – jak Louis zdążył zauważyć – bardzo zależało mu na tym, aby śledzić rywalizację innych bokserów.

Oparł się o biurko i uśmiechał głupkowato, kiedy przywoływał wspomnienia z wczorajszego wieczoru. Do niczego więcej nie doszło oprócz pocałunku i miał wrażenie, że to zachowanie niezwykle ich zbliżyło. Nie chciał się spieszyć. Czuł, że pierwszy raz zależało mu na czymś więcej niż na seksie.

- Czemu się tak uśmiechasz? – ocknął się, kiedy usłyszał głos Danielle. Był tak pochłonięty myślami, że nie zauważył kiedy weszła.

- Zaraz widzę się z Harrym i...

- Jak to zaraz? A spotkanie? – usiadła na krześle przy jego biurku, opierając się o oparcie.

- O cholera. Zapomniałem o tym – uderzył się w czoło.

Zupełnie wypadło mu z głowy, że od początku tygodnia miał zaplanowane spotkanie po jego godzinach pracy. Wyjął telefon, żeby powiadomić Harryego o jego nieobecności i przeprosić.

W porządku. – odpisał.

Możemy wyjść gdzieś np. jutro? – Louis zapytał mając nadzieję, że ten się zgodzi.

Mam jutro trening. Ale jeśli nie przeszkadza ci na mnie chwilę poczekać, możemy wyjść potem. – Louis uśmiechnął się, a po chwili usłyszał westchnienie. Spojrzał na Danielle, która pokręciła głową i zaśmiała się.

- Musimy już iść – zerknęła na zegarek wstając.

W takim razie do zobaczenia jutro. Wyślij adres :) – napisał szybko i schował telefon do kieszeni kierując się za Danielle w stronę wyjścia.

- Jesteście tacy słodcy – dwoma palcami chwyciła policzek Louisa, a on odepchnął ją delikatnie od siebie, śmiejąc się.

٭٭٭

- Jestem wykończony – westchnął Louis, zwracając się do idącej obok Danielle. Kierowali się w stronę wyjścia po skończonym spotkaniu, które znacznie się przedłużyło.

- Ja też. Mam ochotę wrócić do nich i uświadomić ich jak bardzo zniszczyli mi piątkowy wieczór – odpowiedziała Danielle. – Przepraszam, zniszczyli nam – dodała.

Wyszli na zewnątrz. Słońce zaczęło zachodzić, a wiejący wiatr zaczął robić się coraz chłodniejszy. Louis rozejrzał się dookoła; wielu ludzi mijało ich niespiesznie, kilku siedziało na pobliskich ławkach. Zwrócił również uwagę na mężczyznę stojącego do nich tyłem, prawdopodobnie patrzącego w telefon.

- Wykorzystaj jeszcze ten wieczór – Danielle zwróciła jego uwagę na siebie. Poruszyła brwiami i szatyn domyślił się, że myśli o jego spotkaniu z Harrym.

- Spotykamy się jutro – Louis uśmiechnął się lekko. Był pozytywnie przejęty na myśl o ich wizycie. Żałował, że nie doszło do dzisiejszego spotkania i gdyby pamiętał o tym cholernym zebraniu, nie narobiłby sobie takiej nadziei, od razu nastawiając się na to.

- Daj znać jak poszło – pisnęła i rzuciła się na Louisa tuląc go mocno. Pożegnali się i chłopak przez chwilę odprowadzał Danielle wzrokiem do jej samochodu, dopóki sam nie ruszył w przeciwną stronę.

- Jesteś nim, kurwa, tak zajęty, że nawet nie zauważyłeś jak śledziłem cię wczoraj i dziś – usłyszał za swoimi plecami i w ułamku sekundy odwrócił się, stając twarzą w twarz z dość młodym mężczyzną. Zmarszczył brwi w konsternacji, obserwując malujące się zadowolenie na jego twarzy. Był pewien, że nigdy wcześniej nie miał z nim styczności, nawet nie potrafił go skojarzyć. Niebieskie, przeszywające go oczy były obce, a niemal czarne włosy nie przywodziły żadnych wspomnień. Po chwili jednak dotarły do Louisa słowa mężczyzny i przywiódł myślami imię, które Harry wypowiedział wczoraj.

Jeremy.

- Jakim prawem, do cholery, mnie śledzisz? – schował dłonie do kieszeni i zrobił krok w stronę mężczyzny.

- Wziąłeś się za kogoś, kogo nie możesz mieć, skarbie – kpiący uśmiech rósł z każdą chwilą na jego twarzy. – Bo Harry należy do mnie.

Louis wziął głęboki oddech i starał się nie dać sprowokować przez głupie słowa, które przecież i tak nic nie znaczyły.

- Odpierdol się. Z tego co wiem, Harry nie chce cię widzieć – syknął w jego stronę. Spojrzał w jego niebieskie oczy, które znajdowały się na poziomie jego własnych.

- Tylko tak mówi – zaśmiał się. – Jeszcze do niedawna biegał za mną i nie potrafił beze mnie żyć.

Louis przez chwilę żałował, że nie udało mu się wyciągnąć od Harryego informacji na temat ich związku. Mógłby wykorzystać to na swoją obronę i poprowadzić tę konwersację, wygrywając. Tymczasem nie znał ich historii i mógł domyślać się, co się między nimi wydarzyło. Nie wiedział nic, a to potęgowało wrzenie jego krwi w żyłach.

- Teraz już potrafi – postanowił powiedzieć.

- Bo co? Bo ma ciebie? – kpił dalej.

- Bo Harry jest silny i daje sobie radę.

Jeremy ponownie zaśmiał się. Louis odczuwał chęć prowokacji ze strony mężczyzny, jednak ze wszystkich sił starał się zachować spokój. Nie chciał powodować kłopotów, ale czuł, że jeśli tamten sobie nie odpuści, Louisa autokontrola skończy się szybciej niż oboje mogliby się spodziewać.

- Uważaj. Harry szybko przywiązuje się do ludzi, ale też szybko o nich zapomina – syknął Jeremy przybliżając swoją twarz do twarzy szatyna.

- W takim razie o tobie również zapomniał – uciął Louis, uśmiechając się dumnie. Chciał skończyć to niepożądane spotkanie i wrócić do domu.

- Nie sądzę. Udowodnię to.

Jeremy piorunował Louisa wzrokiem przez dłuższą chwilę, po czym odwrócił się i szybkim krokiem zaczął oddalać się.

Co to, do chuja, miało znaczyć?

Louis wziął kilka głębszych oddechów myśląc o tym, co zaszło. Jeremy śledził go przez dwa dni, a następnie swobodnie się do tego przyznał, robiąc mu wyrzuty o kogoś, kto nie należał już do niego. Mężczyzna okłamałby sam siebie, gdyby powiedział, że nie zaczął martwić się o Harryego. Gdyby chłopakowi nadal zależało na swoim byłym, nie całowałby Louisa. Z drugiej strony, przypomniał sobie o wywiadzie i o tym, jak wiele bólu sprawiło mu wspomnienie o jego byłym. Louis poczuł ukłucie zazdrości i dziwnego rodzaju złość. Bał się straty i tego, że Jeremy nadal będzie próbował angażować się w życie Harry'ego.

A co jeśli Harry się zgodzi?

٭٭٭

Telefon Louisa nie przestawał dzwonić. Otworzył zaspane oczy i sięgnął po niego nie patrząc na wyświetlacz.

- Halo – rzucił krótko i z powrotem położył się.

- Nie warcz na mnie – po drugiej stronie usłyszał Zayna, a jego głos brzmiał na rozbawiony.

- Obudziłeś mnie. Mam do tego prawo – wymamrotał i rozważał opcję przerwania połączenia.

- Dobra, zamknij się – rzucił. – Obecnie jestem w pracy.

- No, i? – ponaglał go Louis. Wiedział, że mężczyzna się z nim droczył, a on naprawdę nie miał zbyt dobrego samopoczucia z rana.

- Chciałem zaproponować spędzenie czasu w męskim gronie wieczorem, ale musisz przestać być chujem – słyszał cichą muzykę w tle i lekkie szmery.

- Tak się składa, że jestem umówiony – powiedział Louis. Wstał z łóżka wiedząc, że nie zasnąłby ponownie i wszedł do kuchni nastawiając ekspres do kawy.

- Twoje życie towarzyskie wreszcie ożyło – Zayn zachichotał i Louis odsunął telefon od ucha, aby nacisnąć czerwony guzik. – Droczę się tylko, skarbie – dodał. – Domyślam się, że z Harrym. Nie chcielibyście przyjść razem? W sensie, jeśli w planach nie macie pieprzenia czy coś.

- Mów głośniej, żeby cały pub cię usłyszał – Louis uniósł swój głos, przedrzeźniając Zayna. – Musiałbym porozmawiać z Harrym, czy nie przeszkadzałby mu twoja obecność.

- Ha-ha – rzucił. – Będzie też Liam i jakiś jego kolega. Daj mi znać, jak już się czegoś dowiesz.

٭٭٭

Louis podjechał taksówką pod adres, który wczoraj wysłał mu Harry. Kolegą Liama, o którym wspomniał Zayn, okazał się być Niall, dlatego umówili się, że Louis przyjedzie pod siłownię, w której Harry miał trening taksówką, a potem pojadą do Zayna razem. Louis oczywiście za priorytet brał zdanie Harryego, dlatego najpierw uzgodnił z nim, czy chcą spędzić czas w piątkę. Szatyn ucieszył się, bo lubił spotkania z Zaynem i Liamem i nie miał nic przeciwko poszerzeniu grona, jednak przyłapał się na myśli, że chciałby ten czas spędzić tylko z Harrym. Był zdezorientowany – nie wiedział czy mógł poruszyć ponownie temat Jeremyego. Minęły zaledwie dwa dni i Louis bał się, że naciskanie na Harryego mogłoby go skrzywdzić, ale on naprawdę potrzebował poznać całą prawdę. W szczególności, gdy zdążył natknąć się już na Jeremyego.

- Louis! – usłyszał głos za sobą. Był tak pochłonięty we własnych myślach, że nie zauważył miniętej recepcji. Odwracając się zobaczył uśmiechniętego Nialla.

- Cześć. Spóźniłem się, czy jestem zbyt wcześnie? – zapytał i podszedł do niego podając mu dłoń.

- Harryemu zostało jeszcze kilka minut treningu – spojrzał na zegarek. – Jeśli chcesz, możesz popatrzeć – uśmiechnął się znacząco i poklepał Louisa po plecach, niespełna od razu prowadząc go do sali.

O kurwa.

Louis otworzył usta na widok, który rozpostarł się przed nim. Harry był bez koszulki, w samych żółtych spodenkach. Każdy jego mięsień uwydatniał się, kiedy uderzał w worek treningowy. Nawet z odległości kilkunastu metrów mógł ujrzeć błyszczące kropelki potu, które spływały w dół jego ciała. Na czubku głowy – jak zawsze podczas walki – miał związanego małego kucyka, a kilka włosów spoczywało na jego karku. Louis mimowolnie wypuścił westchnienie.

- Wiedziałem, że ci się spodoba – zaśmiał się Niall.

Louis nie mógł uwierzyć w piękno Harry'ego. Promieniowało od niego samozaparciem i siłą w ringu, a poza nim był uroczą i delikatną istotą. Wszystko to zbierało się w jedną całość, która w oczach Louisa uchodziła za perfekcyjną.

- Wystarczy na dziś – tym razem Niall odezwał się do Harryego. Gdy brunet spojrzał w ich stronę, szeroki uśmiech rozprowadził się na całej jego zmęczonej, ale jakże doskonałej twarzy. Wziął do ręki ręcznik i zaczął iść w ich kierunku.

- Witaj, Louis – odezwał się, kiedy był wystarczająco blisko.

- Hej, Harry – odpowiedział, utrzymując spojrzenie na jego twarzy. Z całych sił powstrzymywał się, żeby nie wertować wzrokiem po całym jego ciele, ale cholera, wyglądał tak kurewsko dobrze.

- Wezmę szybki prysznic i możemy jechać – rzucił przed odejściem. Zanim jednak odwrócił się przygryzł wargę jakby od niechcenia i przejechał wzorkiem po całym ciele Louisa.

- Jesteście tacy oczywiści – odparł Niall, gdy drzwi łazienki za Harrym się zamknęły.

٭٭٭

Podczas nieobecności Harry'ego, Louis przez cały ten czas zastanawiał się, jak wypytać Nialla o byłego chłopaka Stylesa. Chociaż w głębi siebie czuł, że byłoby to nie w porządku uznał, że brunet mógłby być dobrym źródłem informacji. Istniała też możliwość, że nie zdradziłby tak ważnego aspektu z życia Harry'ego uważając, że chłopak powiadomiłby go wtedy, kiedy byłby gotowy. Tak minęły kolejne minuty na zwykłej rozmowie.

Gdy Harry opuścił łazienkę, miał jeszcze lekko wilgotne włosy i był ubrany na czarno. Louis uśmiechnął się do niego i chciał rozpocząć rozmowę, jednak brunet podszedł do niego, zarzucając wokół niego ramiona. Tomlinson nie od razu odwzajemnił uścisk, będąc w lekkim szoku, lecz po chwili rękoma objął jego plecy i wdychał intensywny zapach. W tej chwili jego umysł zwolniły wszelkie wątpliwości i liczył się ten chłopak, który uspokajał każdą cząstkę w jego ciele.

- Chciałem zrobić to już wcześniej, ale byłem zbyt spocony – zaśmiał się, odsuwając nieco.

Nie miałbym nic przeciwko – chciał powiedzieć, jednak odpowiedział tylko uśmiechem.

W drodze do Zayna, Louis opowiedział pokrótce o swoim wczorajszym, nudnym spotkaniu. Harry jednak słuchał uważnie, zadając co chwila jakieś pytania na temat jego pracy. Patrzył wtedy przenikliwie w jego oczy, momentami przechodząc na usta. Louis czasem zatrzymywał swoją wypowiedź i wzdychał, całą swoją uwagę skupiając na Harrym.

Kiedy wysiadali z samochodu, Niall wręczył Harryemu napój energetyczny. Louis domyślił się, że Harry był zmęczony, ale zdecydowanie bardziej wolałby, że chłopak odpoczął niż faszerował się tego typu rzeczami. Potem przypomniał sobie, że sam potrafił wypić kilka mocnych kaw dziennie, kiedy nie miał czasu na chociażby krótki odpoczynek.

Zayn przywitał ich z uśmiechem i odebrał od Nialla kilka zgrzewek piw, które ten przyniósł. Umówili się, że to Harry będzie prowadził w drodze powrotnej, ponieważ i tak nie spożywał alkoholu, a Niall miał ochotę dziś wypić, więc bez problemu zgodził się na taki układ.

- Dlaczego tak właściwie nie pijesz? – zapytał Louis, patrząc na Harryego. Widział, jak na twarzy chłopaka zaczął formować się uśmiech. – Nie nabijaj się. Wiesz, że się na tym nie znam – dotknął dołeczka w jego policzku, sprawiając, że brunet zachichotał.

- Ale to, że alkohol jest niezdrowy powinieneś wiedzieć – zaśmiał się. – Osłabiałby on moją sprawność fizyczną i wszystkie treningi i diety byłyby do niczego – wzruszył ramionami.

- Masz specjalną dietę? – zdziwił się Louis.

- Mam – Harry wyjął telefon i zaczął pokazywać szatynowi składniki i produkty wskazane i niezalecane. – Co nie znaczy, że jakoś przesadnie się jej trzymam. Ale alkoholu wolę nie spożywać.

Louis wziął do ręki telefon Harryego i wszedł w swoje wiadomości z nim. Brunet patrzył na jego poczynania ze zmarszczonymi brwiami, jednak czekał na to, co zrobi dalej. Szatyn wysłał sobie listę składników, o jakiej wcześniej mówił Harry.

- To tak na wszelki, jakbym kiedyś chciał odwdzięczyć ci się za kolację – mrugnął do niego.

Louis wywracał oczami za każdym razem, gdy wśród mężczyzn rozwinął się temat boksu. Harry śmiał się z jego reakcji wiedząc, że Louis od początku nie był fanem tego sportu. W tle przewijały się jakieś kanały sportowe, rozmowy praktycznie nie ucichały. Louis w pewnym momencie poczuł, jak głowa Harryego zsunęła się na jego ramię. Spojrzał na niego z rozczuleniem i zauważył, że chłopak zasnął. Pocałował go w czubek głowy i podziwiał tego spokojnie śpiącego chłopaka, w myślach wciąż odtwarzając obraz uderzającego Harryego o worek treningowy. 

There are no comments yet. Log in to be the first to leave a review!

Similar stories