19. You Bring Me Back To Life
14:22, 12 October 2019Ich podróż do mieszkania Louisa została opóźniona, gdyż fani napierający na drzwi nie dali odejść bez zatrzymania się. Bombardowali Harryego mnóstwem pytań, zaczynając od samopoczucia, po relacje z Louisem.
- Poczekam na ciebie w samochodzie – szatyn nachylił się w jego stronę. Chciał dać mu trochę przestrzeni; w końcu fani chcieli rozmawiać z Harrym, a on uważał, że jedynie by przeszkadzał.
- Nie, zostań – powiedział cicho Harry i splótł ich palce, a grupka dziewcząt wydała z siebie głośne aww.
- Jak się nazywasz? – wykrzyczała jedna.
- Louis.
- O mój Boże, jak słodko! – zaczęły piszczeć. – W końcu znamy twoje imię. W necie jesteś podpisywany jako śliczny chłopiec.
Harry zaśmiał się patrząc na Louisa kiedy ten pacnął się w czoło. Brunet kiedyś mu wspomniał o domysłach jakie fani snuli na ich temat, o teoriach spiskowych, o bitwie kto jest lepszym chłopakiem dla Harryego; on czy Jeremy.
Jeremy. Louis w dzisiejszym dniu nie widział go i miał szczerą nadzieję, że nie był on obecny na walce. Cieszył się, ponieważ nie chciał, aby interwencja Jeremyego w życie Harryego i Louisa zepsuła ich relację.
***
- Dzwoni Tami – powiedział Harry, kiedy jechali do mieszkania Tomlinsona. Dłoń Louisa spoczywała na udzie bruneta, który bawił się jego palcami do momentu dźwięku telefonu. – Halo? Tak, wracamy właśnie... Oh, okej. Dobrze, powiem mu.
Louis zerkał zaciekawiony na chłopaka, gdy tylko zdawkowo udało mu się uchwycić rozmowę.
- Co jest?
- Impreza jest dzisiaj – rzucił lekko zdezorientowany Harry.
- Jest świetną organizatorką. Informuje w ostatniej chwili – zadrwił Louis, śmiejąc się.
- Taa, zawsze jej to mówiłem – wzruszył ramionami brunet. – Moglibyśmy zajechać do mnie po drodze? Wezmę szybki prysznic.
- Jasne, okej.
Louis nie ukrywał, że był potwornie zmęczony. Nieprzespana noc dawała się we znaki, a jedyne czego pragnął to danie nagrody Harryemu i zaśnięcie obok niego z przeświadczeniem, że już nie miał się czego obawiać. Był również pewny, że Styles także marzył o odpoczynku, ale ogromną zaletą był wolny jutrzejszy dzień, który zapewne zostanie spędzony przez nich niezbyt produktywnie, kiedy będą leżeć w łóżku.
Kiedy pojawili się w ogromnej posesji Tamary i Oscara, Louis zdziwił się na widok Zayna, Liama i nawet Danielle. Było multum ludzi, większości nie potrafił skojarzyć ani trochę. Przywitali ich – w szczególności Harryego – z kieliszkami szampana w dłoniach i cholernie długo gratulowali i dyskutowali na temat wygranej walki. Duma rozpierała Louisa, kiedy Harry opowiadał o niesamowitym wsparciu, jakie szatyn mu dawał i Tomlinson zaśmiał się w duchu, bo przez większość czasu to Harry pocieszał Louisa i dawał mu wsparcie, uspokajając psychicznie.
- Jestem taka dumna! Wiedziałam, że to wygrasz. Mówiłam ci – Tamara uderzyła Harryego w rękę, a brunet w żartobliwym geście potarł ją, udając niemożliwie mocny ból.
- Tak swoją drogą – wtrącił się Louis. – Świetna organizacja. Powiedziałaś nam piętnaście minut przed imprezą, że jest jednak dzisiaj.
- Nie mogłam was uchwycić wcześniej i nie chciałam wam przeszkadzać – mrugnęła okiem Tamara, uśmiechając się przy tym zawadiacko. – Byłaby jutro, ale jadę razem z Oscarem do ginekologa – pisnęła, okazując swoją radość. Louis spojrzał zdezorientowany na Harryego, ale chłopak nie zauważał go, bo patrzył na kobietę z pięknym uczuciem. – Nie powiedział ci?
- O czym?
- No w ciąży jestem! – pogłaskała swój brzuch. – To dopiero początek.
- Oh, wow – wykrztusił Louis. – Gratuluję. Czuć coś? – zapytał, dotykając jej brzucha, wcześniej upewniając się, czy na pewno może dotknąć.
- Jesteś głupi. Tak, na pewno będzie już kopać – klepnęła dłoń Louisa, śmiejąc się.
Z czasem Harry został zawołany przez grupkę swoich znajomych. Kilkakrotnie przemknął Louisowi przed oczami, za każdym razem z innym drinkiem w dłoni i szatyn poważnie zaczął zastanawiać się nad tym, czy Harry rzeczywiście to wszystko wypijał. Przez zupełny brak alkoholu w jego codziennym życiu mogło skończyć się to dość szybkim upiciem i Louis pierwszy raz doświadczyłby takiego widoku u Harryego.
Siedział przez chwilę z Danielle na kanapie, ale jakiś mężczyzna poprosił ją do tańca, a po chwili dosiadła się do niego Tamara.
- Nie poznaję Harryego. On pije alkohol! – wykrzyknęła zszokowana. – Zostajecie tutaj, jakby co. Nie dam wam się tłuc nocą do samego Londynu.
- Naprawdę nie trzeba...
- Louis. Wiem, że nie spałeś dziś zbyt dobrze.
- Aha, czyli źle wyglądam? – zapytał z udawanym wyrzutem. Dziewczyna spojrzała na niego powątpiewająco.
- Nie spałeś dziś zbyt dobrze – kontynuowała. – Pewnie padasz z wycieńczenia, więc to oczywiste, że nie puszczę cię do domu i to w dodatku z pijanym Harrym.
- Jest już pijany? – Louis wyprostował się, gotów by wstać z kanapy i pójść go szukać, by nie był z kimś obcym z takim stanie. Po chwili zdał sobie sprawę, że z pewnością Harry znał tu każdego.
- Spokój – zatrzymała go ręką. – Rozmawia teraz z Olivią.
- Kim jest Olivia? – jęknął na ilość informacji, które dostarczała mu dziewczyna.
- Jego znajoma. Dawno się nie widzieli, a mają... dość zawiłą przeszłość – westchnęła i spojrzała w jeden punt, jakby przez jej umysł przelewały się wszystkie wspomnienia.
- Co to znaczy? – zmarszczył brwi. Serce zaczęło mu walić. Już wyobrażał sobie co to ta zawiła przeszłość.
- Na wstępie chciałam ci powiedzieć, że nie wiem co musiałoby się stać, żeby Harry teraz umówił się z dziewczyną. Nie chodzi mi o teraz, teraz, bo to oczywiste, że jest z twój, ale o przeciąg kilku ostatnich miesięcy – zaczęła gestykulować dłońmi. – Ostatnio bardziej był gejem – zastanowiła się.
Louis zaśmiał się i czekał na dalszą przemowę Tamary. Nie był pewien czy chciał poznać ten zakątek przeszłości Harryego, jednak nie mógł oprzeć się swojej ciekawości.
- Znamy się z Harrym naprawdę długo i wciąż doskonale pamiętam czasy, kiedy szukał siebie. Ja, jako przykładna przyjaciółka, z całych sił próbowałam mu pomóc. W wieku siedemnastu lat zaczęłam spotykać się z Oscarem i chciałam, żeby Harry także kogoś poznał. Na siłę próbowałam znaleźć mu dziewczynę, a on nie do końca był nimi zainteresowany. Pewnie domyślasz się, że tą znalezioną dziewczyną była Olivia, zaczęli się niezobowiązująco spotykać, a kiedy przyszedł czas na ich pierwszą randkę, zakończyła się ona katastrofą – na jej twarzy pojawiło się lekkie poczucie winy, kiedy westchnęła, marszcząc brwi. – Laska rzuciła się na niego gotowa, by uprawiać seks, a Harryemu po prostu nie... ustał.
Louis mrugał oczami, odtwarzając słowa kobiety. Uniósł brwi ku górze, wciąż się w nią wpatrując.
- Cholera – uderzyła się w czoło. – To są jego sprawy, nie powinnam tego mówić. Nawet tobie. Może w szczególności tobie – wytłumaczyła. – I zanim zaczniesz mnie posądzać; tak, wiem. Po tej sytuacji oboje wiedzieliśmy, że Harry bardziej woli chłopców, chociaż jak się okazało, dziewczynami również zaczął się interesować, ale po prostu chyba musiał do tego... dojrzeć?
Mężczyzna wciąż przyswajał informacje. Cieszył się, że Harry po jakimś czasie zrozumiał czego tak naprawdę oczekiwał od życia. Louis również w nastoletnim wieku miał pewne wątpliwości, jednak on cierpliwie czekał i podświadomie czuł, że bycie z mężczyzną jest tym, czego najbardziej pragnął.
Tomlinson otworzył swoje usta gotów, by się wypowiedzieć, jednak ktoś zasłonił mu oczy, stając za nim, a głośny chichot doszedł do jego uszu.
- Harry? – zapytał Louis i dotknął jego dłoni, umożliwiając sobie pole widzenia. Chłopak oplótł od tyłu swoje ramiona wokół szyi Louisa, pochylając się nad nim i wraz ze śmiechem wypuszczał ciepłe powietrze na skórę szatyna. – Co tam?
- Tęskniłem – wyszeptał Harry, ciągle zatapiając głowę w zagłębieniu między szyją a ramieniem Tomlinsona.
- Wszystko w porządku, Harry? – odezwała się Tamara, patrząc wyczekująco na chłopaka.
- Um... Tak – odpowiedział i oderwał się od Louisa, obchodząc kanapę i usadawiając się centralnie przy chłopaku tak, że jego noga była prawie założona na tą starszego.
- Co u Olivii? – zapytała przyjaciółka, a Harry rozejrzał się nieco skrępowany. Louis skarcił ją wzrokiem. – Rozmawiałeś z nią.
- Tak, tak – pokiwał szybko. – Dużo się pozmieniało, ma narzeczonego – uciął i wtulił się w ciało Louisa niemo oznajmiając, że skończył mówić, co chyba dziewczyna odebrała prawidłowo, bo pokiwała głową i po chwili oświadczyła, że idzie porozmawiać z gośćmi.
- Chyba trochę ci się wypiło, co? – zapytał Louis z lekkim uśmiechem, będąc hipnotyzująco wpatrzonym w wargi bruneta, które tworzyły grzeszną kompozycję poprzez ich zaczerwienienie i naturalną pełność.
- Troszeczkę – odpowiedział i przywarł do boku Louisa niemal całym ciałem.
- I stałeś się bardzo przylepny – zaśmiał się szatyn, a Harry jakby w odpowiedzi przyssał się do jego szyi, mrucząc przy tym i nieco nazbyt ją śliniąc. Trzepotanie w brzuchu Louisa automatycznie uruchomiło się, a przypływ gorąca powodował zupełne poddanie się czynom Harryego. Jego zmęczenie powodowało, że w pełni się odprężył i jedyne co mógł zaoferować w tej chwili to przyspieszony, ciężki oddech i przymykanie oczu.
- Chodźmy do łóżka, proszę – wyjęczał prosto do jego ucha Styles i te kilka chwil jego działań wystarczyło, by Louis dostatecznie się nakręcił i wstał niemalże od razu.
***
Harry doskonale znał ten dom, więc bez problemu poprowadził Louisa do ich tymczasowej sypialni. Kiedy znaleźli się w środku, szatyn przekręcił zamek w drzwiach i odwrócił się w stronę Harryego, dokładnie lustrując go wzrokiem.
- Wreszcie sami, hm? – zagadał i powolnym krokiem zaczął zbliżać się do bruneta, jednak ten miał inny plan, bo bezzwłocznie rzucił się w jego stronę, przywierając do niego rozgrzanymi wargami. Louis zatopił palce w koszulce Harryego gotów, by ją ściągnąć, lecz chłopak w momencie odsunął się, patrząc pociemniałymi oczami w te niebieskie. – W porządku?
- Tak, ja... – zawahał się Harry. – Ja chciałem ci podziękować za wszystko.
- Nie masz za co, kochanie – odpowiedział, jakby była to najbardziej oczywista rzecz na świecie. Nie wiedział, czemu w tym momencie Harry o tym mówił.
- Poczekaj – przełknął ślinę. – Chcę, żebyś wiedział, że jestem ci wdzięczny naprawdę za wszystko. W momencie, w którym wyznałeś mi miłość, myślałem, że śnię. Nawet nie wyobrażasz sobie jak dużo siły dało mi to w ringu i wierzę, że po części dzięki temu wygrałem, bo miałem dla kogo walczyć – uśmiechnął się. – I wiedz, że ja też cię kocham, Louis. Wszystko szybko się toczy, ale w głębi siebie czuję, że to z tobą chcę być do końca. Kocham cię – mówił coraz ciszej, ostatnimi słowy schodząc do szeptu.
I Louis myślał, że piękniej być nie mogło. Ten dzień był cholernie długi, pełen stresu i zagmatwania, ale również niepojęcie cudownej aury, która stwarzała się sama poprzez miłość, którą siebie darzyli. Nabuzowany wzruszeniem przyciągnął twarz Harryego do swojej i pocałował go, starając się oddać każdą emocję, którą odczuwał. Między pocałunkami z jego ust wypadały wyznania miłości. Czuł potrzebę, aby zapewniać teraz o tym Harryego na każdym kroku.
Wylądowali na łóżku, a ich przylegające do siebie ciała tworzyły jedną całość. Świadomość, że teraz w pełni do siebie należeli, że byli połączeni odwzajemnionym uczuciem powodowała, że Louis chciał więcej i więcej.
Pozbyli się swoich ubrań, po czym Louis nakazał Harryemu wypiąć się. Bardzo żałował, że nie znajdowali się w jego mieszkaniu, ponieważ mogliby wypróbować rzeczy, które zakupił. Na samą myśl przygryzł wargę, wyobrażając sobie Harryego przypiętego do łóżka. Na pewno będą mieli jeszcze mnóstwo okazji, żeby tego wypróbować.
Louis pochylił się nad Harrym, palcami znacząc linie wzdłuż jego pięknie wyeksponowanego ciała, pocałunkami torując sobie drogę do jego wejścia. Harry wiercił się, błagając o więcej, a z jego ust wydobywały się głośne sapnięcia i pourywane jęki, kiedy Louis wreszcie dotarł językiem do jego dziurki. Brunet stawał się zupełnym bałaganem, kiedy Tomlinson rozciągał go, liżąc jego wnętrze. Uwielbiał słyszeć jak dobrze mu robi, kiedy chłopak zupełnie zatracał się w przyjemności i jęczał głośno, a Louis miał nadzieję, że muzyka z dołu była w stanie zagłuszyć te dźwięki dla innych ludzi.
- Louis, proszę. Ja... – zaczął Harry, nie będąc w stanie dokończyć zdania, a szatyn oderwał się od niego, oblizując się.
- Chcesz dojść teraz? – zapytał, podszczypując jego pośladek.
- Tak, proszę – wyjęczał. Louis kochał to, jak Harry uniósł wyżej swój tyłek, będąc niemożliwie chętnym i kiedy jego głos był tak wysoki z podniecenia. Chwycił lubrykant i rozlał trochę na palce, nakierowując je do wejścia chłopaka. Wykorzystując fakt, że był już trochę rozciągnięty od jego własnego języka wsunął od razu dwa palce, a z ust Harryego wydobył się zduszony jęk. Wypiął się bardziej, pokazując jak bardzo jest chętny i pozwalając Louisowi robić z nim na co tylko ten miał ochotę. – Mogę?
Louis zerknął na Harryego, nie będąc pewnym o co pytał. Kiedy ujrzał dłoń bruneta blisko jego członka, doskonale wiedział. Niewypowiedzianie mocno działało to na niego, że Harry zapytał go czy mógł się dotknąć. Czuł, że staje się coraz bardziej twardy – o ile było to możliwe.
- Nie, kochanie. Dojdziesz bez dotykania – chwycił jego nadgarstek i odsunął od jego ciała, a Harry posłusznie pokiwał głową i z powrotem oparł się na dwóch dłoniach. Kurwa.
I chociaż Louis pragnął robić mu dobrze przez wieki, chciał również, aby chłopak poczuł już ulgę. Przyspieszając ruchy swoich palców, dodał również język i czuł, jak ta mieszanka spinała ciało Harryego. Za każdym razem trafiał w prostatę Harryego, bo brunet łapał zapalczywie powietrze i, w zapierający dech w piersiach dla Louisa sposób, wyginał plecy w łuk. Jęki stawały się głośniejsze, chociaż Harry starał się je stłumić poprzez przygryzanie warg i Louis postanowił nakierować swoją drugą dłoń do penisa mężczyzny i wystarczyło kilka pociągnięć, by Harry doszedł z imieniem szatyna na jego ustach.
Styles opadł na łóżko i Louis, chcąc dać mu kilka chwil na złapanie oddechu, położył się obok niego, intensywnie się mu przyglądając. Wyglądał pięknie; świecące oczy, zaróżowione policzki, napuchnięte od przygryzania usta. Zapragnął się w nie wpić, ale Harry uniósł się na łokciach uprzedzając go i usiadł na biodrach Louisa, schodząc ustami do jego szczęki. Louis był zdezorientowany nagłą kontrolą mężczyzny nad sytuacją, ale pozwolił błądzić ustami po jego szyi, wtapiając palce w jego ciemne włosy. Westchnął, kiedy poczuł zęby wbijające się w jego skórę i mimowolnie odchylił głowę w bok, czując niesamowite ciepło, które rozchodziło się po całym jego ciele. Harry z mlaśnięciem oderwał się od skóry Louisa i wyprostował, wciąż siedząc na jego biodrach.
- Masz prezerwatywę? – zapytał Harry, rozglądając się za spodniami Louisa.
- W kieszeni – odpowiedział na wydechu i patrzył nieco skonsternowany na poczynania Harryego. Gdy chłopak do niego wrócił, ponownie usiadł na jego biodrach i spojrzał w oczy Louisa. – Chcesz być na górze? – nie mógł powstrzymać się od zapytania. Zachowanie Harryego wzbudziło w nim szok i dezorientację, jednak w ich seksie liczył się wzajemny komfort i jeśli Harry chciał spróbować zmiany, Louis był w stanie się zgodzić.
- Nic z tych rzeczy – Harry uśmiechnął się słodko i rozerwał opakowanie gumki palcami. Tomlinson musiał przyznać, że odpowiedź Harryego była tym, co miał nadzieję usłyszeć. Dokładnie wpatrywał się w smukłe palce chłopaka, które w powolny i drażliwy sposób nasuwały prezerwatywę na członka Louisa. Patrzył na niego, ciężko oddychając, gdy ciepłe palce rozprowadzały nieco chłodniejszy lubrykant.
Brakowało mu słów, gdy widział jak Harry w skupieniu nabijał się na jego penisa i westchnął na to uczucie. Tak bardzo tęsknił za widokiem, w którym brunet zdawał się odczuwać ulgę na wypełnienie. Zaczął od unoszenia swojego tyłka w górę i w dół, seksownie opierając dłonie na klatce Louisa. Wszystko działo się powoli, ale każdy szczegół był odczuwalny intensywnie. I chociaż to Louis zawsze kochał mieć kontrolę nad Harrym, polubił tę stronę chłopaka, gdy on aranżował każdy ruch, nie pozwalając Louisowi nawet na uniesienie jego bioder.
W momencie, w którym Harry zupełnie przywarł tyłkiem do bioder szatyna, wykonując szybkie kółka, Louis wiedział, że długo nie wytrzyma. Doznanie było ogromne; Tomlinson czuł jak każda jego część jest stymulowana, a Harry rozogniał swój czuły punt. Obaj sięgając swojego szczytu wytrysnęli w tym samym momencie, a Louis napawał się przepięknym widokiem dochodzącego Harryego, który po chwili opadł na jego klatkę, walcząc o powietrze.
***
- Cześć kochanie – Louis uśmiechnął się, gładząc włosy Harryego, gdy ten przebudzając się ze snu, zaczął wiercić się na ciele szatyna.
- Hej – odpowiedział zachrypniętym głosem.
Wczorajszej nocy, pomimo wyczerpania i ogromnej potrzeby, by zaczerpnąć snu, po szybkim ogarnięciu się, wrócili na imprezę. Oczywiście komentarze o ich zniknięciu co chwilę padały w ich stronę, ale oni tylko uśmiechali się i ofiarowali sobie krótkie spojrzenia.
- Dostałem maila – powiedział Louis, a Harry oparł się na łokciach i przetarł swoje oczy, by potem spojrzeć na niego. – Za dwa dni jadę na tygodniową delegację.
- Tydzień? – jęknął Harry i schylił się, by złożyć leniwego całusa na nagiej skórze Louisa. – Cholera, będę tęsknił.
- Ja też, słońce – uśmiechnął się. – Kiedy masz mistrzostwa? – zmarszczył brwi, przypominając sobie o tym, że walka z Hughem miała zadecydować o wyjeździe Harryego. Miał tylko nadzieję, że zobaczą się jeszcze przed jego wylotem.
- Za prawie dwa tygodnie – odparł i palcami kreślił rozmaite wzory na Louisa klatce. – Polecisz ze mną? – wydął dolną wargę, wyglądając nadzwyczaj uroczo.
- Jeśli uda mi się załatwić trochę wolnego, oczywiście, że z tobą polecę – odpowiedział, wiedząc, że nawet jeśli nie otrzymałby zwolnienia, nie mógłby zostawić Harryego w tak ważnej dla niego chwili.
*****
Zbliżamy się do końca! Zostało naprawdę niewiele, ale przed nami jeszcze kilka wydarzeń. Dziękuję za wszystkie gwiazdki i komentarze.
Love xx
There are no comments yet. Log in to be the first to leave a review!

![Dust Bones [Harry Styles]](https://fanficsread.net/media/fs-stories-1/1198/conversions/a640cdb809d084e5d20475eedbf3c663.jpg)



